Instrukcja Ojców Białych…cz.10

Art. III. ORGANIZACJA KATECHEZ. 1º PODZIAŁ SŁUCHACZY. Gdy tylko będzie to możliwe, rozdzieli się słuchaczy na odrębne kategorie: dorośli, mężczyźni, kobiety, dzieci: chłopcy, dziewczęta, a później: postulanci, katechumeni, chrześcijanie. 2º POSTULAT. Dopuszczając do nauki wszystkich, którzy chcą na nią przychodzić, dobrze będzie przyznawać tytuł „Postulanta” tylko tym, którzy porzuciwszy swoje złe nawyki, chcą się nawrócić i znają już główne prawdy oraz modlitwy. Będzie można dać im jako znak wyróżniający zwyczajny medalik, tam gdzie nie przedstawia to niedogodności. Będzie się jednak czuwać, aby poświęcony medalik nie stał się przedmiotem handlu i nie był używany jako zabobonny talizman.

3º KATECHUMENAT. WYBIERAĆ ROZWAŻNIE PIERWSZYCH KATECHUMENÓW. W nowej misji nie będzie się spieszyć z dopuszczaniem do katechumenatu jakichkolwiek postulantów, którzy spełniają mniej więcej ściśle wymagane warunki. Pierwsi katechumeni muszą być wybrani z wielką roztropnością i powściągliwością, ponieważ od dobrego wyboru [128] pierwszych zależeć będzie, w dużej mierze, dobry bieg i przyszłe postępy misji. Nie rozpocznie się od dzieci; ryzykowałoby się rzucenie dyskredytu na katechumenat. Dorośli mają zazwyczaj zbyt wielką świadomość swojej godności ludzkiej, aby zgodzić się na poniżenie ich do poziomu dzieci. Te ostatnie zresztą zbyt mocno ulegają wpływowi starych pogan. Przed ich dopuszczeniem trzeba im przygotować oparcie pośród dojrzałych mężczyzn, aby mogli się utrzymać. Muszą oni jeszcze przejść kryzys budzenia się namiętności; nie można przewidzieć, jaki obrót przybierze ich życie; byłoby zatem nieostrożne liczyć na tak mało pewną podstawę, by na niej kłaść fundamenty przyszłego chrześcijaństwa. Będzie się starało wybrać pierwszych katechumenów spośród młodych małżeństw, które żyły już co najmniej sześć miesięcy spokojnie i uczciwie w swoim stadle, a i tak weźmie się ich tylko spośród tych, którzy dali poważne gwarancje wytrwania. poprzez swoją gorliwość i przykładanie się do nauk oraz poprzez swoje dobre prowadzenie.

Art. IV. SPOSÓB POSTĘPOWANIA. 1º W POCZĄTKACH IŚĆ POWOLI, ROZTROPNIE. Lepiej jest uzbroić się w cierpliwość i czekać, nawet kilka lat, aż znajdzie się dobre pierwsze powołanie, niż zaczynać od miernych katechumenów lub chrześcijan. Dobry bieg katechumenatu, a później misji, z nawiązką zrekompensuje to opóźnienie. Albowiem jeśli duch tego pierwszego powołania jest dobry, a jego prowadzenie budujące, będzie ono wywierać na innych skuteczne przyciąganie. Ci, którzy dołączą do pierwszych, będą inspirować się ich duchem i będą szukać wzorca dla swojego postępowania w ich postępowaniu. Jakie będzie pierwsze powołanie, pierwszy katechista, taki będzie, według zwykłego biegu [129] rzeczy, przyszły katechumenat i przyszłe chrześcijaństwo. Jest zatem sprawą o kapitalnym znaczeniu, aby pierwsze powołanie było dobre. Gdyby pierwsi katechumeni byli mierni, ich widok zamiast przyciągać, byłby odstręczający dla pogan. Świadkowie ich mało budującego postępowania powiedzieliby sobie: „Po co mamy się nawracać? Oni nie są lepsi od nas”. Z drugiej strony, jeśli start jest zły, trudno będzie wyprostować nadany ruch, aby sprowadzić go na dobrą drogę.

