Instrukcja Ojców Białych…cz. 7

[84] ZAKOŃCZENIE. Jeśli chcemy stworzyć dzieło solidne i trwałe, nie wystarczy bowiem jedynie pouczać Afrykańczyków; nie wystarczy nawet zapewniać im łask płynących z sakramentów; trzeba jeszcze, a nade wszystko, uczynić z nich ludzi zdolnych do czerpania korzyści z owych pouczeń i łask, a w tym celu trzeba z nich uczynić, na ile to możliwe, ludzi pełnych – ludzi rozumnych i poważnych, uzbrojonych w silną wolę i wyćwiczonych w dobrych nawykach – ludzi gruntownie religijnych, których wiara, mocno zakotwiczona w duszy, miałaby wystarczający wpływ na wolę, aby kazać jej panować nad porywami natury i kierować nimi, oraz sprowadzać na drogę obowiązku tych, którzy w chwili zapomnienia z niej zboczyli.

Aby dojść do tego celu, nie wolno zaniedbać żadnego użytecznego środka. Środki nadprzyrodzone muszą zawsze zajmować pierwsze miejsce. Bez nich inne byłyby bardzo mało użyteczne. Środki naturalne muszą same być zawsze ożywiane przez łaskę. Albowiem, choć są one niezbędne dla sukcesu, to nie one, lecz sprawi go właśnie łaska. Wysiłki misjonarzy, zapłodnione przez łaskę Bożą, wydały już, dzięki miłosiernej dobroci Boga, w tym Wikariacie sukcesy bardzo pocieszające. Postępowanie chrześcijan skupionych wokół naszych misji, pod kierownictwem ich kapłanów, przewyższa, i to znacznie, postępowanie pogan, którzy wymknęli się aż do dnia dzisiejszego działaniu misjonarzy. Ich poziom umysłowy i moralny jest o wiele wyższy i choć nie są oni wcale doskonali, można rzec, że ich reforma uczyniła już wielki krok.  

Jednakże, jeśli ci, którzy pozostają pod bezpośrednim kierownictwem [85] swoich misjonarzy, utrzymują się zazwyczaj na dobrej drodze, to doświadczenie dowodzi, że spora liczba chrześcijan nie jest jeszcze zdolna do samodzielnego prowadzenia się, gdy tylko owego kierownictwa zabraknie. Wystarczy, że opuszczą ośrodek, w którym stali się chrześcijanami i gdzie żyli jako dobrzy chrześcijanie, aby zapomnieli o swych obowiązkach. Nie jest nawet konieczne, by znaleźli się pośród pogan; nawet w pobliżu misji zajmowanej przez innych misjonarzy niż ich własna, porzucają oni niekiedy wszelką praktykę religijną. Można by rzec, że to raczej osobisty wpływ ich misjonarzy, aniżeli przekonanie, utrzymuje ich w obowiązku.  

To spostrzeżenie nie jest właściwe wyłącznie dla Górnego Konga; przeciwnie, proporcja tych błądzących jest tu mniejsza niż w wielu innych misjach. To samo spostrzeżenie czyni się nawet w tych misjach, gdzie ludność jest najbardziej skłonna ku świętej Religii i których chrześcijanie mają reputację wzorowych. Spotyka się ich na wszystkich drogach, we wszystkich ośrodkach, a ich postępowanie dalekie jest od bycia przykładnym. Można by rzec, że religia u tych neofitów jest tylko rośliną egzotyczną, można by rzec – pasożytniczą, przyczepioną do starego pnia pogańskiego, którego nie przeniknęła i którego soku nie zmieniła. Wystarczy wpływ zewnętrzny, chwila nieobecności ogrodnika, nieco silniejsze pchnięcie, aby pozbył się on tego pasożyta i pokrył się dzikimi odrostami. Wiara pozostaje zazwyczaj na dnie duszy, lecz słaba, wątła, bez wigoru do wydawania owoców.

