Instrukcja Ojców Białych…cz. 5

[42] WIEDZA MATERIALNA. Misjonarzowi nie wolno nie interesować się wszelkimi pracami i sprawami materialnymi w taki sposób, by pozostawać w tych kwestiach kompletnie nieświadomym. Wszyscy mogą zostać powołani do kierowania lub nadzorowania spraw materialnych misji. Wszyscy zatem muszą stać się do tego zdolni. [43] Są tacy, którzy chlubią się swoją ignorancją w tym punkcie: jak gdyby kiedykolwiek nieznajomość pożytecznej rzeczy mogła być powodem do chwały!

Są tacy, którzy mają ambicję zajmować się wyłącznie sprawami ducha i nie zniżać się do zajmowania się materią! O wiele łatwiej jest, bez wątpienia, spędzać wolny czas pozostawiony przez posługę w swoim pokoju, zajmując się jakąś interesującą lekturą lub nauką, albo też na błogim próżnowaniu, niż trudzić się sprawami materialnymi swojej misji. Łatwiej jest żyć w swojej stacji jak dostojnik, kazać się obsługiwać innym i pozostawiać im samym trud, pracę, zmęczenie i poty.

Lecz czy tak pojmuje się całkowite oddanie siebie, które winien uczynić misjonarz chcący naprawdę stać się wszystkim dla wszystkich, aby wszystkich pozyskać dla Boga? „Aż do stania się traczem, jeśli byłoby to konieczne dla ratowania dusz”, jak powiedział pewnego dnia Przełożony Generalny. Otóż dbałość o materię w misji, chociaż przyczynia się tylko pośrednio do zbawienia dusz, jest jednak tak niezbędna, że – zwłaszcza w tych krajach – bez niej wszelka ewangelizacja byłaby całkowicie niemożliwa, a od jej inteligentnego i uważnego kierownictwa zależeć może częściowo sukces dzieła, tak jak z jej zaniedbania może wyniknąć jego zguba. Ta inteligentna dbałość jest niezbędna dla zdrowia misjonarzy. Brak troski w tym względzie zatrzymał niekiedy dzieło na całe miesiące!

Jest ona niezbędna, aby unikać marnotrawstwa dóbr misji i jej dzieł. Wkrótce stanie się niezbędna, by utrzymać je przy życiu, gdyż trzeba będzie znajdować zasoby na miejscu. Jest ona nade wszystko, niezbędna, aby nauczyć pracy Afrykańczyków; albowiem nigdy nie uczyni się niczego dobrego z Afrykańczyka, jeśli nie uczyni się go pracownikiem.

Lecz, powie ktoś, Bracia są po to, by zająć się sprawami materialnymi. [44] Bracia? Gdzież oni są? Ileż jest placówek, w których nie ma ani jednego? A tam, gdzie jest jeden, czy może on zrobić wszystko? Czy Ojcowie nie muszą koniecznie zajmować się materią, niekiedy aż do szczegółów?

Lecz dlaczego nie posyłać Braci od placówki do placówki, by wykonywali tam ciężkie prace, jak to robi się gdzie indziej? Taki sposób działania może być praktyczny gdzie indziej. Nie jest on możliwy w Górnym Kongu. Czy chciałoby się widzieć powtórzenie zamieszania z wieży Babel? Nie można wymagać od Braci, by nauczyli się trzydziestu kilku języków używanych w Wikariacie. Jak mieliby porozumiewać się ze swoimi robotnikami i jak ci ostatni mieliby ich rozumieć? Jaką pożyteczną pracę mogliby wykonać w tych warunkach? Czyż nie naraziłoby to ich na zniechęcenie? Zresztą te ciągłe zmiany placówek, przełożonych i środowiska nie wydają się zbyt korzystne dla dobra duchowego Braci, a zwłaszcza dla ich dobrego ducha.

Wszędzie zresztą, przy zwykłych pracach, jak i przy wielkich budowach, Bracia zazwyczaj potrzebują rad i kierownictwa, a Bracia naprawdę gorliwi często o nie proszą. Ci, którzy przybywając znają już rzemiosło, są stosunkowo rzadcy i nigdy nie znają wszystkich rzemiosł, które muszą wykonywać na misjach. Muszą się ich tu nauczyć. Formują się, mniej lub więcej, sami poprzez praktykę. Lecz nie mając wiedzy technicznej, często potrzebują pomocy, zwłaszcza aby wyrobić sobie ogólne wyobrażenie o danej pracy. Otóż tylko ci, którzy odbyli studia, są zdolni ogarnąć całość i dostosować ją do okoliczności. Interwencja Ojca dyrektora robót jest prawie zawsze niezbędna. Lecz aby taka interwencja była użyteczna, ten Ojciec musi posiadać przynajmniej wiedzę techniczną, jeśli nie praktyczną, o pracach, które ma nadzorować i którymi ma kierować. Nie wymaga się od Ojców, by stali się robotnikami pomocniczymi ani [45] nawet mistrzami rzemiosła, nie! Lecz jedynie dyrektorami robót i kompetentnymi nadzorcami. Niech zwłaszcza nowo przybyli otwierają oczy, odwiedzając misję lub kaplicę-szkołę i obserwują to, co tam istnieje i co się tam robi. Nikt nie może nie wiedzieć, jak buduje się dom z gliny (pisé), bez desek i bez gwoździ ; jak rozpoznaje się glinę i kamień wapienny; jak robi się cegły i dachówki ; jak konstruuje się piece do wypalania cegieł i wapna, jak się je opala i po jakich znakach poznaje się, że wypalanie jest wystarczające ; jak buduje się dom z cegieł lub kamieni; jak wykonuje się konstrukcję dachu – dach pierwotny pod słomę lub dach pod dachówkę; jak organizuje się i prowadzi podwórze; jak urządza się ogród warzywny; jak się sieje, sadzi i uprawia warzywa i owoce, etc. – jest to wiedza praktyczna, której prawdopodobnie będzie się kiedyś potrzebować.

Są książki traktujące o tych wszystkich sprawach. Ich lektura będzie pożyteczniejsza niż lektura gazet i czasopism! Misjonarz, który ma zdrowy rozsądek i stawia gorliwość o zbawienie dusz ponad własne upodobania, nie zaniedba niczego, a zwłaszcza nie będzie gardził środkami, które – choć drugorzędne – są jednak niezbędne w każdej misji. Ci, którzy przez zaniedbanie, opieszałość lub dobrowolną nieudolność staliby się przyczyną straty dóbr misji, byliby za to odpowiedzialni przed Bogiem. Niech nie mówią: „To mnie nie dotyczy!”. Wszystkie interesy misji dotyczą wszystkich misjonarzy. Wszyscy są solidarni w jej interesach. Nie można jednak tracić z oczu, że dbałość o materię, jakkolwiek niezbędna dla postępu i sukcesu misji, jest i pozostaje zawsze drugorzędna. Nigdy misjonarz nie może, pod pretekstem dbania o materię, zaniedbywać ważniejszych obowiązków życia wspólnego lub posługi. Może on poświęcać pracom materialnym tylko czas, który zostaje mu wolny po wypełnieniu ważniejszych obowiązków [46] jego urzędu. Lecz radzi się tym, którym ich zajęcia zostawiają w pewne dni dosyć długi czas wolny, aby stworzyli sobie zajęcie materialne, które ich zainteresuje. Nieco ruchu, zmęczenia fizycznego i potu jest niezbędne, by zapobiegać febrze, a zajęcie, które wiąże umysł, dając mu wytchnienie, jest doskonałym antidotum na pokusy.

Art. III. PSYCHOLOGIA AFRYKAŃCZYKA. NIEZBĘDNOŚĆ TEJ WIEDZY. Aby skutecznie współpracować w dziele Bożym, nie wystarczy dysponować doskonałym narzędziem, w pełni wyposażonym i nastrojonym; trzeba jeszcze znać podłoże, na którym przyjdzie pracować: naturę naszych Afrykańczyków. Musimy poznać szczególne cechy właściwej konstytucji tej natury, jej funkcjonowanie, jej specjalne uzdolnienia i jej braki. Bez tej wiedzy ryzykujemy pracę po omacku, wykonywanie wielu fałszywych manewrów, stratę mnóstwa czasu i trudów bez wielkiego sukcesu. Studium psychologiczne naszych Afrykańczyków w ogólności narzuca się zatem misjonarzowi, aby wiedział on najpierw, na który punkt trzeba będzie przede wszystkim skierować uwagę i wysiłki, by dokonać reformy ich natury; na którą sprężynę będzie mógł nacisnąć, aby uzyskać ich niezbędną współpracę i jak trzeba będzie prowadzić ich samych, by nie zakłócić, nie popsuć lub nie doprowadzić do zboczenia biegu ich własnej maszyny.