2º NIE SZUKAĆ SPOSOBU PRZYCIĄGANIA CHRZEŚCIJAN Z INNYCH MISJI. Z tego samego powodu nie jest pożyteczne, aby w rodzącej się misji osiedlali się chrześcijanie zbiegli z jakiejś innej misji. Zazwyczaj ci, którzy odchodzą, nie są najlepszymi, a najlepsi tracą na przemieszczaniu się. Nie należy zatem starać się przyciągać chrześcijan z innych misji, aby mieć pociechę z możliwości sprawowania od samego początku świętej posługi przy małej trzódce, gdyż ta mała trzódka ryzykuje wielce posiadanie w swoim łonie parszywych owiec, zdolnych zarazić te, które się do nich dołączy. Zresztą duch, który ożywia tych obcych, będzie mógł być jedynie przeszkodą w postępie dzieła ewangelizacji. Trzeba oczywiście przyjmować zabłąkanych, którzy się pojawiają, aby starać się sprowadzić ich na dobrą drogę, lecz ich obecność jest złem, którego należy unikać w miarę możliwości. Lepiej jest formować pierwsze powołania katechistów na miejscu, za pomocą autochtonów. Armia wędrowna nie jest w tym kraju lepsza niż gdzie indziej. Można zaakceptować bez wątpienia jako pomocników, jeśli się ich znajdzie, kilku dobrych chrześcijan, wybranych spośród najlepszych z jakiejś innej misji. Jednak trzeba ich zawsze pilnie nadzorować, gdyż wszyscy oni mają skłonność do nadużywania swojej pozycji. Uważają się za wyższych od tubylców [130], traktują ich często z wyższością i pogardą oraz wyzyskują ich dla własnej korzyści, gdy tylko mają ku temu okazję.

3º LICZBA KATECHEZ. Co do liczby nauk, które należy dawać, ogólną regułą jest, że trzeba ich dawać jak najwięcej, nie męcząc Afrykańczyków ani nie czyniąc z nich dla nich pańszczyzny. Należy brać pod uwagę okoliczności, a zwłaszcza zajęcia Afrykańczyków. Nie można od nich żądać, aby porzucili dla przyjścia na katechizm pracę, którą uważają za pilną. To właśnie ten wzgląd sprawił, że wprowadzono w misjach na południu, na początku pory deszczowej, wakacje, podczas których nie ma ani katechizmu, ani lekcji, aby pozwolić wszystkim oddać się swoim uprawom.

Oto liczba nauk, które można dawać zazwyczaj, jak się wydaje, bez przesady. Jest to minimum, do którego należy dążyć i którego nie można przekroczyć, chyba że ludzie tego pragną lub akceptują to bez niechęci.

1º Dzieciom, zarówno w misji, jak i w rezydencjach katechistów, będzie się robić katechizm codziennie lub na przemian chłopcom i dziewczętom. 2º Dorosłym, zarówno w misji, jak i w rezydencjach katechistów: a) Postulantom co najmniej dwa razy w tygodniu. b) Katechumenom dwa lub lepiej trzy razy w tygodniu. c) Chrześcijanom co najmniej raz w tygodniu, poza nauką na mszy niedzielnej, a jeśli to możliwe dwa razy dla każdej kategorii. 3º W katechezach, które odbywają się na zewnątrz, co najmniej jedną katechezę tygodniowo dla postulantów i jedną dla katechumenów, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Tam, gdzie nie można, będzie się to robić tak często, jak to możliwe. Chrześcijanie mieszkający dalej niż pół mili od misji oraz ci z kaplic-szkół będą uczestniczyć w katechezach w niedzielę, jak to będzie powiedziane dalej.