Czyż nie jest to dowodem, że nasze działanie reformatorskie nie dotknęło jeszcze wystarczająco dna natury i nie zdołało jeszcze nadać woli owej siły wytrwałej, niezbędnej do stałej współpracy z łaską? Lecz nie przesadzajmy! Jeśli błądzący stanowią większość spośród tych, którzy opuścili misje, to stanowią oni mniejszość w całości ogółu chrześcijan; jeśli ci upadli, nic nie [86] dowodzi, że wszyscy byliby równie słabi. Zazwyczaj to nie najlepsi odchodzą. Jednakże, jakkolwiek ograniczona byłaby ich proporcja, ich liczba jest zawsze zbyt wysoka.

Widok tych upadków musi być dla nas bodźcem, który winien nas pchać do współpracy z jeszcze większą żarliwością, większą inteligencją i metodą w tym dziele bosko-ludzkim, które ma uczynić z naszych Afrykańczyków ludzi pełnych i solidnych chrześcijan, zdolnych oprzeć się wszelkim pokusom.

Nie miejmy jednak ambicji zuchwałych! Nie wymagajmy od naszych Afrykańczyków tego, do czego nie są zdolni. Nie reformuje się człowieka całkowicie za jednym zamachem ani też narodu w jednym pokoleniu. Potrzeba było sześciu wieków, by schrystianizować małą Belgię! Atawizm (przekazane przez przodków zwyczaje), nawyki, idee panujące w środowisku, w którym żyją, uczyniły z natury naszych Afrykańczyków naturę gruntownie pogańską i rozmiękczyły ich wolę do tego stopnia, że uczyniły z niej, można rzec, niewolnika ich instynktów. Potrzeba by cudu łaski, aby w tak krótkim czasie zreformować całkowicie podłoże tak głęboko deprawowane. Samo dziecko, dziedzic tej samej natury, ulega zbyt silnie wpływowi idei i przykładów środowiska, w którym wzrasta, aby jego edukacja przekształciła siły jego wrodzonej natury. Ta transformacja ludu afrykańskiego będzie wymagać czasu wielu pokoleń, a może i wieków. I dopóki atmosfera nie zostanie oczyszczona z wpływów pogańskich, które panują w niej jeszcze teraz, dzieło reformy będzie miało zawsze tylko sukces częściowy.

Jedynie dzięki ogólnej atmosferze przepojonej chrześcijaństwem, która panuje w krajach chrześcijańskich i która otacza człowieka od jego narodzin, formują się tam, pod zwyczajnym działaniem łaski, owi przekonani chrześcijanie, którzy zazwyczaj stawiają interesy swej dusz ponad swymi uciechami i interesami materialnymi. Lecz niech nikt nie ulega złudzeniu: ich ilość nie jest zbyt wielka Czy jest ich rzeczywiście relatywnie więcej niż wśród naszych afrykańskich chrześcijan? Poziom moralny mas, zwłaszcza [87] w ośrodkach górniczych i przemysłowych, nie jest wcale wyższy niż poziom naszych pogan. Nawet w środowiskach chrześcijańskich główna rola kapłana polega na prowadzeniu wielkiej liczby swoich wiernych, od rozgrzeszenia do rozgrzeszenia, aż do ostatecznego przebaczenia, które otworzy im bramy Raju. Nie skarżymy się, że nie jesteśmy lepiej uposażeni niż oni. Byłoby szaleństwem rościć sobie prawo do większych sukcesów tutaj niż nasi kapłani uzyskują w kraju chrześcijańskim.

