2. NA CZYM POLEGA ÓW
OBOWIĄZEK. ZJEDNOCZENIE Z BOGIEM. a) Jego konieczność. Z owego powołania Bożego wynika dla nas podwójny obowiązek: pierwszy, by zjednoczyć się ściśle z Bogiem, abyśmy przez to zjednoczenie napełnili się obfitością owego życia Bożego, które za [16] pośrednictwem naszej słabej, lecz odnowionej natury ma być rozlane w duszach. Drugi, by udoskonalić to narzędzie jakim jesteśmy my sami, naturalnie ułomnymi, aby uczynić je zdolnym do użyczenia Bogu współdziałania mniej niedoskonałego, a przez to bardziej efektywnego.
b) Sposób wypracowania owego zjednoczenia. Owo osobiste, intymne zjednoczenie z Bogiem dokona się poprzez nabycie miłości pokornej i silnej, utrzyma się zaś i wzrośnie przez nieustanną uwagę w wiernym odpowiadaniu na natchnienia Boże. W tym celu modlitwa myślna oraz praktyka życia wewnętrznego i duchowego są nieodzowne. Ćwiczenia duchowe przepisane przez Konstytucje Ojców Białych są konieczne dla wsparcia misjonarzy, jeśli nie w ich precyzyjnej formie, to przynajmniej co do ich istoty jako dopełnienie Brewiarza i Mszy Świętej; a gdy są dobrze odprawiane, są zazwyczaj wystarczające, by uświęcić ich apostolat. Nie należy bowiem tracić z oczu, iż nasze życie apostolskie nie ma na celu uświęcenia nas, ściśle biorąc, poprzez praktyki dyscypliny zakonnej — to jest celem kontemplatyków. Jako apostołowie winniśmy uświęcać się poprzez praktykę apostolatu święcie sprawowanego. Aby go uświęcić, ćwiczenia religijne, jak modlitwa myślna, są nieodzowne; lecz są to dla nas jedynie środki — środki konieczne bez wątpienia, lecz nie cel. Należy do nich się uciekać w miarę potrzeby. Lecz gdy uczyniło się to, co konieczne w tym punkcie, trzeba umieć opuścić Boga dla Boga w służbie duszom.
Praktyka życia wspólnego winna być dla misjonarza odpoczynkiem, pociechą i pokrzepieniem po jego trudach apostolskich. Chybiłaby ona swego celu, gdyby zamiast być wsparciem dla apostolatu, stawała się dlań przeszkodą, sprzyjała próżniactwu i przeszkadzała misjonarzom w dostarczaniu duszom, które są im powierzone, pomocy duchowych, jakie są im winni. Wierność zachowaniu przepisów zakonnych, choć konieczna [17] w życiu wspólnotowym, nie jest panaceum doskonałości. Ona również chybiłaby swego celu, gdyby jej skutkiem nie była praktyka pokory, posłuszeństwa i miłości. Widząc niektórych misjonarzy praktykujących z regularnością przez dziesięć, piętnaście lat i więcej modlitwę i rachunek sumienia, bez stwierdzenia zauważalnej poprawy ich wad, należy postawić sobie pytanie, czy ćwiczenia te odbywają się poważnie, czy też może metoda zawodzi w pracy nad reformą ich ułomnej natury.