ROZDZIAŁ II. PRZYGOTOWANIE DO CHRZTU. Art. 1. ROZWAŻANIA OGÓLNE. 1º KONIECZNOŚĆ DŁUGIEGO OKRESU NAUKI I PRÓBY. Wszyscy Przełożeni misji Górnego Konga byli zdania, że należy utrzymać w jej nienaruszalności regułę, tak mądrze ustanowioną przez naszego nieodżałowanego Założyciela, aby nie dopuszczać do chrztu pogańskich Afrykańczyków inaczej, jak po czterech pełnych latach nauki i próby.

  1. a) W celu sprawienia, by prawdy religijne przeniknęły i utrwaliły się w umyśle. Afrykańczyk może być zazwyczaj dobrze pouczony w mniej niż cztery lata; niekiedy wystarczyłoby kilka miesięcy. Lecz nauka o tak krótkim trwaniu nie miałaby wystarczającej solidności. Nie wymazałaby ona dostatecznie z umysłu Afrykańczyka jego pogańskich idei, jego fałszywych zasad i jego uprzedzeń, które pierwsze wychowanie silnie wycisnęło w jego duszy i które środowisko, w którym żyje i będzie nadal żył, z natury swojej podsyca i rozpala na nowo, jeśli nie zostaną dobrze wygaszone. Nowe idee, które przynosi mu nauka, jedynie nałożyłyby się na jego uprzednie wyobrażenia lub zmieszałyby się mniej lub bardziej z nimi. Zajmowałyby one w jego duszy jedynie powierzchowne miejsce; nie przenikałyby jej i w konsekwencji nie zmieniałyby jego stanu wewnętrznego. Bez solidności idee te ryzykowałyby wielce [132] zatarcie się pod wpływem namiętności, a nawet całkowite wymazanie, jeśli Afrykańczyk, aby iść za swoimi namiętnościami, zapomniałby na pewien czas o praktykowaniu swoich obowiązków.

Afrykańczyk nawrócony i ochrzczony po szybkiej nauce i bez wystarczającej formacji ryzykuje wielce przyjęcie, obok swojej własnej religii, religii chrześcijańskiej jako dodatku, a być może małego ulepszenia tej, którą pozostawili mu przodkowie. Obok swojej własnej kapliczki zbuduje drugą dla religii, którą przynieśli mu Europejczycy. Lecz będzie miał o wiele więcej przywiązań do tej pierwszej. Nie oderwie się od niej nigdy, podczas gdy drugą porzuci bez trudu, jeśli jego interes, namiętność lub namowa rodziny czy przyjaciół go do tego popchną. Czyż nie mamy każdego dnia tego obrazu przed oczami?

Aby idee religijne, których się go naucza, mogły mieć na życie Afrykańczyka wpływ skuteczny i trwały, jest niezbędne, aby zniszczyły one jego pierwsze idee i zajęły ich miejsce w jego umyśle, aby się w nim zakorzeniły tak mocno i głęboko, by burza namiętności, nawet o pewnym trwaniu, nie była zdolna sprawić ich zniknięcia. Otóż, aby dojść do tego rezultatu, nie wystarczy przekonać Afrykańczyka przelotnie o prawdzie jakiejś rzeczy ani uzyskać jego przyzwolenia, choćby najbardziej szczerego. To, co akceptuje dzisiaj, jutro zapomni lub też nie będzie już o tym przekonany. Aby jego przekonanie było ugruntowane i trwało, trzeba, by prawda wycisnęła się mocno i żywo w jego umyśle i aby jej obraz został utrwalony w jego zmysłach. Otóż podobny rezultat uzyskuje się jedynie poprzez częste powtórzenia, odnawiane przez długi czas. Powtarzanie tego samego obrazu, pod formami zawsze nowymi i atrakcyjnymi, musi wyryć go w duszy Afrykańczyka w sposób niezatarty; musi go wycisnąć w jego pamięci tak żywo, aby prezentował się on umysłowi sam z siebie, bez wysiłku, nawet pośród porywów namiętności; musi on mieć [133] nad władzami uczuciowymi duszy panowanie nawykowe tak skuteczne, że gdy tylko zostanie zaprezentowany, wprawi je w ruch, aby pobudzić i pchnąć wolę. Dopóki nie uzyska się tego rezultatu, nie można pochlebiać sobie, że naprawdę nawróciło się Afrykańczyka. Otóż, aby dojść do takiego rezultatu, cztery lata ciągłej nauki nie są zbyt długim czasem.