Przeciwnie, cieszmy się i składajmy dziękczynienie Bogu za sukcesy doprawdy pocieszające, których raczył udzielić naszym słabym wysiłkom; a jeśli owe sukcesy nie odpowiadają jeszcze całkowicie naszemu oczekiwaniu, nieco zbyt wymagającemu, trzeba to przyznać, podwójmy gorliwość i zapał; polecajmy naszemu Panu i Najświętszej Pannie i Świętym to dziełem i nie zaniedbujmy z naszej strony żadnego środka, który mógłby być użyteczny, by doprowadzić je do wydania tych owoców, które są przedmiotem naszych pragnień.

Art. IV. ZNAJOMOŚĆ WIERZEŃ, PRAKTYK, OBYCZAJÓW I ZWYCZAJÓW TUBYLCZYCH

10. KONIECZNOŚĆ OWEJ ZNAJOMOŚCI I SPOSÓB POSTĘPOWANIA Z AFRYKAŃCZYKAMI.

Aby móc reformować, edukować i odpowiednio kierować grupą tubylców, nie wystarczy mieć wyobrażenie o psychologii i ogólnych cechach rasy; trzeba jeszcze znać cechy szczególne, które wyróżniają tę grupę. Albowiem w Kongu, podobnie jak w Europie, każdy lud ma swą własną mentalność i swój charakter specjalny, które modyfikują, mniej lub bardziej, wspólne podłoże całej rasy. Specyficzne wierzenia, obyczaje i zwyczaje lokalne, środowisko fizyczne, codzienne zajęcia, organizacja społeczna są czynnikami, które współdziałają ze szczególnym atawizmem grupy, by nadać jej specjalną fizjonomię, z którą należy się liczyć. Studium tych osobliwości [88] musi być jednym z pierwszych zajęć misjonarza, który przybywa ewangelizować kraj. Musi on poznać wierzenia i idee religijne ludności, aby wiedzieć, co zawierają one z prawdy. Albowiem ta prawda będzie użyteczna, aby łatwiej sprawić, by jego nauczanie zostało zaakceptowane. Będzie on musiał zdać sobie sprawę z błędów i przesądów, aby wiedzieć, na jakie punkty będzie musiał nade wszystko kłaść nacisk i aby uniknąć urażania ludzi przez niewiedzę i bez pożytku. Będzie musiał znać ich praktyki i nawyki, zarówno zbiorowe jak i osobiste, i studiować je, aby umieć odróżnić te, które są dobre i które należy zachować lub wręcz wspierać, te, które są obojętne i które może tolerować, oraz te, które są złe i które trzeba usunąć, przetransformować lub zastąpić.

Misjonarz nie może chcieć zmieniać wszystkich nawyków Afrykańczyków dlatego, że nie są one zgodne z jego własnymi lub dlatego, że urażają one jego uprzedzenia wynikające z wychowania. Byłoby szaleństwem chcieć formować Afrykańczyków według naszych nawyków europejskich. Uczyniłoby się z nich marne karykatury Europejczyków. Tworząc u nich potrzeby, których nie mogliby zaspokoić, uczyniłoby się ich nieszczęśliwymi. Trzeba im zostawić ich obyczaje i nawyki, które nie są ewidentnie złe ani nie dają powodu do złych konsekwencji. Zostawmy im ich sposób życia, który nadaje im oryginalną fizjonomię, nieco dziwną dla nas, lecz niepozbawioną wartości. Poprzestańmy na reformowaniu u nich wszystkiego, co jest sprzeczne ze słusznością i moralnością lub co sprzeciwia się ich postępowi w dobrym. Zachowujmy i zachęcajmy do tego, co u nich dobre. Będzie trzeba, oczywiście, starać się usunąć jak najszybciej, roztropnie jednak i bez niecierpliwości, wszystkie praktyki nieludzkie, niesprawiedliwe i niemoralne, lub te, które są przyczyną bądź okazją do niesprawiedliwości lub niemoralności.