Ta ogólna wiedza nawet nie wystarczy. Misjonarz będzie musiał jeszcze przyłożyć się starannie do poznania cech charakteru i obyczajów właściwych dla plemienia lub plemion, które ma ewangelizować. Albowiem plemiona różnią się między sobą; jeśli fundament charakteru jest ten sam u większości, istnieją jednak między nimi różnice [47] niekiedy znaczne. Należy znać te cechy charakterystyczne, aby nie wykonywać fałszywych manewrów, lecz dostosować sposób działania do charakteru i specjalnych obyczajów każdego plemienia. Nie wolno tracić z oczu zasady, że nie formuje się ani nie reformuje człowieka. Formuje się on sam poprzez działanie swojej wolnej woli, wspartej łaską Bożą. Łaski nie zabraknie Afrykańczykowi, pod warunkiem, że będziemy o nią prosić i starać się mu ją wyjednać, i że on sam ze swej strony będzie o nią prosił. Modlitwa jest mu niezbędna. Lecz łaska nie zadziała w nim bez jego wolnej współpracy. A ta współpraca będzie tym skuteczniejsza i wydajniejsza, im bardziej natura Afrykańczyka będzie udoskonalona, a jego wola mocniejsza i bardziej wytrwała.

Nasza praca, misjonarzy, polegać będzie zatem najpierw na studiowaniu natury naszych Afrykańczyków, jej zalet i wad; następnie na wdrażaniu wszelkich praktycznych środków, jakie podpowie nam chrześcijańska roztropność, aby ją zreformować i udoskonalić oraz aby skłonić samych Afrykańczyków do współpracy, dobrą wolą i wytrwałością, z łaskami, których dobry Bóg im udzieli, a które my im zapewnimy poprzez sakramenty.

SZKIC PSYCHOLOGICZNY NASZYCH AFRYKAŃCZYKÓW. Aby ułatwić to zadanie misjonarzom, podajemy tutaj szkic psychologiczny natury naszych Afrykańczyków oraz pewne ogólne wskazówki co do tego, co należy robić, aby ich zreformować. Szkic ten oparty jest na naszym osobistym doświadczeniu oraz na obserwacjach poczynionych przez innych, którzy specjalnie przyłożyli się do badania natury i charakteru Afrykańczyków. Dotyczy on tylko tych Afrykańczyków, których znamy. Jest to tylko podsumowanie zawierające jedynie główne rysy. Staraliśmy się te rysy uwypuklić. Nie wszystkie pasują do każdego Afrykańczyka branego indywidualnie [48] zwłaszcza z takim uwypukleniem, jakie mają tutaj.

Rasa, środowisko, zajęcia, nawyki, edukacja są czynnikami, które mogą mniej lub bardziej zmodyfikować charakter i przejawy natury moralnej. Lecz są to najczęściej tylko modyfikacje szczegółowe. W głębi natura sama w sobie prawie się nie zmienia i jeśli jej przejawy ulegają modyfikacji, to impulsy pozostają te same.

a) Natura Afrykańczyka. 1º Ogólny charakter impulsywny. Afrykańczyk ze swej natury jest istotą impulsywną, to znaczy, że zazwyczaj słucha on, bez większej refleksji, dominującego wrażenia chwili. Żyjąc niemal wyłącznie życiem zmysłów, motywy jego działań są zazwyczaj doznaniami wytworzonymi przez obrazy zmysłowe, które wyobraźnia formuje i ubarwia. Inteligencja i wola liczą się mało w zwykłym prowadzeniu życia. Rozumu rzadko się radzi, a jego wpływ jest znikomy i przejściowy. Kieruje się on przede wszystkim pod naporem władz afektywnych swej duszy, wspieranych przez wybujałą i wyobraźnię niepohamowaną, jeśli można tak rzec, przez nawyki, które czynią z Afrykańczyka rodzaj automatu, poruszającego się, rzec można, mechanicznie.

2º Inteligencja dobra, słabo rozwinięta, zanikająca, leniwa. Afrykańczykowi zazwyczaj nie brakuje inteligencji. Jest ona nawet żywa i bystra, zwłaszcza u młodego Afrykańczyka. Jest ona pomysłowa; dowodem: jego zręczność w wykorzystywaniu wszystkiego, czym dysponuje i jego przebiegłość w oszukiwaniu. Lecz z powodu braku ćwiczenia prawie się nie rozwija ani pod względem rozległości koncepcji, ani pod względem ostrości przenikania [49] ani pod względem elastyczności w naginaniu się do nowych koncepcji.

U sporej liczby zanika ona pod wpływem lenistwa i namiętności. Wszyscy doświadczają osłabienia inteligencji około wieku dojrzewania. U jednych podnosi się ona później; u innych pozostaje osłabiona i obniża się z latami. Namiętności, pijaństwo, a u niektórych konopie, u wszystkich życie całkowicie materialne i najczęściej próżniacze, mają na inteligencję wpływ przygnębiający. Lenistwo ducha, które często przeważa nad lenistwem ciała, powoduje jej zanik.

Afrykańczyk, od dzieciństwa, lecz zwłaszcza w wieku dorosłym, lęka się wszelkiego wysiłku ducha; zadowala się powierzchownymi koncepcjami. To, co widzi, wystarcza mu. Nie szuka zrozumienia ani przeniknięcia rzeczy, która nie ukazuje się na pierwszy rzut oka. Wymagałoby to wysiłku! Nie stara się obdzierać obrazów zmysłowych, które serwuje mu wyobraźnia, by wydobyć z nich ideę abstrakcyjną. Prawie nie reflektuje i rozumuje bardzo mało. Prawie nie jest do tego zdolny. Mając mało idei ogólnych, nie może porównywać szczegółu z ogółem. Nie syntetyzuje; wymagałoby to wysiłku! Nie widzi, jak szczegół zawiera się w ogóle i w konsekwencji prawie nie jest zdolny do wyciągnięcia wniosku. Kiedy mówimy zdolny, nie chcemy mówić o uzdolnieniu początkowym, lecz o uzdolnieniu praktycznym. Albowiem Afrykańczyk jest zdolny, przynajmniej zazwyczaj, zrozumieć rozumowanie, które mu się przedstawia, pod warunkiem, że jest ono w zasięgu jego możliwości; lecz samodzielne jego przeprowadzenie przekracza praktyczne uzdolnienie jego umysłu; poza nielicznymi, którzy mają umysł bardziej rozwinięty, lub tymi, którzy otrzymali pewną edukację.

3º Wyobraźnia i władze afektywne. Ich skutki. Zazwyczaj wyobraźnia Afrykańczyka dominuje nad jego umysłem; wrażenia, jakie mu ona daje, są tak silne, że często nie jest on zdolny odróżnić obrazu, który ona [50] prezentuje, od rzeczywistości. Jest niezdolny opowiadać bez przesady o tym, co widział i wmawia sobie, że widział to, co mówi. Żyjąc życiem całkowicie materialnym, bez innych trosk niż rzeczy materialne, nie przywiązuje wagi do niczego poza wrażeniami materialnymi, uczynionymi zmysłowymi przez wyobraźnię. Obrazy materialne przyobleczone przez nią w podniecające kolory wprawiają w ruch władze afektywne jego duszy, a najsilniejszy impuls uruchamia wolę, która przyzwyczajona do dawania się ponosić, zazwyczaj nie stawia żadnego oporu; przeciwnie, opowiadając się po stronie impulsu, zwiększa jego intensywność, oddając mu dobrowolnie do usług swoją własną siłę.

Inteligencja i rozum są zazwyczaj zepchnięte na drugi plan. Najczęściej nie są one konsultowane. Gdy tylko pojawia się impuls, zgoda woli następuje bez refleksji. Jeśli rozum ma czas interweniować, jego głos prawie nie jest słuchany. Asystuje on zazwyczaj jako zwykły widz temu, co dzieje się w duszy, ograniczając się do oświetlania drogi i osądzania środków, które należy wdrożyć, by osiągnąć cel.