b) W celu stworzenia dobrych nawyków. Lecz umysł nie jest całym człowiekiem. Jest także, a nade wszystko, wola. Ta u Afrykańczyka jest naturalnie bardzo słaba i bardzo niestała. Jest ona ledwie zdolna do wysiłku, jak tylko pod naciskiem namiętności. Gdy tylko ta się uspokaja, jego wola wiotczeje i upada na samą siebie bez siły, bez wigoru, bez energii.

1º W tym celu należy korzystać z siły pragnienia chrztu, dopóki ono istnieje. Afrykańczycy, którzy naprawdę pragną chrztu, pragną go często namiętnie. Ta namiętność nadaje ich woli chwilową energię, która czyni ich niekiedy zdolnymi do największych poświęceń. Trzeba będzie korzystać z tej siły, aby przyzwyczaić wolę do odrobiny stałości. Lecz nie można liczyć na tę siłę dla wzmocnienia woli dłużej niż do momentu, gdy zostanie on ochrzczony. Gdy bowiem to pragnienie zostanie zaspokojone, siły uczuciowe duszy, które ono wprawiało w ruch, uspokajają się; wola, pozbawiona tej pomocy, staje się znów słaba i niestała jak uprzednio i tak samo mało zdolna jak dawniej do dawania łasce tej wolnej współpracy, niezbędnej dla zapewnienia jej skuteczności. Należy zatem korzystać z oparcia, jakie znajduje się w pragnieniu chrztu, póki ono trwa, nie zaniedbując jednak odwoływania się do wiary w celu uzyskania od postulanta [134] do chrztu czynów stałych, zgodnych z obrazami i ideami religijnymi, które mu się prezentuje. Czyny te wzmocnią już same przez się wolę, a poprzez oddziaływanie zwrotne na obrazy, które je wywołały, wycisną te ostatnie silniej w duszy i nadadzą im nową moc do poruszania namiętności i wzywania ich na ratunek woli. Lecz aby podobne ćwiczenie miało skutek poważny i trwały, musi być podtrzymywane przez czas stosunkowo długi i wykonywane w dobrych warunkach, to znaczy, że czyny muszą być wykonywane dobrowolnie i z hojnością, oraz że muszą być powtarzane często przez długi okres.