Trzeba będzie podobnie starać się wyeliminować, łagodnie i powoli, praktyki zabobonne, okultystyczne, które zakładają uciekanie się w sposób wyraźny lub domniemany, do jakichkolwiek duchów. [89] Nigdy jednak nie będzie się uciekać do siły, aby zniszczyć świątynię, posąg lub inny obiekt kultu. Uraziło by się niepotrzebnie Afrykańczyków. Co najwyżej można zniszczyć przedmiot, którego zniszczenie rzekomo przynosi nieszczęście jego sprawcy, aby dowieść czczości ich wierzenia; a i wtedy należy się od tego powstrzymać, jeśli przez to narażalibyśmy się na ich urażenie. Trzeba ich doprowadzić do prawdy przez przekonywanie, aby sami niszczyli swoje obiekty zabobonne i pozbywali się obaw zabobonnych, które skłaniają ich do ich szanowania. Należy powstrzymać się od chęci usuwania lub zmieniania jakiejkolwiek praktyki lub nawyku dobrego bądź obojętnego. Co do licznych nawyków niehigienicznych, będzie się je odradzać i starać się sprawić, by zrozumiano ich złe skutki. Lecz będzie się wystrzegać sprawiania wrażenia, jakoby religia była w to wmieszana. Aby jednak dobrze odróżnić praktyki tych różnych kategorii, trzeba je studiować w szczegółach; starać się ocenić ich moralność materialną i zdać sobie sprawę z okoliczności i idei Afrykańczyków na ich temat, aby wyrobić sobie słuszny sąd o ich moralności formalnej.

2º RELIGIA I KULT AFRYKAŃCZYKÓW GÓRNEGO KONGA. Wierzenia.

a)       Jeden Bóg Stwórca nieba i ziemi.

We wszystkich szczepach Górnego Konga istnieje pojęcie, przekazane przez tradycję, o istnieniu Bytu Najwyższego, Stwórcy wszystkich rzeczy i najwyższego Pana wszechświata. Wszyscy pojmują go jako Byt wszechmogący, wszechwiedzący i dobry. W niektórych szczepach przynajmniej, ma się pojęcie bardziej wyraźne i dość dokładne o jego naturze. Jest on czysto duchowy; nie ma on mzimu (postaci zmarłej osoby) ani formy, która ukazywałaby się oczom ludzi; nie miał początku i nie będzie miał końca. Według wszystkich naszych Afrykańczyków, On panuje, lecz nie rządzi. Stworzywszy wszechświat, wycofał się z jego spraw i żyje [90] jako wielki Właściciel, tam w górze, nie wiadomo dokładnie gdzie. Pozostając Najwyższym Panem wszechświata, prawie nie zajmuje się tym światem ani tym, co się na nim dzieje.

b)       Byty duchowe, podrzędne

Pozostawił wszystko władzy bytów podrzędnych, duchowych, choć nie o czystej duchowości jak ta Bytu Najwyższego, subtelnych i zwinnych, które przenikają i przemierzają materię i przemieszczają się szybko z jednego miejsca w drugie, bardzo potężnych nad wszystkimi żywiołami, a nawet, niekiedy, nad życiem człowieka; zazwyczaj życzliwych, przynajmniej wobec swoich wiernych adeptów, lecz zazdrosnych o swój kult i mszczących się na tych, którzy zaniedbują oddawanie im honorów, do których rzekomo mają prawo.

Bóg, według wyobrażenia naszych Afrykańczyków, pozostawia im pełną wolność działania według ich upodobania i interweniuje rzadko; jeśli interweniuje, to po to, by przeszkodzić rzeczy, która mu się nie podoba. Co do pochodzenia tych duchów, wielu nigdy nad tym nie rozmyślało. W niektórych plemionach uważa się je wszystkie za stworzone przez Byt Najwyższy. Gdzie indziej pierwszy został stworzony i dał początek innym. Zdaje się, że w pewnych miejscach wierzy się, iż poza jednym lub dwoma stworzonymi przez Boga, inne są jedynie manami sławnych przodków, których kult rozprzestrzenił się na cały kraj. Każda społeczność ma swoje specjalne wielkie duchy. Niektóre są znane w dwóch lub trzech plemionach. Nie ma takich, które byłyby uznawane wszędzie.