4º Wola i niestałość charakteru. Afrykańczyk, decydując się zazwyczaj pod wpływem dominującego wrażenia chwili, zmienia swoje postępowanie wraz z tymi wrażeniami. Nie należy szukać w życiu Afrykańczyka jednolitego kierunku, ideału, celu. Żyje on z dnia na dzień, bez troski o jutro. Kiedy potrzeby, które czuje lub które wydaje mu się, że ma, są zaspokojone, a jego namiętności chwili uspokojone, jest zadowolony. Lecz nowe i inne wrażenia przyjdą wkrótce go nęcić. Będzie za nimi podążał, jak dziecko podąża za najbliższym i najjaśniejszym świetlikiem w jego nieskończonych zygzakach. Nie pytajcie go o powody jego zmian. Idzie tam, gdzie przyciąga go wrażenie, bez innego powodu, jak tylko ten, że mu się to podoba. Stąd ta niestałość [51] charakteru, życia, uczuć, postanowień.

W pewnych momentach jednak Afrykańczyk jest przystępny dla rozumu: kiedy jego namiętności śpią. Wtedy można mu przemówić do rozumu, przekonać go; rozumie, akceptuje. Niekiedy, gdy racje, które zrozumiał, przekonały go i przeniknęły dosyć głęboko do jego duszy, by poruszyć tam władze afektywne, mogą one odnosić skutek dosyć długo. Najczęściej jednak nie wytrzymują one wobec przebudzenia namiętności i rzadko stawiają opór, jeśli fala jest potężna. Najgłębsze przekonania, najsolidniejsze afekty, najszczersze postanowienia, niekiedy cała przeszłość pełna wierności i honoru, wszystko zostaje porwane przez napór namiętności jednej chwili. A kiedy, po powrocie spokoju, Afrykańczyk kontempluje w świetle swojego rozumu, który stał się znów wolny, nagromadzone ruiny, poczucie miłości własnej, wstyd, a zwłaszcza obawa przed wyśmianiem przez przyjaciół, przeszkodzą mu często w ich naprawieniu.

5º Nawyki. a) Ich wpływ. To życie, które płynie bez kierunku wedle kaprysów namiętności, nie ma w sobie prawie nic stałego, poza tym, co zostało utrwalone przez nawyk. Ten ostatni obejmuje wielką część aktów życia i nadaje im pewną jednostajność. Ma on znaczny wpływ na postępowanie Afrykańczyka. Czyni z niego rodzaj automatycznej maszyny, która wykonuje zazwyczaj te same czynności, w ten sam sposób, nie wiedząc dlaczego. Widział, że tak się robi; zawsze tak robił; poprzez powtarzanie nauczył się to robić i uważa za słuszne, by tak czynić. Przyczyna? Nie pytajcie go o nią: „To nasz nawyk”. Zwyczaj jest u Afrykańczyka ultima ratio rerum (ostateczne uzasadnienie działania). Nawyk wyżłobił mu koleinę, którą podąża regularnie, mechanicznie. Przelotne wrażenie, powiew namiętności może go z niej na chwilę wytrącić; lecz on do niej powraca, jak do swojego własnego [52] ciężaru i, machinalnie, podejmuje swój automatyczny marsz. Ta siła bezwładu, która trzyma Afrykańczyka w jego nawykach i przywraca go do nich automatycznie, skoro tylko siła, która go od nich odciągała, przestaje być wyczuwalna, doprowadza do rozpaczy tych, którzy marzą o jego szybkim zreformowaniu. Stwierdzają oni, że jest to maszyna, która może iść tak, jak się chce, dopóki się ją pcha, lecz która, gdy tylko wycofa się rękę, która ją prowadzi, podejmuje automatycznie swój dawny tryb życia. Nigdzie natura nie reformuje się za jednym zamachem. Trzeba lat przycinania, aby zmusić drzewo do wzrostu w formie szpaleru!

b) Rodzaje nawyków zbiorowe i osobiste. Nawyki Afrykańczyków są jedne zbiorowe, inne osobiste. Nawyki zbiorowe zostały mu przekazane jako zapis przodków. Przyjął je poprzez inicjację i edukację. Są one bardzo trwałe. Afrykańczyk trzyma się ich przez ducha rodzinnego, patriotyzm, uczucie religijne, a przede wszystkim przez strach. Stanowią one znaki wyróżniające członków rodziny, plemienia; wiele z nich jest przesądnych samych w sobie lub towarzyszą im rytuały przesądne. Stanowią one praktyki kultowe ludu. Wyrzec się ich, to wyprzeć się swojej rodziny, swojego kraju i religii przodków. To ponadto narazić się na pogardę i wyśmianie przez wszystkich; niekiedy na nienawiść i zemstę. To nade wszystko, w ich mniemaniu, ściągnąć na siebie nieżyczliwość duchów i sprowadzić na siebie oraz na swoich wszelkie rodzaje nieszczęść.

Nawyki osobiste mają u Afrykańczyków specjalną siłę habitualnej przewagi namiętności i instynktów oraz tego rodzaju automatyzmu, który sprawia, że podążają za swoimi nawykami machinalnie, bez interwencji rozumu. Na skutek wielowiekowego atawizmu (głęboko zakorzenionego wzorca zachowań), instynkty i namiętności Afrykańczyków są obdarzone niezwykłą żywotnością. Drzemią one podczas dzieciństwa, aż do wieku dojrzewania. [53] Wtedy budzą się i manifestują z wielką gwałtownością. Ponieważ nie są prawie wcale modyfikowane przez edukację, której brakuje, ani hamowane przez wolę, która jest zbyt słaba, by im się oprzeć, rozwijają się i zastygają w nawykach osobistych. Czasami wiek uspokaja je nieco, a nieszczęścia życia uczą je hamować, przynajmniej częściowo. Lecz ci, którzy dochodzą do tej mądrości, są stosunkowo rzadcy. Wielka liczba spędza całe życie pod dominującym wpływem porywczych namiętności i uporczywych nawyków.

Namiętny nawyk zmniejsza, lecz nie znosi odpowiedzialności. Widząc porywczość namiętności i uporczywość tych nawyków automatycznych, można by się czasem zapytać, czy pod ich uściskiem Afrykańczyk zachowuje jeszcze użytek swojej wolnej woli. Bezkarność sprawia, że bez wątpienia wiele razy dokonuje czynów całkowicie bezwolnych. Przelotny wybuch namiętności może również zaćmić jego rozum lub nie pozostawić wolnej woli czasu na wykonanie. Lecz zazwyczaj Afrykańczyk wie, co robi, gdy ulega namiętności i on tego chce; wie, że tego chce i wie doskonale, że mógłby, gdyby chciał, tego nie chcieć. Chce tego zatem dobrowolnie, a najczęściej świadomie. Dowód na to leży między innymi w pomysłowości, z jaką potrafi wybierać i stosować w praktyce środki służące zaspokojeniu jego namiętności.

b) Mentalność Afrykańczyków i przesądy. Mentalność Afrykańczyków jest dla nas zagadką; nawet przebywając z nimi długie lata, wciąż się ich nie rozumie. Nie zawsze udaje się uchwycić więź łączącą ich idee, nić, którą podążają ani motywy determinujące ich działania. Wydaje się, że istnieją dwie główne przyczyny tego stanu rzeczy. Pierwsza znajduje się w stanie psychologicznym Afrykańczyka, który jest istotą impulsywną, posłuszną dominującemu wrażeniu chwili [54] i pod wpływem wyobraźni. Druga znajduje się w tym przekonaniu, zakorzenionym w jego umyśle na równi z aksjomatem, w który nawet nie wątpi, że wydarzenia jego życia są powodowane przez siłę tajemną (okultystyczną), której wpływ daje się odczuć zawsze i bez której same przyczyny naturalne nie wywołałyby swoich skutków.