3. REFORMA NATURY. a) Jej konieczność. Ta reforma jest konieczna, jeśli chcemy być apostołami, użytecznymi współpracownikami Boga w dziele uświęcenia dusz. Będzie ona konieczna przez całe życie; albowiem nasza natura nigdy nie zdoła nabyć pełnej doskonałości ani zachować sama z siebie doskonałości już nabytej. Ma ona zawsze skłonność do deformacji. Otóż narzędzie wadliwe i zdeformowane nie mogłoby wykonać dobrej roboty. Łaska nadprzyrodzona przenika naszą naturę, to prawda; lecz przenikając ją, nie czyni jej doskonałą. Tak jak dusza ludzka przenika i ożywia ciało takim, jakim ono jest: nadaje mu ona władzę wytwarzania aktów rozumnych, lecz nie zastępuje jego ułomności i nie poprawia jego deformacji. Tak łaska przenika i wywyższa naturę oraz czyni ją zdolną do aktów nadprzyrodzonych. Nie daje jej władz, których ona nie posiada. Wspiera te, które ona posiada i umacnia je w ich działaniach naturalnych, pomagając im i wspierając je, dostosowuje się, jeśli można się tak wyrazić, do ich sposobu bycia, do ich sposobu działania, do ich naturalnego stylu, a nawet do ich ułomności. Nakłada się ona na naturę taką, jaka jest; lecz sama z siebie i w porządku [18] zwyczajnym rzeczy, nie zmienia jej, nie poprawia jej wad ani nie uzupełnia tego, czego jej brakuje. Natura ułomna nie jest zdolna do działań doskonałych ani, w konsekwencji, do doskonałego współdziałania z łaską. Nasze współdziałanie z Bogiem będzie zatem doskonałe jedynie w mierze, w jakiej udoskonalimy naszą naturę. To udoskonalenie nie jest dziełem samej łaski, lecz woli wspieranej przez łaskę. Aby nasza wola mogła przyłożyć się do reformy i udoskonalenia naszej natury, rzeczą nieodzowną jest ją poznać. A jakże ją poznać bez poważnego studium jej konstytucji, jej władz, jej ułomności, jej sił i jej słabości, bez studium psychologicznego człowieka? To jest to, co zbyt często się zaniedbuje. Rzuca się człowiek w pracę długą i trudną, nie znając ani narzędzia, którym dysponuje, ani gruntu, na którym przyjdzie pracować.
b) Metoda, jaką należy przyjąć dla owej reformy. POZNAĆ NATURĘ. Należy poznać swą naturę i w tym celu: studiować naturę człowieka w ogólności i porównywać z nią swą własną naturę. Aby postępować metodologicznie, trzeba najpierw studiować naturę moralną człowieka w jej stanie normalnym i w jej regularnym funkcjonowaniu; następnie zbadać jej wady i błędy oraz ich przyczyny; wreszcie terapeutykę jej chorób moralnych. Potem należy porównać swą szczególną naturę z tym obrazem, zdać sobie sprawę ze swych uzdolnień, swych sił i swych ułomności, oraz wprowadzić w praktykę środki zalecane przez mistrzów w tej materii, aby polepszyć te pierwsze i skorygować drugie. Ogólne pojęcia psychologiczne o naturze ludzkiej. — Człowiek, istota rozumna, jest prowadzony w swych [19] operacjach przez wolną wolę, panią samej siebie. Ta kieruje się za pomocą inteligencji, światła i sądu, która winna oświetlać rzeczy światłem czystym, przenikliwym i szerokim, i czynić z nich obraz całkowicie prawdziwy, którego władza szacująca [estimative] przychodzi ocenić dobro. Ów obraz nęci wolę, poprzez ponętę jej własnego dobra, które owa wola w nim znajduje, do aktu przylgnięcia; lub jeśli znajduje w nim zło, do aktu odrazy. Wola ma do swej dyspozycji potęgi afektywne duszy, które pobudzone przez obraz zmysłowy tychże rzeczy, uformowany przez wyobraźnię, przychodzą, za pośrednictwem apetytu zmysłowego, pchają ją, zapalają i wspierają w jej akcie przylgnięcia lub odrazy. Taka jest natura moralna człowieka i jej normalne funkcjonowanie. Lecz co widzimy w praktyce? Inteligencja ograniczona i podległa złudzeniom, nigdy nie oświetla więcej niż jedną stronę rzeczy naraz i ledwie ją przenika; rzadko oświetla ją światłem dość szerokim i dość równym we wszystkich jej częściach; tworzy z niej obraz niepełny i fałszywy; albowiem wyobraźnia obleka rzeczy w barwy zwodnicze; sprawia, że dobrym wydaje się to, co jest złe, a złym to, co dobre, i sprowadza rozum na manowce. Sąd zbyt pośpieszny wyrokuje bez dostatecznego zbadania. Będąc pod wpływem uczucia, sądzi on sercem bardziej niż rozumem; ufny we własne światła, przywiązuje się do swej idei z pasją taką, iż niekiedy umysł nie pojmuje już ani idei, ani racji innych osób, i nie ustępuje nawet przed sądem pewnego autorytetu zewnętrznego. Wola zbyt słaba, kapryśna i bez wytrwałości, sprowadzona niekiedy na manowce przez fałszywe sądy lub porwana przez pasje, które nad nią panują, obiera fałszywą drogę i przywiązuje się nieświadomie lub świadomie do dobra pozornego. Pasje, niepowściągane, wyradzają się w nawyki, niekiedy tak potężne, że obraz namiętny wyzwala przyzwolenie z szybkością taką, iż człowiek pyta siebie niekiedy, czy wolna wola ma jeszcze czas, by się ćwiczyć. Takie jest widowisko, które mamy przed oczyma.