c)        Dusza ludzka nieśmiertelna

Wszyscy Afrykańczycy wierzą w przetrwanie duszy ludzkiej po śmierci.

d)niejasne pojęcie o karze i nagrodzie po śmierci

Choć w niektórych plemionach istnieje mętne pojęcie kary w przyszłym życiu za pewne zbrodnie popełnione na tym świecie, jak na przykład czary, nigdzie nie znajduje się jasnej idei nagrody lub kary w przyszłym życiu za dobro lub zło moralne tego życia. W niektórych plemionach zdaje się nie istnieć żadna idea, która mogłaby pozwolić wnioskować o jakimkolwiek wierzeniu tego rodzaju.

d)       Życie duszy ludzkiej po śmierci

Według ich wyobrażeń dusza zmarłego przebywa jeszcze przez jakiś czas po śmierci w jego szczątkach, przynajmniej jeśli te [91] są zachowane, albo też udaje się ona natychmiast do siedziby zmarłych. Siedziba ta znajduje się pod ziemią, dla znacznej liczby w miejscu nieznanym, gdzie dusze nie zdają się w pełni szczęśliwe ani zadowolone. Gdyż lubią one powracać na ziemię, zwłaszcza w miejsca, gdzie żyły i mieszają się w wydarzenia życiowe, zwłaszcza swoich bliskich i przyjaciół. Dusze te cieszą się we wszystkim władzą podobną do wielkich duchów, lecz ich interwencja jest zazwyczaj ograniczona do spraw ich bliskich lub przyjaciół. Chcą one być honorowane przez nich, a jeśli komuś tego brakuje, mszczą się, zsyłając nań wszelkie rodzaje nieszczęść.

e)       Lęk przed duchami zmarłych

Jako że nasi Afrykańczycy są nawiedzani, dniem i nocą, przez lęk przed tymi duchami, wielkimi i małymi, śnią o nich niekiedy podczas swego snu. Sny te są objaśniane jako objawienia lub ukazania się duchów, które przychodzą skarżyć się na to, że są zaniedbane. Niektórzy wróżbici czynią się ich interpretatorami, zwłaszcza przy okazji jakiegoś nieszczęścia, aby przypisać im jego przyczynę i domagać się dla nich bardziej intensywnego kultu.

f)         Kult duchów

Afrykańczycy nie oddają Bytowi Najwyższemu żadnego kultu zewnętrznego poza kilkoma wyznaniami wiary w jego moc i wiedzę oraz kilkoma wezwaniami, stosunkowo rzadkimi. Wszystkie akty ich kultu kierują się ku duchom, które rzekomo zamieszkują góry, skały, groty, źródła, wielkie drzewa, wszystko, co w naturze przyciąga uwagę lub budzi strach. Nikt nie przejdzie obok tych nawiedzonych miejsc, nie złożywszy tam swojej ofiary, choćby to było źdźbło trawy lub kamyk, i odprawia się tam od czasu do czasu święte obrzędy ku czci ducha, który ma tam mieszkać. [92]

g)       Kult duchów przodków

Oddaje się kult bardziej systematyczny manom (duchom, postaciom) przodków. Buduje się im miniaturowe świątynie; przedstawia się ich za pomocą posągów lub innych przedmiotów, które każe się poświęcić czarownikowi. Są one uważane za ich czasowe rezydencje. Ten kult, który jest podobny dla wszystkich duchów, choć towarzyszą mu różne obrzędy, polega zwłaszcza na śpiewach, tańcach, biciu w bębny, różnych ofiarach, zwłaszcza z jedzenia, libacjach i zabijaniu żywych zwierząt: kur, kóz, owiec, a także na noszeniu insygniów, amuletów i talizmanów, wykonanych przez ludzi, którzy mają być w kontakcie z duchami; noszenie ich jest wyrazem czci i przyciąga ich ochronę przed pewnymi niebezpieczeństwami lub zapewnia ich pomoc dla sukcesu pewnych przedsięwzięć. To zazwyczaj głowa rodziny lub klanu przewodniczy kultowi publicznemu. Niekiedy jest to wyznaczony człowiek lub czarownik. Każdy może to robić w swoim własnym imieniu.