Afrykańczyk jest istotą impulsywną, jak powiedzieliśmy wyżej. Jego umysł ulega i podąża bez refleksji za dominującym wrażeniem momentu i to ono determinuje go do czynu. Ponieważ to wrażenie zmienia się bez następstwa ani związku, według obrazu, który bardziej uderza umysł, jego idee często nie mają innego związku niż skojarzenie obrazów, z których jeden przywołuje drugi. Istnieje całkowity brak logiki w jego ideach i w jego postępowaniu. Nie rozumiemy go, ponieważ nie jest on zrozumiały dla kogoś, kto posiada logikę. Zresztą jego wyobraźnia jest tak żywa i wywiera na jego umysł takie wrażenie, że często nie odróżnia on obrazu rzeczy rzeczywistej od obrazu sfabrykowanego całkowicie przez jego wyobraźnię; nawet idee, które wyrobił sobie o rzeczach rzeczywistych, doświadczonych, zostały najczęściej tak przekształcone przez jego wyobraźnię, że nie przypominają już rzeczywistości. Te wyimaginowane obrazy wzięte za rzeczywiste produkują często dominujące wrażenie chwili i są motorami jego działań.

Czasami jednak Afrykańczyk jest logiczny i w swoich ideach, i w swoim postępowaniu, gdy cel do osiągnięcia narzuca mu się jako dominujące wrażenie, przed którym inne przelotne wrażenia ustępują. Ci, którzy otrzymali pewną edukację, lub których osąd jest bardziej rozwinięty i wolny, mogą być logiczni zarówno w swoich ideach, jak i w swoich czynach. W takich przypadkach ich rozumiemy.

Druga przyczyna ma wpływ jeszcze ogólniejszy. Ci, którzy otrzymali instrukcję i edukację, nawet religijną, ledwie jej unikają. Wiara w istnienie tajemnych przyczyn wszystkiego, co się dzieje, zwłaszcza gdy to [55] co się dzieje, jest nieszczęśliwe, irytujące, nieprzyjemne, jest tak zakorzeniona w umyśle Afrykańczyka, że ani edukacja, ani powtarzane doświadczenia nie zdołają wzbudzić u niego nawet wątpliwości.

Ci, którzy negują istnienie lub interwencję tych sił tajemnych, w oczach Afrykańczyka uchodzą za takich co nie znają spraw życia Afrykańczyków. Gdy doświadczenie dowodzi im, że siła tajemna, na którą liczyli, nie działa, wyjaśniają to interwencją innej siły tajemnej, potężniejszej. Jej istnienie nie może być poddane w wątpliwość; to dla niego aksjomat.

Dla naszych tutejszych Afrykańczyków (mieszkających w Górnym Kongo) ta siła wydaje się być podwójna: po pierwsze, siła tajemna właściwa rzeczom, wydarzeniom, nieokreślona, nad której naturą się nie zastanawiali. Boją się wpływu tej siły we wszystkim, co jest dla nich nadzwyczajne. Wiedzą z doświadczenia, że rzeczy, do których są przyzwyczajeni, nie wywołują żadnego złego skutku. Lecz nie ufają wszystkiemu, co jest nowe: „Kto wie, co ta rzecz wywoła?”. I gdy nieszczęśliwe wydarzenie może mieć jakikolwiek związek, choćby wyimaginowany, z rzeczą nadzwyczajną, wyobrażają sobie, że to ona jest przyczyną tajemną i biorąc swoją wyobraźnię za rzeczywistość, oceniają, że ona jest przyczyną i wszelkie wątpliwości znikają.

Wiele dawa (leków, talizmanów itp.) oraz ulozi (złych uroków, złego oka, urzeczenia itp.) jest w ich oczach produktami tej siły tajemnej, mglistej, nieokreślonej, która rezyduje w rzeczach. Mganga (czarownik-zielarz), człowiek od leków, rzeczywistych lub magicznych (oni ich nie rozróżniają), zna siły tajemne niektórych roślin, kości, części lub ekstraktów z różnych roślin naturalnych; wie, jak trzeba je mieszać i stosować, aby wywołać jak największy efekt. Mlozi, rzucający uroki lub czarownik, albo ucieka się do człowieka od leków, albo stosuje sekrety, które sam zna, aby sprawić, by przedmioty, mikstury, inkantacje (wypowiadane formuły magiczne), których używa, wywołały swoje skutki tajemne [56] Przez środki sił tajemnych, które wprawia w ruch, sprawia on czasami, że działają przyczyny naturalne, kieruje nimi, każe im wywoływać ich skutki. Sprawia, że udaje się wywołać coś złego, wysyła chorobę, powoduje śmierć kogoś. Sprowadza deszcz i piękną pogodę. Wysyła dzikie zwierzęta, a nawet sam zmienia się w dzikie zwierzę – wszystko to przez siły tajemne, do których się odwołuje i których posiada sekret.

Po drugie, Afrykańczycy wierzą w siłę tajemną uosobioną – siłę duchów przodków. Manes des ancetres ( duchy zmarłych przodków, których obecność, wpływa na żywych). Wierzą w siłę przodków lub zmarłych, z którymi żyli w relacji, lub duchów zamieszkujących góry, skały, źródła, rzeki, wielkie drzewa, wszystko, co w naturze przyciąga uwagę. Leczenie ziołami, rzucanie uroków i wszystko co sprawia, że czarownik jest czarownikiem, daje im przekonanie, że jest on w kontakcie mniej lub bardziej intymnym i częstym z tymi duchami. Za ich pośrednictwem udaje im się robić rzeczy nadzwyczajne i komunikować niektórym przedmiotom tajemne właściwości, inne niż te, które posiadały już naturalnie. Te duchy interweniują zresztą bezpośrednio u członków swojej rodziny i u tych, z którymi były w relacji za życia, oraz ogólnie u wszystkich, przez których chcą być honorowane. Objawiają się im zwłaszcza w snach, czasami także przez pewne halucynacje przelotne, na które ich wyobraźnia i strach przed duchami ich wystawiają. Wszystkie nieszczęśliwe wydarzenia w rodzinie są przypisywane manom (duchom przodków), gdy nie są uważane za sprawkę rzucających uroki. Te dotyczące kraju, plemienia, są przypisywane duchom gór itd. lub czasami manom (duchom) wodzów.

Wiara we wpływy tych dwóch sił tajemnych nawiedza dniem i nocą umysł naszych Afrykańczyków. Boją się i zdają się widzieć ten wpływ wszędzie i we wszystkim. Jest on w wielkiej mierze odpowiedzialny za determinowanie ich czynów. Strach przed wpływem tajemnym duchów, właściwym rzeczom lub przed zemstą, przykuwa ich do zachowywania obyczajów i zwyczajów kraju [57] nawet tych najbardziej niemoralnych. Są one często motywem decydującym o ich postanowieniach i postępowaniu. Człowiek, który żył w pokoju w swoim gospodarstwie i wydawał się szczęśliwy, nagle porzuca wszystko bez widocznego motywu. Zbadajcie to. Znajdziecie sen, halucynację; strach przed urokiem, przed zemstą ducha. Waśnie między jednostkami i rodzinami często nie mają innych przyczyn. Afrykańczycy ich nie wyjawiają. My nie jesteśmy w stanie ich odgadnąć. Oto jedna z wielkich przyczyn, dla których ich nie rozumiemy.

W badaniu praktyk mniej lub bardziej przesądnych Afrykańczyków, trzeba brać pod uwagę te dwie siły tajemne, odrębne i bardzo różne w ich umyśle. Albowiem zależnie od tego, czy mają zamiar wezwać lub wprawić w ruch jedną lub drugą z tych sił tajemnych, albo też zależnie od tego, czy oczekują lub przypisują skutek jednej lub drugiej, praktyka lub wiara będzie po prostu próżna albo formalnie przesądna.

W istocie ta siła tajemna, mglista, nieokreślona i nieprzemyślana, właściwa rzeczom, jest w ich mniemaniu tak samo naturalna jak ukryta właściwość roślin leczniczych lub zadziwiające właściwości elektryczności. Wiara w tę siłę tajemną, taka jaka istnieje de facto w ich bezrefleksyjnym umyśle, nie jest ściśle mówiąc przesądna. Jest ona błędna i próżna. Mogłaby stać się przesądna u kogoś, kto znając naturalną niemożność rzeczy do wywołania pewnych nadzwyczajnych efektów, których się od nich oczekuje, zastanowiłby się nad tym: byłby logicznie doprowadzony do wniosku, że te efekty, nieproporcjonalne do naturalnej siły rzeczy, muszą mieć za przyczynę interwencję siły nadprzyrodzonej. Lecz który Afrykańczyk czyni taką refleksję? Nauczono ich, że ta siła tajemna rezyduje w rzeczach. Mają co do tego wewnętrzne przekonanie i nikt ich od tego nie odwiedzie. Tak więc de facto, według ich koncepcji, ta siła tajemna, jakiekolwiek byłyby efekty nadzwyczajne jej przypisywane, nie ma w sobie nic nadprzyrodzonego; należy do samej natury rzeczy. [58] Wszystkie wierzenia i praktyki zatem, które zwracają się tylko do tej siły tajemnej, właściwej rzeczom, nie mogą być uznane za formalnie przesądne u naszych Afrykańczyków, lecz tylko za próżne, i stąd nie mogą być poczytane za błąd ciężki. Nawet często, biorąc pod uwagę ich ignorancję i ich niezwyciężone przekonanie, powinno się w praktyce uznać ich za wolnych od winy.