[20] Czy misjonarze wymykają się całkowicie tym wadom? Czyż nie ma takich, których dobre przymioty są sparaliżowane, przynajmniej częściowo, przez wady niepowściągane? Do każdego należy szczere zbadanie siebie i zdanie sobie sprawy z wad, które mogą przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu jego natury. Ów szczery rachunek jest trudny. Wszystkie pasje sprzysięgły się, by sprowadzić go na manowce, a jeśli pycha włożyła w umysł ufność zbyt wielką we własne światła, badanie to nie powiedzie się bez pomocy innych. W każdym przypadku najpewniejszym środkiem sukcesu jest ów ratunek sumienia biorący pod uwagę zdanie i rady innych osób i pokorne przyjęcie ich osądów.
4. KORYGOWAĆ NATURĘ. Środki praktyczne dla korygowania kłujących w oczy wad natury poprzez wpływ obrazu cnoty i ustalenie sobie ideału do osiągnięcia. Lecz nie wystarczy znać wady swej natury, trzeba je jeszcze korygować. Ta korekta jest dziełem woli wspieranej przez łaskę. Tej ostatniej nigdy nie zabraknie tam, gdzie wola chce poważnie wdrożyć środki, jakie ma do swej dyspozycji. Aby zapewnić sukces tej pracy, należy postępować metodycznie. Najpierw trzeba iść do tego, co najpilniejsze i starać się zwyciężyć nade wszystko wady najbardziej uciążliwe; zwłaszcza te, które uciążliwe są dla bliźniego: wady charakteru. Po powściągnięciu ich wyskoków, trzeba dotrzeć do ich korzeni i starać się osuszyć źródło, którym się karmią. Należy unikać jednak spędzania całego swego czasu na tej odpychającej pracy burzenia. Trzeba przeciwstawić wadzie radykalnej cnotę, z której czyni się swój ideał i na której winno się skoncentrować wszystkie siły żywotne swej duszy, jak gdyby jej nabycie było jedynym celem życia.
Człowiek jest z konieczności specjalistą dzięki pracy, powtarzaniu i ćwiczeniu. Jest to prawdą dla sztuk i nauk przyrodniczych; dlaczego nie miałoby to być [21] prawdą, gdy chodzi o świętość i doskonałość? Ten, kto specjalizuje się do tego stopnia, by osiągnąć doskonałość jednej cnoty, ujrzy, jak doskonalą się wszystkie inne proporcjonalnie. Cnoty bowiem tworzą jedyny łańcuch. Niemożliwością jest wywyższyć jedno ogniwo, bez podążenia za nim wszystkich innych. Przykładając się do dzieła łagodnie, żądając od woli jedynie tego, do czego jest zdolna, trzeba wytrwać. Należy bowiem zdać sobie sprawę z aktualnych sił woli i nigdy nie żądać od niej wysiłków, do których nie jest jeszcze zdolna. Całkowite niepowodzenie sprawi, iż jej energie oklapną. Jakkolwiek mały byłby wysiłek, jakiego się od niej żąda, sukces będzie zapewniony, byleby w nim trwać. Aby rozwijać siły woli i wspierać jej stałość, trzeba odwołać się do pomocy potęg uczuciowych duszy. Środki praktyczne dla wspierania woli to: nęcenie sił pragnień i uczuć duszy za pomocą obrazu — zdyscyplinowanie w ten sposób pasji i oddanie ich w służbę woli. Psychologia dostarcza nam użytecznych wskazówek w tym względzie; stwierdza ona bowiem:
- Że wola porusza się jedynie pod impulsem obrazu, intelektualnego i zmysłowego, i że każdy obraz prowokuje do czynu.