3. NATURA TEGO KULTU PRZODKÓW.

Religia, w sensie ścisłym i precyzyjnym tego słowa, będąc zasadniczo relacją między stworzeniem a bóstwem stwórczym, nasi Afrykańczycy mają prawdziwą religię tylko w swej wierze w Byt Najwyższy i prawdziwy kult religijny tylko w wezwaniach, które do niego kierują. Kult, który oddają duchom, nie dążąc ani w rzeczywistości, ani przez ich intencję, ani bezpośrednio, ani pośrednio ku bytom, które uważają za bogów lub którym chcą oddawać cześć boską, jak gdyby byli bogami, nie należy, ściśle mówiąc, do ich religii: jest to kult zabobonny, który sprawuje się obok i poza prawdziwą religią.

Choć przez te pozory zewnętrzne kult ten wydaje się na pierwszy rzut oka być kultem latrii, gdyż zawiera libacje i uśmiercanie zwierząt, które mają pozory ofiar; stwierdza się, badając go z bliska, że nim nie jest i że te libacje oraz krwawe ofiary nie są prawdziwymi ofiarami. [93] Aby istniała prawdziwa ofiara, istotne jest by krwawej ofierze towarzyszyła intencja złożenia jej na czyjąś cześć; niezbędne jest, aby to zabicie ofiary i dar było dokonane w celu oddania czci boskiej bytowi, który uważa się za boga lub który chce się czcić jako Boga. Otóż Afrykańczycy czczą duchy, wielkie i małe, i składają im dary, libacje oraz uśmiercają zwierzęta jako bytom podrzędnym, cieszącym się bez wątpienia wielką mocą, lecz mocą ograniczoną i drugiego rzędu, podporządkowaną władzy Boga, mogącą się przejawiać jedynie wskutek jego tolerancji i pozostającą zawsze pod jego najwyższą kontrolą.

Afrykańczycy starają się zjednać sobie życzliwość tych duchów i uchronić się przed ich szkodami, czyniąc na ich cześć wszystko, co wierzą, że może im być miłe; zupełnie tak, jak czyniliby wobec potężnego człowieka, o którego względy by zabiegali lub którego gniewu by się lękali. Nie mają oni żadnej intencji uznawania w tych duchach ani godności, ani władzy boskiej i nie chcą im oddawać czci boskiej. Protestują, gdy mówi się im, że czczą je jako bogów. Ich kult nie jest zatem bałwochwalczy w dokładnym tego słowa znaczeniu. Posążki i inne przedstawienia duchów, które czci się w niektórych plemionach, nie są idolami (bałwanami). Są to jedynie obrazy, figury lub emblematy duchów, które często są im poświęcone przez specjalne obrzędy i w których te duchy mają niekiedy zamieszkiwać. Ofiary, które składa się przed tymi posążkami, są ofiarowane nie tym posągom, lecz duchom, które one reprezentują i które przychodzą tam przebywać.

Lecz czy ten kult nie jest heretycki (sprzeczny z dogmatami religii chrześcijańskiej)? To znaczy, czy nie zakłada on wyznawania, przynajmniej domniemanego, jakiejś herezji lub czy nie zakłada wiary heretyckiej? Zdaje się, że nie! Zakłada on wiarę w istnienie pewnych duchów, podrzędnych, potężnych z natury, rezydujących w pewnych miejscach, mogących dzięki tolerancji Boga interweniować w [94] sprawy ludzkie i pomagać ludziom lub im szkodzić.