Lecz skoro tylko te praktyki odwołują się do interwencji duchów, skoro tylko Afrykańczycy wierzą, że oczekiwany lub wywołany efekt jest skutkiem siły tajemnej wprawionej w ruch przez ducha, praktyki te są formalnie przesądne i stąd ciężko grzeszne.

Co robić, aby wykorzenić w umyśle Afrykańczyków te wierzenia próżne i przesądne? Pouczać ich. Dawać im dokładne pojęcie o siłach natury. Starać się pokazać im dysproporcję między naturalnymi siłami przywoływanych przyczyn a nadzwyczajnymi efektami oczekiwanymi. Starać się dać im głęboką wiarę oraz dokładne i praktyczne pojęcie o interwencji Boskiej Opatrzności we wszystkich wydarzeniach tego świata. Pokazywać im na konkretnych przykładach, że Opatrzność kieruje wszystkim, nawet złośliwością ludzi, dla naszego największego dobra. A kiedy zrobi się już wszystko, co możliwe, pozostać mocno przekonanym, że można bez wątpienia zmniejszyć przesąd, lecz nie uda się go wyniszczyć. Ani postęp nauki, ani dwadzieścia wieków cywilizacji chrześcijańskiej nie zdołały go zniszczyć w Europie!

c) Wady i zalety Afrykańczyków. OGÓLNIE. Wada główna: egoizm. Uczucia dominujące: strach, interes. Podłożem natury Afrykańczyka, jak zresztą każdej natury ludzkiej pierwotnej, jest egoizm. Ten bardzo rozwinięty egoizm jest motorem i celem wszystkiego, co on robi. [59] Manifestuje się on przez dwie strony: strach i interes. Strach przed wszystkim, co mogłoby w jego mniemaniu mu zaszkodzić; i pragnienie wszystkiego, co jest mu sprzyjające. Są to w przybliżeniu dwa jedyne uczucia, jakie odkrywa się w sercu Afrykańczyka. Wszystkie inne, gdy się je przeanalizuje, sprowadzają się do tych dwóch. Strach jest u Afrykańczyka, ogólnie, uczuciem dominującym. Afrykańczyk może być śmiały, dzielny, nawet zuchwały pod naporem namiętności. Może być uformowany do nawyku odwagi; lecz ze swojej natury żyje habitualnie pod dominacją strachu przed wszystkim, co uważa za silniejsze od niego. Strach przed wodzem czyni go służalczym. Wobec niebezpieczeństwa, ucieczka jest jego główną bronią. Jego religijność opiera się niemal wyłącznie na strachu. Nie oddaje on kultu Istocie Najwyższej, ponieważ ona jest dobra – wobec Niej nie czuje lęku. Przypisując wszelkie zło, którego przyczyny nie widzi, interwencji bytów wyższych, oddaje im kult, którego głównym celem jest ich udobruchanie i uchronienie się przed ich nieżyczliwością.

Duch interesu, choć zdominowany przez strach, inspiruje w gruncie rzeczy prawie wszystkie jego czyny. Nawet gdy robi rzeczy, które wydają się inspirowane uczuciem wyższym, w głębi znajduje się jeszcze jako pierwszy motor interes lub strach, do których miesza się najczęściej poryw instynktu.

Jest bardzo przywiązany do swojej rodziny, do swojego klanu – najpierw przez instynktowną sympatię, ale też przez interes, aby mieć pomocników w razie potrzeby. Będzie opiekował się starymi rodzicami, aby po ich śmierci ich dusze nie przyszły się mścić. Oznaki żalu okazywane przy śmierci krewnych lub przyjaciół mają głównie za motyw strach przed byciem oskarżonym o spowodowanie ich śmierci przez tajemne machinacje oraz strach, by dusze nie przyszły się zemścić; rzadko wzbudza prawdziwy żal. Gdy schodzi się do korzenia ich działań lub nawyków, znajduje się prawie wszędzie te trzy motory: instynkt, strach i interes. Są to w przybliżeniu jedyne motory wszystkich ich czynów.

[60] 2º Zalety – Akty cnót. Brak cnót. Pod naporem namiętności, a zwłaszcza w sposób bezrefleksyjny, Afrykańczyk jest zdolny do czynów heroicznych, odwagi, wyrzeczenia i oddania. Przytacza się podziwu godne rysy Afrykańczyków niewykształconych, którzy narażali swoje życie, a nawet dawali się zabić, by ratować życie swojego pana. Są zdolni do przywiązania trwającego pewien czas i do wierności relatywnej – lecz brakuje im wytrwałości; manifestacja tych szlachetnych postaw jest przejściowa. Jeśli trwa, to dlatego, że w głębi jest interes osobisty, i nie będzie trwała dłużej niż trwać będzie interes. Habitualny duch ofiary, oddania, miłosierdzia, gorliwości, prawdziwe uczucie, litość i inne cnoty nie znajdują się u Afrykańczyka adepta religii etnicznych (pogańskiego). Nie zna on ani tych postaw etycznych, ani uczuć, które one inspirują – najczęściej nie ma w swoim języku nawet słów, by je określić. Nigdy nie doświadczywszy podobnych uczuć, nie podejrzewa ich istnienia. Nie zakłada ich, jest wręcz niezdolny do zakładania ich u innych, skoro ich nie zna. Nie może ich zatem rozpoznać ani okazać się wdzięcznym, gdy jest ich obiektem. Dobroć, hojność, oddanie poruszają go i budzą jego sympatię, dopóki odczuwa ich namacalne skutki. Lecz ponieważ zakłada on, i musi logicznie zakładać, że są inspirowane uczuciem, które zna – strachem, interesem, słabością naturalną, dopełnieniem obowiązku sprawiedliwości itd. – nie czuje się zobowiązany do niczego w zamian za okazywaną mu dobroć. A jeśli hojność, która stała się wobec niego nawykiem, ustanie, będzie on szczerze wierzył, że został pokrzywdzony w swoich prawach, i czasami będzie szukał zemsty za niesprawiedliwość, której uważa się za ofiarę.

W SZCZEGÓLNOŚCI. Specjalne wady moralne – Specjalne wady Afrykańczyków, które mają wielorakie manifestacje, mogą zostać uporządkowane, jak się wydaje, pod następującymi nagłówkami: [61]

1º Pycha, z całym swoim orszakiem miłości własnej, próżności, drażliwości, zazdrości, nienawiści, zemsty.

2º Chciwość bogactw.

3º Zmysłowość w czynnościach odżywiania i rozmnażania.

4º Lenistwo, które często dominuje nad innymi wadami.

Pycha. Jakkolwiek dziwna wydawałaby się rzecz na pierwszy rzut oka, doświadczenie dowodzi, że pycha jest, ogólnie rzecz biorąc, wadą dominującą u Afrykańczyka. Strach przeszkodzi mu często manifestować ją przed Europejczykiem (Białym). Lecz niech ten strach zniknie, a będzie on patrzył na Europejczyka z góry, z pewną litością, wierząc w głębi duszy, że jest od niego znacznie wyższy. Jest on zmuszony przyznać, że Europejczyk zna wiele rzeczy, których on nie zna. Lecz nie przypisuje tej wiedzy wyższości jego umysłu ani tych wynalazków jego zręczności; nie! Niebo dało Europejczykowi objawienia, których jemu jako Afrykańczykowi, gardzonemu bez powodu, nie udzieliło. Albowiem to Bóg lub ich (mizimu) duchy, nauczyły Europejczyków całej tej wiedzy. Zresztą Europejczyk jest sprytniejszy tylko w swoich sprawach. Co do spraw Afrykańczyka, on nic z nich nie rozumie. Dowodem jest to, że Afrykańczycy tak często i tak łatwo go oszukują. Dajcie Afrykańczykowi rady o jego uprawach, jego hodowli, opiece nad dziećmi itd. – posłucha, pokiwa głową, a za plecami powie: „W co on się miesza? Tak jakbyśmy my, Afrykańczycy, nie rozumieli się lepiej niż Europejczycy we wszystkich tych sprawach!”. Wobec swoich współplemieńców jest próżny i chełpliwy: będzie wymyślał historie, by się wywyższyć i być podziwianym; będzie ubierał się w sposób oryginalny, by przyciągnąć na siebie uwagę. Jest drażliwie wrażliwy; najmniejszy brak względów go obraża; kpiący uśmiech go drażni; zniewaga sprawia, że krew w nim wrze i prowokuje zemstę. Jest zdolny do wszelkich podłości, by uniknąć sarkazmu.