2º Zarzut: Próba jest bezużyteczna experientia constat – doświadczenie tego dowodzi. Lecz, zarzuci ktoś, doświadczenie dowodzi, że nawet po czterech latach próby, wola Afrykańczyków pozostaje nadal słaba i zmienna; czyż nie jest to zmuszanie ich do czekania bezużytecznie? Bez wątpienia cztery lata ćwiczenia, choćby pod kierunkiem bezpośrednim, ciągłym i inteligentnym misjonarza, są niewystarczające, aby zniszczyć u dorosłych ich wady wrodzone i odziedziczone. Dziesięć lat i więcej starannego wychowania nie niszczy ich nawet u dzieci. Niemniej jednak ćwiczenie czteroletnie, jeśli jest poważnie wykonywane, bez żadnego zwątpienia zmniejszy wpływ tych wad. Wola wzmocni się poprzez długie powtarzanie wysiłku nabycia cnót. Nauczy się ona opierać naporowi namiętności; zmniejszy ich panowanie i nabierze łatwości oraz energii, której nie miała wcześniej, aby odpowiadać na natchnienia łaski. Wytrwałość neofity, który przejdzie przez tę próbę, choć nie będzie zapewniona (kiedyż mogłaby nią być na tym świecie?), będzie przynajmniej otoczona gwarancjami, które możemy i powinniśmy mu dać. U neofity niepoddanego próbie taka gwarancja nie będzie mieć miejsca. Po swoim chrzcie tak samo będzie impulsywny, jak był przed nim. Pozbawiony impulsu, jaki dawało mu pragnienie chrztu; nie znajdując [135] w swojej naturze żadnego nowego bodźca gwarantującego jego współpracę z łaską, będzie graniczyło z cudem jego wytrwanie w wierze i obyczajach. Ten cud Bóg może sprawić, bez wątpienia i sprawia go niekiedy. Lecz nie będąc w zwyczajnym porządku Opatrzności, byłoby zarozumiałością liczyć na niego w każdym przypadku, a tym bardziej dla ogółu ludzi. Neofita, który przeszedł próbę i otrzymał chrzest, nie będzie miał po swoim chrzcie pomocy tego impulsu wywołanego pragnieniem chrztu, lecz będzie miał inną, tak samo skuteczną i trwalszą pomoc: tę nabytą z nawyku. Nawyk, jak widzieliśmy wyżej, jest jednym z głównych motorów postępowania Afrykańczyków i niemal jedynym, który nadaje ich życiu kierunek choć nieco regularny. To do tego nawyku trzeba się odwołać, aby zapewnić, na tyle, na ile środki będące w naszej mocy na to pozwalają, wytrwanie neofity. Lecz nawyk zdolny do utrzymania go na dobrej drodze lub sprowadzenia na nią, gdy wiatr namiętności go z niej odsunie, nabywa się jedynie poprzez ćwiczenie długie, wytrwałe i wielkoduszne; zwłaszcza gdy musi on zastąpić inne nawyki zakorzenione w duszy i zniszczyć ich wpływ. Długie przygotowanie do chrztu jest zatem konieczne i to przygotowanie, aby wydało wszystkie swoje skutki, musi być staranne i dobrze prowadzone. Należy tak dalece, jak to możliwe, śledzić, nadzorować i zachęcać katechumenów w ich postępowaniu, aby dawać im dobre rady, kierować nimi, upominać ich w razie potrzeby, lecz przede wszystkim, aby zachęcać ich dobrą wolę. Albowiem aby dobre nawyki utrwaliły się solidnie i były skuteczne, muszą być one owocem wysiłków stałych, a zwłaszcza wielkodusznych. Nie będzie się zatem zaniedbywać żadnej okazji, aby zachęcać katechumenów i popychać ich wszelkimi środkami, jakie miłość i roztropność chrześcijańska zasugerują, do dostosowania ich życia, na tyle, na ile to możliwe, do nakazów religii i będzie się czuwać zwłaszcza nad tym, aby nie uchybiali wielkiemu obowiązkowi modlitwy, która przy tym wszystkim [136] pobudzając i podtrzymując ich wolę poprzez skutek naturalny, wyjedna im pomoce nadprzyrodzone, bez których wszelkie wysiłki pozostałyby bez sukcesu.

2º KONIECZNOŚĆ POZNANIA I KIEROWANIA KATECHUMENAMI. Misjonarze muszą starać się poznać prowadzenie się tych, którzy przygotowują się, nawet z daleka, do chrztu. Polecą katechistom, aby ich nadzorowali i będą skłaniać ludzi do mówienia, aby wiedzieć, jaką cieszą się opinią w kraju. Albowiem trzeba, aby ich znali, by móc osądzić prawdopodobieństwo ich wytrwania, zanim dopuszczą ich do chrztu. Niemniej jednak, nie przyjmą żadnego oskarżenia pozytywnego, chyba że zostanie ono udowodnione z pewnością.