Zakłada on wiarę w przetrwanie dusz ludzkich, które wskutek tej samej tolerancji mogą powracać na ten świat, sprawować tu pewne władze, dość rozległe, i być użytecznymi lub szkodliwymi wobec pewnych ludzi. Są to w sumie wszystkie wierzenia, które zakłada kult Afrykańczyków. Otóż nie wydaje się, aby było tam cokolwiek, co sprzeciwiałoby się prawdzie objawionej.

Wierzymy w istnienie duchów wyższych i potężnych, które za pozwoleniem Boga mogą interweniować w wydarzenia tego świata. Wierzymy w przetrwanie dusz, które za tym samym pozwoleniem mogą powracać na ten świat i dokonywać tu, przynajmniej z pomocą Boga, rzeczy, które przekraczają zwykłe siły człowieka.

Jedynym błędem, jaki tam jest, to błędna wiara, że Bóg dał tym duchom pozwolenie na przychodzenie na ten świat, niemal wszędzie i zawsze, na mieszanie się w to, co się tu dzieje i na interweniowanie we wszystkie wydarzenia jakiejś wagi. Ten błąd nie jest heretycki. Kult naszych Afrykańczyków nie jest zatem ani bałwochwalczy, ani heretycki, lecz po prostu zabobonny. Każdy akt tego kultu i każde świadome uczestnictwo w tym kulcie, jakkolwiek byłoby minimalne, jest zawsze grzechem ciężkim. Jednakże nie zakłada on zbrodni apostazji ani herezji i nie wywołuje dla chrześcijanina, który by go popełnił, konsekwencji, jakie pociąga ta zbrodnia.

KONKLUZJA. a) Reguły moralne do podania.

Należy zatem zakazać wszelkiego aktu kultu duchów, wszelkiej partycypacji w tym kulcie i wszelkiej praktyki, która zakłada, wyraźnie lub domniemanie, uciekania się do interwencji ducha. Zatem przygotowywanie lub dostarczanie materii do ofiar, libacji lub uśmiercania zwierząt; uczestniczenie w tańcach i śpiewach itd. mających na celu uhonorowanie lub przebłaganie ducha; branie udziału w rytualnym posiłku lub piciu itd. jest ciężkim grzechem. Należy skonsultować opinię publiczną, aby wiedzieć, czy fakt spożywania pokarmów ofiarowanych duchom poza posiłkiem rytualnym jest uważany za partycypację w kulcie: jeśli tak, należy tego zabronić; jeśli nie, można to tolerować. Wszelkie wytwarzanie, sprzedaż, posiadanie i noszenie amuletów lub talizmanów, wykonanych przez czarownika i zakładających interwencję ducha, musi być surowo zabronione. Będzie się starać usuwać, stopniowo i powoli wszystkie próżne praktyki, które nie są wyraźnie zabobonne, lecz które opierają się na mętnej obawie, najczęściej nieuświadomionej, przed nieznaną wyższą potęgą, której przejaw wierzy się widzieć w wydarzeniach zdających się być efektem przypadku. Uzasadnione byłoby przekonanie, że praktyki te byłyby zabobonne, jeśliby się odwoływały do wyższej potęgi innej niż Boża. W praktyce, wskutek ignorancji i bezmyślności, są to tylko czcze obrzędy, które trzeba sprawić, by zniknęły, najlepiej przez ośmieszenie. Co do praktyk opartych na błędzie dotyczącym naturalnej skuteczności lekarstwa lub środka profilaktycznego przeciw złu, wystarczy wyprowadzić ignorantów z błędu. W praktyce wiele razy będzie bardzo trudno Afrykańczykom osądzić moralność tych praktyk, zwłaszcza gdy chodzi o leczenie choroby, i odróżnić to, co jest zabobonne lub czcze, od tego, co nim nie jest.