Skoro tylko postawi się go ponad innymi, nabiera przekonania o swojej [62] wielkości. Staje się on panem despotycznym, wymagającym, bez litości dla swych podwładnych, a często aroganckim i zuchwałym względem swych zwierzchników. Nie znosi wypadnięcia z łask. Prędzej niż żyć w poniżeniu wśród tych u których był wielki, pójdzie ukryć się wśród żyjących dziko i żyć tam nędznie. Zazdrość jest często motywem jego działań. Przezwycięży swą wrodzone lenistwo, aby być tak bogatym jak inni. Uczyni wszystko, by zniszczyć u drugiego to, co daje mu wyższość. Jego nienawiść jest nieugięta. Będzie żywił urazę z powodu zniewagi lub niesprawiedliwości przez lata, a nawet przez pokolenia. Istnieją nienawiści rodzinne, które przechodzą w spadku. Zemsta jest dla niego rozkoszą, niekiedy obowiązkiem, a gdy nie ma się czego obawiać, może być okrutna.

Chciwość bogactw. — Chciwość jest inspirowana u Afrykańczyka głównie przez pychę. Pragnienie uciech zmysłowych nie jest bez wątpienia obce temu gwałtownemu porywowi, który każe mu pragnąć bogactwa wszelkimi sposobami; lecz szukając ich, ma on przede wszystkim na celu uczynienie siebie wielkim. Chce być dobrze ubrany, aby go podziwiano; chce móc obnosić przed oczami innych przedmioty, być może bezużyteczne, lecz zdolne zadziwić i wzbudzić zazdrość. Chce czynić wydatki, które zadziwiają i pokazywać się jako wielki pan poprzez szczodrobliwość. Wszystko to, by nadać sobie wartość. Choć jest on namiętny we wszystkim, co stanowi bogactwo, nie jest jednak skąpy w ścisłym tego słowa znaczeniu. Jego brak przewidywania i beztroska powstrzymują go od gromadzenia skarbów. Szuka on zarobku wielkiego, lecz potem wydaje bez opamiętania i okazuje się marnotrawny. Nie umie nic zachować dla siebie ani dla swoich dzieci. Jego pasja, by dojść do posiadania tego, co mu się podoba, pcha go do niesprawiedliwości pod wszelkimi formami. Kradzież, grabież, oszustwo, zwodzenie, kłamstwo są procederami codziennymi. Jedynie strach powstrzymuje go od uciekania się do nich.

Afrykańczyk, który opiera się okazji do kradzieży [65 błąd w numeracji oryg.], gdy sądzi, że może to uczynić bez obawy przed odkryciem lub karą, jest wielkim wyjątkiem, jeśli w ogóle tacy istnieją. Podobnie Afrykańczyk, który nie skłamie, gdy jego interes wchodzi w grę, jest wielką rzadkością. Edukacja może zmienić te nawyki. Lecz wielokroć odnosi ona sukces jedynie niekompletny.

Zmysłowość w jedzeniu i piciu. — Pasja Afrykańczyka do satysfakcji zmysłowych i cielesnych jest nadmiernie gwałtowna. Atawizm (głęboko zakorzenione wzorce zachowań odziedziczone po przodkach) włożył w jego naturę taką siłę, iż jest mu bardzo trudno się jej oprzeć. Wszyscy Afrykańczycy są żarłoczni; są nawet, w pewnym sensie, wielkimi smakoszami. Przyjmują oni z trudnością pożywienie, do którego nie są przyzwyczajeni lub które nie jest przyrządzone według ich gustu. Jest w tym, trzeba przyznać, usprawiedliwienie. Przyzwyczajeni od najmłodszego wieku do pożywienia bardzo jednostajnego, ich żołądek bardzo trudno znosi inne. Doświadczenie dowiodło, że zmiana sposobu żywienia jest bardzo niekorzystna dla ich zdrowia i może nawet narazić ich egzystencję. Liczne tabu lub zakazy zabobonne i tradycyjne zabraniają Afrykańczykom z pewnych szczepów używania różnych rodzajów pożywienia. Smak nie ma z tym nic wspólnego. Powstrzymują się od nich z zabobonnej obawy przed nieszczęściami, które ściągnęliby na siebie ci, co złamaliby jeden z tych zakazów, a także z obawy przed wyśmianiem lub niezadowoleniem swych bliskich i przyjaciół. Jedną rzeczą godną uwagi, obserwowaną wszędzie, jest pasja wszystkich pierwotnych do wszystkiego, co upaja: napoje alkoholowe, konopie itd. Pijaństwo ma dla Afrykańczyka specjalny pociąg. W jego oczach nie jest ono złem, dopóki nie prowokuje kłótni. Przeciwnie, on się tym chwali; jest honorem dla tego, który pił, że mógł się upić, a byłoby dyshonorem dla tego, który zapraszał, gdyby ktoś opuścił ucztę nie będąc pijanym. Rzadcy są ci, którzy potrafią zachować umiar. Piją tyle, ile mogą lub dopóki jest co pić.

[66] Lubieżność. — Rozkosz wytworzona przez zaspokojenie instynktów cielesnych wywiera na Afrykańczyka atrakcję jeszcze większą. Szuka on jednak i preferuje te, które są zgodne z naturą. Inne satysfakcje cielesne są dla niego mniej pociągające i generalnie szuka ich tylko wtedy, gdy nie może zaspokoić się inaczej. Ekscytacje zewnętrzne mają na niego mały wpływ. Przyzwyczajony od dzieciństwa, by wszystko widzieć, wszystko słyszeć i mówić swobodnie o wszystkim, jest on zobojętniały na wszystko, co nie ekscytuje bezpośrednio pasji seksualnej. Dziecko, dopóki pasja seksualna drzemie, jest generalnie indyferentne wobec przyjemności cielesnych. Ma ono nawet ku nim rodzaj naturalnego wstrętu; jego natura zresztą wydaje się mało pobudliwa, do tego stopnia, jak się zapewnia, że długie nadużycia nie zdołają niekiedy obudzić pasji. Wydaje się, jednakże, iż ten rodzaj niewrażliwości dąży do zaniku u małych Afrykańczyków, którzy znajdują się w środowiskach bardziej cywilizowanych i którzy mają nawyk bycia ubranymi od swego najmłodszego wieku. Czyżby ciekawość budziła pasję, czy też może edukacja rozwijająca poczucie wstydu ekscytowałaby pragnienie skosztowania zakazanego owocu? W każdym razie, w tych środowiskach, narzuca się nieco więcej nadzoru.

Wszędzie jednak znajdują się wyjątki. Spotyka się niemal wszędzie dzieci zdeprawowane i deprawujące. Są Afrykańczycy, którzy znajdują złośliwą przyjemność w nauczaniu zła dzieci, w praktykowaniu go i dawaniu go praktykować w ich obecności. Lecz jeśli małe dziecko jest naturalnie mało skłonne do satysfakcji zmysłowych, gdy tylko wiek dojrzewania się zbliża, pasja budzi się w nim z porywającą porywczością. Od tego momentu potrzebuje ono ścisłego nadzoru. Jego wola, naturalnie miękka, osłabnie przed okazją, a jeśli nie znajdzie środka zaspokojenia swego instynktu według natury, będzie ono mocno wystawione na szukanie satysfakcji przeciw naturze. W tym momencie następuje zmiana zauważalna w charakterze Afrykańczyka i w całym jego prowadzeniu się.