a) Aby nie chrzcić ludzi nieukształtowanych. Roztropność chrześcijańska nakazuje te wysiłki i te środki ostrożności. Nie można by się bez nich obejść, bez zarozumiałości, pod pretekstem, że łaska to uzupełni. Przed wyjednaniem duszy łask chrztu, trzeba uczynić ją zdolną do odpowiadania na nie i w tym celu, uruchomić wszystkie środki, jakimi się dysponuje. Warto byłoby bowiem, w istocie, aby pozostała ich pozbawiona niż żeby je otrzymała i ich nadużywała. Dla tych, którzy, nawet pod naciskiem pragnienia chrztu, nie zdołają prowadzić odpowiedniego życia, wydaje się zalecane, aby otrzymali chrzest dopiero w obliczu śmierci. Albowiem jest moralnie pewne, że po chrzcie będą oni trwać w swoich złych nawykach; będą powodem skandalu dla chrześcijan, przeszkodą w nawracaniu pogan i nadużywszy łaski, ich zbawienie będzie w większym niebezpieczeństwie, niż gdyby jej nigdy nie otrzymali. Łatwiej nawraca się w godzinie śmierci poganina, zwłaszcza jeśli był pouczony niż chrześcijanina, który nadużył łaski.

[137] b) Nie należy być zbyt wymagającym. Lecz należy unikać błędu polegającego na chęci wymagania od tych biednych ludzi życia zbyt doskonałego. Trzeba pamiętać, że ma się do czynienia z ludźmi i z poganami, którym wieki błędów i występków przekazały, poprzez atawizm, naturę tak zdeprawowaną, tak niską i tak porywczą, że to, co nam może wydawać się łatwe, wymaga często od nich wysiłków heroicznych. Nie można od nich żądać doskonałości, którą znajduje się ledwie w naszym klasztorze. Wszystko, czego można od nich żądać rozumnie, to aby prowadzili życie wolne od wielkich skandali i zazwyczaj zgodne z głównymi przykazaniami Bożymi.

Jeśli do takiego prowadzenia dołączą oni rzeczywistą dobrą wolę, by dać się pouczyć i odpowiednią pilność w ćwiczeniach religijnych, na które się ich zwołuje, można uznać, że uczynili zadość. Albowiem fakt wytrwania przez cztery lata w takim życiu, pomimo pociągu ich natury i pomimo niebezpieczeństw środowiska, w którym żyją, stanowi gwarancję wytrwania, szeroko wystarczającą, do dopuszczenia do chrztu. Cztery lata przygotowania do chrztu będą podzielone na dwa okresy: postulat, czyli pierwsze przygotowanie dalekie i katechumenat, czyli przygotowanie bliższe, które ma prowadzić do chrztu.

Art. II. POSTULAT. 1º PRZYJĘCIE. Jak powiedziano wyżej, wszyscy, bez wyjątku, muszą być dopuszczeni do nauki. Lecz jako regułę ogólną, będzie się uważać za postulantów we właściwym tego słowa znaczeniu tylko tych, którzy nie prowadzą życia publicznie skandalicznego [138] skandalicznego, którzy manifestują szczere pragnienie nawrócenia się i znają już pierwsze prawdy oraz modlitwy. Będzie można dać im, jeśli uzna się to za stosowne jako znak wyróżniający, zwyczajny medalik, który będą nosić na szyi.

Będzie się zapisywać w specjalnych rejestrach, prowadzonych na bieżąco przez tych, którzy dają im katechezę, imiona wszystkich postulantów wraz z datą ich przyjęcia. Pozostawi się obok tych imion wolne miejsce na wpisanie użytecznych uwag.

Postulat będzie trwał regularnie dwa lata. Nie będzie się robić żadnego wyjątku od tej reguły bez wyraźnego upoważnienia Wikariusza Apostolskiego, z wyjątkiem przypadków wskazanych dalej. Będzie on mógł być przedłużany w nieskończoność.