Poda się im jako reguły to co następuje:

1º Są dozwolone wszelkie lekarstwa, które mają w sobie samych swoją skuteczność, dzięki mocy, którą Bóg włożył w ich różne składniki.

2º Są niedozwolone lekarstwa, których skuteczność nie pochodzi z samej natury ich składników, lecz których siła uzdrawiająca została tam włożona przez tubylczego medyka na mocy tajemnej potęgi, którą on dysponuje. [95]

3º Są zawsze ciężko niedozwolone wszelkie lekarstwa, których przyjmowaniu lub używaniu towarzyszy wezwanie lub ofiara złożona duchowi.

4º Dozwolone jest lekarstwo z pewnością naturalne, nawet jeśli do jego sporządzenia tubylczy medyk wezwałby ducha lub dopełnił zabobonnego obrzędu, pod warunkiem, że ten, kto je otrzymuje lub z niego korzysta, nie uczestniczy w tych zabobonnych praktykach i nie przypisuje im żadnego udziału w skuteczności lekarstwa.

5º Tam, gdzie jest medyk, który sporządza lekarstwa naturalne, nie wolno zwracać się – nawet po to, by otrzymać lekarstwo naturalnie skuteczne, które można otrzymać u tego pierwszego – do czarownika, który ma reputację wytwarzania jedynie lekarstw zabobonnych, z powodu zgorszenia.

6º Zakazuje się dawać człowiekowi uznawanemu za czarownika jakiegokolwiek podarunku, aby uchronić się przed jego rzekomymi złymi czarami, a tym bardziej, aby uzyskać jego pomoc.

7º Wszelkie uciekanie się do wróżbitów, do prób trucia truciznami, gorącej wody itd., do auspicjów (odczytywanie woli bogów z lot ptaków, układu chmur, zachowania zwierząt), aby poznać wolę wyższą lub przyszłość lub uciekania się do losów w nadziei poznania rzeczy ukrytych, jest surowo zabronione.

b) Notatki do zebrania i zredagowania.

We wszystkich misjach, gdzie wierzenia, obyczaje, nawyki i praktyki populacji nie są jeszcze doskonale znane, misjonarze przeprowadzą poważne badania, aby je poznać. W nowych misjach powinno się prowadzić te badania bardzo roztropnie, aby nie wzbudzać nieufności ludzi. Afrykańczycy nie lubią wyjawiać tych rzeczy, a niedyskretne dochodzenia mogłyby uczynić ich milczącymi na długi czas w tych kwestiach. Należy starać się zręcznie dojść do podchwycenia czegoś z ich wierzeń i nawyków. Następnie skorzystać z tego, co się wie, aby nauczyć się reszty. Kiedy ludzie uwierzą już, że zna się ich wierzenia i tradycje, języki się rozwiązują i łatwo poznaje się szczegóły. [96] W początkach każdy będzie komunikował to, czego się dowiedział, ojcu, który będzie specjalnie obarczony notowaniem wszystkiego i porządkowaniem. Później ojciec, uzbrojony w to, co już wiadomo, przeprowadzi dochodzenie według reguł, kontrolując przez świadectwo wielu osób wszystkie szczegóły, które odnotuje. Do sprawdzenia tego, co zostało znalezione i zredagowane, zastosuje się pierwsze miesięczne spotkanie lingwistyczne i odnotuje się złe praktyki. Gdy studium będzie kompletne, zachowa się jego kopię w placówce, a nowo przybyli będą musieli się z nim zapoznać. W miarę jak dany punkt jest wystarczająco poznany, prześle się jego kopię Wikariuszowi Apostolskiemu. Jak zostało powiedziane wyżej, prace etnograficzne misjonarzy są własnością misji. Muszą one pozostać w placówce, gdzie zostały zredagowane, do dyspozycji Wikariusza Apostolskiego i niczego z nich nie będzie się publikować bez jego upoważnienia.