- Że wpływ obrazu jest tym większy, im jego barwy są żywsze, bardziej pociągające lub bardziej odpychające.
- Że powtarzanie obrazu nęcącego, zwłaszcza jeśli jego obiekt posiadany uprzednio sprawił zmysłową przyjemność, nadmiernie pobudza energie duszy i wytwarza, przez powtarzanie, nawyk, który sprawia, że zapalają się one szybciej i silniej.
- Że im więcej wysiłku kosztowało posiadanie dobra przedstawionego przez obraz, i w konsekwencji, im więcej energii wyzwoliło, tym potężniejszy będzie obraz tego dobra w duszy i łatwiej je wyzwoli [22] pod warunkiem, że korzystanie z tego dobra zrekompensowało wymagane poświęcenia.
- Że jeśli obraz wywołuje czyn, to czyn, wzajemnie, wywołuje obraz. Ten obraz, zgodny z czynem, pobudza z kolei energie duszy i popycha je do powtórzenia czynu.
Stosując te dane psychologiczne do naszego osobistego postępowania, będziemy mogli znaleźć w nich potężną pomoc w dyscyplinowaniu sił afektywnych naszej duszy i posługiwaniu się ich żywotnymi siłami w celu pobudzenia, wzmocnienia i podtrzymania naszej woli. Zawsze możemy skierować naszą inteligencję na przedmiot, ku któremu postanowiliśmy dążyć, aby poprzez refleksję uformować z niego obraz prawdziwy, jasny i żywy, który wyryje się w naszym umyśle i uformuje w nim głębokie przekonanie. Możemy zmusić naszą wyobraźnię do przyobleczenia tego prawdziwego obrazu w atrakcyjne barwy, zdolne poruszyć siły afektywne naszej duszy, aby przyszły one pobudzić, popchnąć i podtrzymać naszą wolę. Jeśli obraz danej rzeczy już istnieje w naszym umyśle i jest nieprzyjemny, możemy odwrócić naszą uwagę od przykrej strony przedmiotu i skierować ją na jego stronę przyjemną. W ten sposób utworzymy z niego obraz nowy, nie nieprzyjemny, a wręcz atrakcyjny, zdolny przynajmniej, przy wysiłku woli, poruszyć apetyt zmysłowy i pociągnąć wolę. Wiedząc, że czyn wywołuje obraz [23] będziemy skłaniać się ku danej rzeczy wielkodusznie i z zapałem, a w krótkim czasie to, co było nudne i odpychające, stanie się przyjemne, a być może pasjonujące. Narzucając sobie odczuwalne wyrzeczenia dla jakiegoś celu, nawet początkowo nieprzyjemnego i lgnąc do niego z zapałem, jego obraz stanie się atrakcyjny i ostatecznie zyska wielką władzę nad pasjami, które wzbudzi.
Zmuszając nasz umysł do reprodukowania w atrakcyjnych barwach obrazu jakiegoś przedmiotu, uczynimy z niego z czasem rodzaj obsesji, która będzie spontanicznie pobudzać energie naszej duszy i zaszczepiać w niej nawyki. Należy uciekać się do tych sposobów zwłaszcza wtedy, gdy stoi się przed obowiązkiem uciążliwym dla natury. Trzeba go przyjąć w duchu wiary, bez wątpienia, ale aby zapewnić jego doskonałe wykonanie, użyteczne jest usunięcie z niego przykrości. W tym celu należy najpierw spróbować stworzyć sobie jego obraz tak przyjemny, jak to tylko możliwe; następnie zabrać się do dzieła z całym zapałem, wielkodusznością i gorliwością, do jakich jest się zdolnym, pracując tak, jakby praca nam się podobała. W krótkim czasie wszelka niechęć zniknie, a to, co wydawało się uciążliwe, w końcu zacznie sprawiać przyjemność. Należy jednak uważać, aby nie działać, poddając się niechęci, nudzie czy opieszałości. Ponieważ wywołany obraz jest zgodny z czynem, niechęć i nuda tylko by wzrosły.