[67]Następuje rodzaj osłabnięcia w jego inteligencji. Jego umysł zamyka się i staje się tępym. Miłość cielesna budząca się w jego sercu dusi w nim, że tak powiem, wszelkie inne uczucie. Koncentruje się w sobie samym, staje się marzycielem, mrukliwym, ukrywa się, staje się nieufny, niezadowolony, krytyczny, przekorny i doświadcza uczuć buntu przeciw wszelkiej przymusowości nałożonej na jego wolność.

W tym momencie krytycznym młody Afrykańczyk potrzebowałby zdrowego ojcowskiego wpływu i rad kogoś, kto inspiruje go do ufności i męstwa. Potrzebuje on zwłaszcza pomocy religijnej, aby wyjść zwycięsko z tego kryzysu. Lecz jako że jest on mało pociągający w tym momencie — fizycznie, z powodu zapachu, jaki wydziela, a moralnie, z powodu swego mrukliwego wyglądu — jest on mocno wystawiony na bycie pozostawionym samemu sobie. Dopiero po wyjściu z tego kryzysu odnajdzie on swoją drogę. Wiele dzieci, które dawały najlepsze nadzieje, ulega jednak złym wpływom i po wyjściu z tego kryzysu, obiera złą drogę, inne, które wydawały się mierne, wychodzą zeń uszlachetnione. Dopiero po wyjściu z tego kryzysu można postawić prognozę, nieco ugruntowaną, co do przyszłości Afrykańczyka.

Jest bardzo ważne, dla młodego człowieka jak i dla młodej dziewczyny, by móc ożenić się jak najwcześniej, gdy tylko są do tego zdolni. Albowiem w swym młodym wieku, nie mając generalnie do czynienia z walką przeciw namiętnością natury, nie zahartowani przeciw jej pożądliwościom, nie przyzwyczajeni do stawiania oporu instynktom i prawie niezdolni do tego, będą skłonni do życia rozpustnego. Należy im zapewnić, najwcześniej jak to możliwe, okazję do godziwego i uczciwego zaspokojenia instynktu, inaczej będą szukać zaspokojenia go gdziekolwiek i, jeśli są pozostawieni samym sobie, są mocno wystawieni na prowadzenie życia wyuzdanego. To ostatnie zgasi szybko w ich sercach uczucia obowiązku i uczciwości. Wyczerpie ono w części przynajmniej siły życia i zaryzykuje [68] nawet ich całkowite wyczerpanie, przygotowując w ten sposób na przyszłość ogniska domowe bezdzietne.

Młodzi ludzie potrzebowaliby jeszcze, podczas pierwszych etapów swego małżeństwa, rad i ukierunkowania innych niż te od ich teściowych, ciotek, wujów itd., którzy zbyt często dają im zalecenia fałszywe i przez swą ingerencję mącą życie małżeńskie i pokój ogniska domowego. Gwałtowność pasji pcha młodego małżonka do seksualnego nadużywania małżonki. Wyczerpuje się przez to zarówno on jak i wyczerpuje swą małżonkę przez zmysłowe ekscesy. Często pożycie małżeńskie mu nie wystarcza; szuka on satysfakcji na zewnątrz. Później, jeśli wielka gwałtowność nieco się uspokaja, namiętne parcie pozostaje zawsze bardzo silne. Celibat, nawet tymczasowy, jest bardzo trudny. Każda separacja, nawet krótkotrwała, będzie skutkować będzie winą po obu stronach. Przesąd uniwersalny, który nie pozwala matce mieć tylko jednego dziecka co trzy lata, jest wielką przyczyną nieporządków. Czyni on poligamię prawie konieczną. Mąż, który miał dziecko, nie może żyć jako wdowiec przez trzy lata. Będzie szukał żony sposobem tubylczym lub konkubiny. Istnieją pewne szczepy, u których cudzołóstwo i fornikacja są rzadkie (dobrowolny stosunek seksualny między dwojgiem ludzi, z których co najmniej jedno nie pozostaje w związku małżeńskim). Racja tego znajduje się w karach bardzo srogich wymierzanych winnym oraz w dyshonorze, który przywarł do tych win. Lecz, jeśli moralność publiczna jest tam lepsza niż gdzie indziej, byłoby rzeczą bardzo nadzwyczajną, gdyby moralność prywatna była taką samą. Jest bezużytecznym chcieć szukać cnoty czystości u ludów tubylczych. Znajduje się ją już bardzo mało doskonałą w krajach chrześcijańskich. Nemo continens nisi Deus det (Nikt nie jest powściągliwy, jeśli Bóg mu tego nie da).

Lenistwo. — Natura Afrykańczyka wprawiona zostaje w ruch zazwyczaj tylko pod naporem pasji. Ponieważ takie parcie jest generalnie mało trwałe, natura ta wpada szybko z powrotem w spoczynek. Spoczynek jest zresztą jej pozycją naturalną. Spoczynek ma dla Afrykańczyka urok, który przeważa często nad pociągiem do jakiejkolwiek rozkoszy. Szuka on go zawsze, wszędzie i we wszystkim. [69] Decyduje się zeń wyjść jedynie z konieczności lub pod parciem pasji. Oddając się nawet pracy, która jest konieczna, będzie stosował zawsze i wszędzie prawo najmniejszego wysiłku. Jeszcze wiele razy będzie on wolał wyrzec się rozkoszy, nawet mocno pożądanej niż narzucić sobie wysiłek konieczny, by ją sobie zapewnić; zwłaszcza jeśli wysiłek musi być nieco podtrzymany. Lenistwo Afrykańczyka jest przysłowiowe. Zależne nieco od klimatu jego kraju; od jego naturalnie miękkiego temperamentu; jego pożywienia generalnie mało krzepiącego; jego mięśni bez nerwu i braku ćwiczeń. Jest ono faworyzowane przez warunki jego życia: łagodność klimatu, który nie wymaga ani ubrań, ani mieszkania starannego; żyzność gleby, nadzwyczajną łatwość upraw, a przede wszystkim mało potrzeb do zaspokojenia. Dodajcie do tego przesądy, które czynią pracę poniżającą, a spoczynek atrybutem wielkich; które czynią z pracy obowiązek dla kobiet, a ze spoczynku honor dla mężczyzn. Wszystko skłania do „dolce farniente” (słodkie nieróbstwo). Nawyk próżniactwa produkuje miękkość mięśniową, brak odporności na zmęczenie, które kończą na czynieniu ciała niezdolnym do wysiłku nieco znacznego i przede wszystkim podtrzymanego. To lenistwo, które dotyka ducha tak samo jak ciało, jest wielką przeszkodą w reformie Afrykańczyka. Przekonuje się go z trudnością o konieczności wysiłku, a gdy uda się go wprawić w ruch, kroczy on tylko tak długo, jak długo się go pcha. Gdy tylko poluzuje się lub zaprzestanie nadzoru, wpada on z powrotem w swą nieruchomość lub podejmuje swój ruch automatyczny w koleinie swych starych nawyków. Otrzyma się poważne rezultaty jedynie zastępując jego stare nawyki nawykami nowymi, dość mocno ustanowionymi, aby podążał za nimi ze swym zwyczajnym automatyzmem.

Zalety naturalne Afrykańczyka. — Pomimo swych licznych wad, poziomu mało wzniosłego swych idei i niskości swych uczuć, Afrykańczyk jest interesujący, zwłaszcza gdy jego pasje są spokojne a jego potrzeby zaspokojone. [70] Jest on dobrym dzieckiem, beztroskim, wesołym, łatwym do porwania dla tego, kto umie do niego odpowiednio podejść. Odczuwa sympatię dla tego, kto umie go bawić i czynić mu dobro. Szanuje tego, kto traktuje go z stanowczością dobrą i cierpliwą, lecz przede wszystkim sprawiedliwą. Albowiem ma on poczucie głębokie sprawiedliwości względem siebie. Przyjmuje bez urazy karę, o której wie, że na nią zasłużył, lecz nie zapomina ani nie wybacza nigdy niesprawiedliwości, której sądzi się być ofiarą. Nie będzie szukał czynienia zła temu, kto mu go nie czyni; lecz jest bez litości w wywieraniu zemsty. Jest zdolny do pewnego afektu dla kogoś, kto go dobrze traktuje; może nawet dokonać aktu poświęcenia heroicznego. Lecz nie można liczyć na jego wytrwałość. Jest zdolny jednego dnia opuścić swego pana i zostawić go w buszu bez pomocy, dla którego poprzedniego dnia naraził swe życie. Nie można liczyć na wierność wytrwałą z jego strony ani na poświęcenie ciągłe; jeszcze mniej na jego wdzięczność. Są to cnoty, które rosną i rozwijają się jedynie na gruncie chrześcijańskim.