W ośrodkach misji i kaplic-szkół, będzie się dawać postulantom co najmniej dwie lub trzy nauki tygodniowo. W katechezach, które odbywają się na zewnątrz, będzie się im dawać w miarę możliwości co najmniej jedną naukę tygodniowo. Będzie się zwoływać na te katechezy wszystkich, którzy mieszkają w promieniu pół mili. Nie będąc tak wymagającym jak w katechumenacie co do pilności na naukach, będzie się jednak brać to pod uwagę, gdy przyjdzie do dopuszczenia do katechumenatu. Albowiem pilność na naukach jest znakiem szczerości ich pragnienia nawrócenia.

2º NAUCZANIE. Będzie się uczyć postulantów pierwszej części małego katechizmu Wikariatu, wydrukowanej grubym drukiem. Nie będzie się wymagać od dorosłych znajomości dosłownej tekstu. Będzie się ich uczyć rzeczy, nie słów. Niemniej jednak doradza się kazać im uczyć się na pamięć niewielkiej liczby formuł, wziętych z małego katechizmu, które wyrażają główne prawdy wiary. [139] Dzieci, tam gdzie są oddzielone od dorosłych, nauczą się na pamięć całego tekstu małego katechizmu. W szkołach, będzie się zaczynać jedną z lekcji, każdego dnia, od wspólnego recytowania lekcji z katechizmu.

Doradza się uczyć dzieci recytowania po kolei całego tekstu odpowiedzi każdej lekcji katechizmu i sprawiać, by same znajdowały w tym, co wiedzą, odpowiedzi na pytania. Będzie to ćwiczenie inteligencji i sposób na sprawienie, by rozróżniały sens słów i zdań, których się nauczyły. Nie będzie się kazać recytować w ten sposób objaśnień przykazań Bożych i kościelnych, które nie tworzą jednej całości. Wszystkim będzie się wyjaśniać prawdy zawarte w tej pierwszej części, starając się sprawić, by zrozumieli sens tekstu.

Będzie się mnożyć pytania, zwłaszcza wobec młodych, i różnicować ich formę, zarówno po to, by podtrzymać ich uwagę, jak i po to, by zdać sobie sprawę, że wszystko zostało dobrze zrozumiane. Będzie się starało uczynić naukę interesującą, jak to powiedziano wyżej. Albowiem to przez atrakcyjność tego, czego się naucza, wspartą przez łaskę, powinno się skłaniać słuchaczy do przychodzenia i słuchania lekcji.

Jak powiedziano wyżej, skoro tylko postulanci poznają pierwsze prawdy, trzeba uczyć ich Pater, Ave, a następnie innych modlitw porannych i wieczornych, takich jakie znajdują się w książeczce do nabożeństwa. Misjonarze nie dodadzą do nich żadnej innej modlitwy do odmawiania zazwyczaj rano lub wieczorem. Zostały one zredagowane takie, jakie są, aby w krótkich formułach przypominały to, w co trzeba wierzyć i co praktykować, i nie były zbyt długie, by mogły zostać wprowadzone do zwyczajów rodzinnych. Pozostawi się je zatem takimi, jakimi są.

Od samego początku misjonarze będą nalegać u postulantów na konieczność modlitwy, będą ich często zachęcać do robienia przynajmniej krótkiej modlitwy rano [140] natychmiast po ich wstaniu i by nigdy nie kładli się spać bez zrobienia przynajmniej aktu żalu. Będą uczyć również, tak szybko jak to możliwe, o konieczności i skuteczności chrztu. Pokażą postulantom, praktycznie, sposób dobrego chrzczenia i zachęcą ich do chrzczenia tych, których znaleźliby w niebezpieczeństwie śmierci, gdy nie ma nikogo bardziej zdatnego, by to uczynić. Należy uczyć również jak najwcześniej o skuteczności żalu doskonałego połączonego z pragnieniem chrztu oraz o sposobie robienia aktu żalu doskonałego. Będzie się ich zachęcać do robienia tego często.

Na początku katechizmu, gdy postulanci będą dość zaawansowani, będzie się kazać recytować, na przemian, modlitwę poranną i wieczorną. Na końcu każdego katechizmu będzie się kazać recytować modlitwę o uproszenie łaski chrztu.