5. BŁĄD. Należy wystrzegać się liczenia na wewnętrzną skuteczność łaski, która miałaby zastąpić zaniedbanie i lenistwo. Ale, powie ktoś, to są tylko środki naturalne; co zatem zrobiono ze środkami nadprzyrodzonymi? Bez wątpienia są to środki same w sobie naturalne. Tylko one leżą w mocy człowieka. Łaska pochodzi od Boga. Jest to wkład człowieka w dzieło bosko-ludzkie. Zostanie on przemieniony w nadprzyrodzony przez łaskę, pod warunkiem, że człowiek ożywi go i podejmie z miłości, kierując się miłością do Chrystusa; ale ze swej strony jest on naturalny. Jest on zresztą niezbędny, aby uczynić łaskę faktycznie skuteczną. Często ci, którzy ukończyli studia teologiczne, popełniają błąd, chcąc stosować w praktyce teoretyczne idee, jakie sobie wyrobili na temat wewnętrznej skuteczności łaski. W tej kwestii jedna rzecz jest pewna: mianowicie, ta że łaska Boża jest niewidzialna i niewiele o niej wiemy. Inna rzecz nie ulega wątpliwości: że żadna [24] łaska udzielona człowiekowi nie jest w rzeczywistości skuteczna bez jego wolnej zgody i współpracy. Cokolwiek by nie mówić o tajemniczych działaniach łaski towarzyszącej lub uprzedzającej, wszystkie one całkowicie wymykają się naszej świadomości; nie powinniśmy więc i nie możemy brać ich pod uwagę w praktyce, jak tylko po to, by prosić o jej pomoc i starać się na nią zasłużyć.
Musimy zawsze na modlitwie żarliwie błagać o Bożą pomoc i interwencję. A jednocześnie musimy zawsze i we wszystkim działać tak, jakby łaska nie istniała, uruchamiając wszelkie środki, jakie sugeruje nam chrześcijańska roztropność, nie pomijając żadnego pod zwodniczym pretekstem, że łaska je zastąpi. Bóg nie obiecał uzupełniać naszego zaniedbania, lenistwa czy nieroztropności. Kiedy już uczynimy wszystko, co było dla nas naturalnie możliwe, na co było nas stać i co od nas zależało, aby łaska Boga mogła się objawić, o co błagaliśmy i staraliśmy się zabiegać, będziemy mogli liczyć na cud i skuteczność Boskiego działania.
To zresztą od łaski, a nie od naszych wysiłków, powinniśmy oczekiwać sukcesu. Wysiłki te, o ile zależą od nas, mogą mieć jedynie naturalną skuteczność; bez łaski nie mają one żadnej proporcji względem skutku, który ma zostać osiągnięty. Jeśli jednak nie zabraknie ich z powodu naszego niedbalstwa, zaniedbania czy lenistwa, łaska nie zawiedzie i swoją wszechmocą sprawi sukces. Albowiem sukces zawsze pochodzi od samego Boga. Jemu należy się cała chwała.
Dlaczego jednak należy tak bardzo nalegać tutaj na reformę naszej natury? Dlaczego? Ponieważ pierwszym obowiązkiem robotnika jest uczynienie siebie zdatnym do pracy. Ponieważ wydaje nam się, że niektórzy misjonarze wierzą, iż dopełnili całego swego obowiązku pod tym względem, gdy mniej lub bardziej regularnie odprawili ćwiczenia pobożne, a na dalszy plan spychają czujność nad swoimi wadami i reformę swojego charakteru; ponieważ dopiero po uczynieniu ze swojej natury narzędzia zdatnego do właściwej współpracy z Bogiem i po zestrojeniu z Nim wszystkich strun duszy [25] misjonarz może bez zarozumiałości liczyć na Jego skuteczną pomoc, bez lęku patrzeć na swoje inne obowiązki i z ufnością liczyć na owocność swojego apostolstwa (cdn)