Ma on, jednakże zalety naturalne trwałe, które mogą dawać iluzję cnót naturalnych, lecz które są, jak powiedziano wyżej, rozwinięciami instynktów lub wypadkowymi uczuć dominujących. Ma on poczucie uczciwości i potępia niesprawiedliwość, oszustwo, nawet niegrzeczność. Albowiem Afrykańczyk jest generalnie bardzo grzeczny w swoim rodzaju. Lecz Afrykańczyk, który nie jest złodziejem, gdy ma ku temu okazję, lub który nie jest kłamcą, gdy kłamstwo leży w jego interesie, jest tak rzadki jak biały kruk. Zwłaszcza jeśli potwierdza rzecz przysięgą, można być prawie pewnym, że kłamie. „Ten, kto mówi prawdę, nie ma zazwyczaj wielkiego interesu w tym, by mu wierzono — mówił pewnego dnia stary Afrykańczyk; lecz ten, kto kłamie, zależy mu na tym, by mu wierzono. Dlatego potwierdza pod przysięgą”. Afrykańczyk mówi to, co wydaje się być pożyteczne dla niego; to, co jak sądzi pragnie się, by powiedział, bez przejmowania się, czy to, co mówi, jest prawdą. Ma specjalną przyjemność w zwodzeniu i woli dojść do swego celu drogą [71] okrężną. Lecz ma poczucie sprawiedliwości względem siebie i nie znosi niesprawiedliwości.

Ma on przywiązanie dla swej rodziny, swych bliskich i dla tych, którzy czynią mu aktualnie dobrze. Matka kocha swe dzieci, które odwzajemniają jej uczucia instynktownie. Ojciec je kocha, lecz przede wszystkim jest z nich dumny. Afekt dzieci dla ojca jest chłodniejszy, zwłaszcza jeśli ten ostatni jest poligamistą. Są one bardziej przywiązane do swej matki. Nigdy jednak ten afekt między rodzicami i dziećmi nie jest silny, delikatny i pełen poświęcenia jak w krajach, które chrześcijaństwo przeniknęło swym duchem. Afrykańczyk kocha zazwyczaj, swych bliskich, przynajmniej tych, których uważa za członków swej rodziny. Lecz ten afekt, bazujący na instynkcie, czerpie swą siłę w interesie. Trzeba jedności, by się bronić! Kocha tego, kto mu czyni dobrze, aktualnie. Lecz często jest bardziej przywiązany do dobrodziejstw niż do dobroczyńcy. Dzieci zwłaszcza są zdolne do afektu względem tego, kto im go świadczy i kto dowodzi go przez dobrodziejstwa. Lecz u nich, jeszcze mniej niż u dorosłych, nie można liczyć na wytrwałość, a wdzięczność jest im nieznana. Afrykańczyk jest hojny, by dzielić się z przyjaciółmi tym, co ma. Jest to jakość wrodzona. Dziecko od swego najmłodszego wieku podzieli się z towarzyszami szczyptą soli lub bananem, który ma do zjedzenia. Gdy jest co jeść w kraju, żaden członek klanu czy nawet szczepu nie umrze z głodu. Lecz ta hojność ogranicza się do szczepu, do klanu, do kręgu przyjaciół. Obcy nie znajdzie najczęściej nic, jeśli nie ma czym zapłacić lub jeśli nie umie się narzucić. Nie poda się nawet odrobiny wody obcemu choremu, którego znajduje się na drodze. Nawet w klanie lub szczepie ta hojność nie opiera się próbie niebezpieczeństwa osobistego. Podczas epidemii śpiączki, tubylcy nie chcieli dotykać chorych ani zmarłych, nawet by ich pochować. Wypędzano ich z wiosek, do buszu, aby [72] dzikie bestie ich pożarły. „W ten sposób — mówili — nie zarażą innych i nie będzie trzeba ich grzebać”.

Afrykańczyk ma szacunek wrodzony dla autorytetu. To uczucie jest karmione przez obawę, jaką inspiruje mu wszystko, co jest wielkie i silne, a autorytet prezentuje się jego umysłowi tylko pod pozorami siły. Szacunek, którym Afrykańczycy otaczają potomków swoich tradycyjnych szefów, mimo że stracili oni wszelki autorytet, jest ufundowany na obawie zabobonnej. Albowiem w ich oczach rodziny szefów są wszystkie depozytariuszami mocy tajemnych, a duchy ich przodków mają wielką potęgę w kraju. Afrykańczyk może być dzielny, oddany i dowieść innych jakości, pod wpływem wrażenia, jak powiedziano wyżej, lecz większość tych jakości manifestuje się tylko w sposób przelotny. Te, które są stałe, są rozwinięciami instynktów naturalnych lub też są podtrzymywane przez motyw obawy lub interesu i bardzo często przez obawę zabobonną, gdyż żadna zasada edukacji ani żadna edukacja praktyczna nie przychodzą rozwijać u niego dobrych jakości. Formują się one tylko pod wpływem konieczności społecznych lub interesów osobistych.

REFORMA AFRYKAŃCZYKA. a) W ogólności. Oświecić inteligencję i poruszyć jego moce afektywne przez obraz i je zdyscyplinować. 1° Pouczać. — Z tego pobieżnego rzutu okiem na psychologię Afrykańczyka można wyciągnąć kilka lekcji dla reformy jego natury. Trzeba, jak u wszystkich ludzi, zacząć od oświecenia inteligencji. To idee rządzą światem, tak samo jak jednostkami. Obraz (myśl) prowokuje czyn. Obraz intelektualny, wsparty na rozumie, jest stabilny. Lecz aby ten obraz odcisnął się w umyśle Afrykańczyka i tam pozostał w formie przekonania, nie wystarczy mu go zaprezentować jeden raz i wesprzeć go dobrymi racjami. Jego umysł zbyt zmienny nie zachowuje za pierwszym razem impresji intelektualnych. Obraz utrwali się tam dopiero po częstych powtórzeniach. I aby zrobił on impresję (wrażenie) głęboką, trzeba, by przemawiał do zmysłów. Trzeba więc go zaprezentować pod formą uderzającą, ubraną w kolory zmysłowe, które uderzając w umysł, poruszają uczucia. I za każdym razem, gdy się go przedstawia, trzeba go ubierać w kolory nowe i pociągające, w sposób by unikać nudy i produkować, za każdym razem, impresję korzystną. Dopiero po kilku podobnych powtórzeniach, uwaga Afrykańczyka zatrzymuje się na niej i on nad nią reflektuje, mówiąc sobie: „To mogłoby mimo wszystko być prawdą”. Trzeba, by obraz był tak wyrazisty i zachęcający w jego umyśle, aby narzucał się mu sam z siebie i zmusił go do poświęcenia mu uwagi. Sztuka dawania Afrykańczykom nauki, które wpływają na praktykę, polegać będzie zatem na prezentowaniu mu często tej samej idei, pod formami różnorodnymi i pociągającymi lub odpychającymi, bez nużenia go i sprawiając, by zawsze ją przyjmował dobrowolnie.

2° Zwracać się do jego rozumu. — Choć rozum ma mało władzy nad naturą Afrykańczyka, nie można jednak zaniedbać uciekania się do niego. Jest on, w gruncie rzeczy, istotą rozumną i jest on zdolny słyszeć rozum, zwłaszcza gdy jest spokojny. Winno się dążyć do zwiększenia wpływu rozumu, czyniąc często apel do zdrowego rozsądku i nalegając, by brał go pod uwagę. Winno się to czynić publicznie i prywatnie. Rady rozumu, dane osobiście, robią impresję silniejszą. Doświadczenie dowodzi, że rozmowy prywatne i rady przyjacielskie produkują często skutki ponad wszelkie oczekiwanie.

3° Umacniać jego wolę, odwołując się do jego sił uczuciowych dla jej wsparcia. — Trzeba następnie dążyć do umacniania woli Afrykańczyka i kształtowania w nim wytrwałości (cdn)