[104] ART. V. WIADOMOŚCI NIEZBĘDNE DLA RÓŻNYCH FUNKCJI MISJI. Nascuntur poetae (poetami się rodzą), mówi przysłowie. Lecz nikt nie rodzi się przełożonym misji, ekonomem, katechetą, dyrektorem szkoły czy sierocińca itd. Wszystkiego trzeba się nauczyć: najpierw teoretycznie, potem w praktyce. Każdy ma obowiązek zapoznać się ze specjalnymi wiadomościami wymaganymi przez jego funkcje i ze sposobem wprowadzania tych wiadomości w praktykę. Nie jest to miejsce na podawanie tutaj kompletnego kursu wszystkiego, co trzeba wiedzieć w każdej funkcji. Lecz może być użyteczne zwrócenie uwagi na kilka punktów specjalnych.
1º PRZEŁOŻONY. Nowy przełożony musi nauczyć się kierować odpowiednio dziełami i personelem swojej misji, a doświadczenie całego życia często nie wystarcza, by zostać mistrzem w tej sztuce.
W sprawowaniu tego kierownictwa należy unikać zwłaszcza dwóch wad: tej, by nie kierować przez nieśmiałość, przez beztroskę, przez nieprzewidywalność; oraz tej, by chcieć narzucać swoje idee wszędzie i chcieć zajmować się wszystkim, aż po najdrobniejsze szczegóły. Przełożony ma nie tylko władzę, lecz także obowiązek kierowania wszystkim i kontrolowania wszystkiego w swojej misji: osób i rzeczy.
Musi on wyznaczyć każdemu jego funkcję, biorąc pod uwagę siły, talenty, zdolności każdego, a także, w miarę możliwości, jego upodobania. Z mocy jego funkcji przypadają mu, jemu osobiście, kierownictwo chrześcijan, katechizm dorosłych chrześcijan i prowadzenie rejestrów parafialnych. Może on brać udział w innych pracach; lecz te nie mogą przeszkadzać w wypełnianiu jego specjalnych obowiązków, ogólnego kierownictwa i osobistych funkcji przełożonego. Nie może on przeciążać się szczegółami.
W ogólnym kierowaniu dziełami musi wszystko przewidzieć i uregulować na czas. Musi wydawać swe rozkazy z jasnością i precyzją, tak aby każdy wiedział zawsze dokładnie, co ma robić i jak to robić. Rozkazy te [105] będą raczej przybierać formę rad, zwracając się do dobrej woli i kiedy będzie mógł, wyłoży ich powody. W wykonaniu nie okaże się zbyt wymagający, zadowoli się rozsądną pracą i okaże zadowolenie, jeśli włożono w nią rzetelną dobrą wolę. Będzie się wystrzegał chęci regulowania wszystkiego aż po szczegóły i narzucania wszędzie swoich osobistych idei. Musi on naginać się do idei i upodobań innych, za każdym razem, gdy nie ma bardzo poważnych powodów, by od nich odstąpić, i musi zachęcać do osobistej inicjatywy. Jednakże uchybiłby swoim obowiązkom, gdyby posunął ustępliwość lub nieśmiałość do punktu tolerowania dobrowolnego nieposłuszeństwa lub niedbalstwa.
Gdyby, co nie daj Boże, zetknął się z upartą niesubordynacją lub nawykowym nieposłuszeństwem, winien o tym powiadomić Wikariusza Apostolskiego. W przypadku poważnym i pilnym mógłby odesłać mu winowajcę. W razie odmowy wyjazdu, zwolniłby go z wszelkiej pracy. Jeśli jest zmuszony zrobić uwagę, niech milczy, jeśli czuje się poruszony niech to robi ale zawsze ze spokojem. Zrobi ją na osobności, chyba że trzeba naprawić zgorszenie; łagodną lub surową, zależnie od przypadku; a po poprawie będzie się wystrzegał wszelkich oznak urazy lub chłodu; przeciwnie, postara się dać zapomnieć o swej surowości poprzez specjalne oznaki życzliwości.
Przełożony nie może zamykać się w szczegółach swoich osobistych zajęć. Jego uwaga musi skupiać się na wszystkich dziełach misji, aby widział i oceniał ich przebieg, trudności, przeszkody i postępy, oraz mógł korzystać ze wszystkich sprzyjających okoliczności, aby promować te dzieła i je rozszerzać. Musi on być ożywiony wielkim duchem inicjatywy i odwagi decydowania, aby korzystać z dogodnego momentu. Lecz niech się strzeże tej nierozważnej inicjatywy, która rzuca się do wykonania projektu przed sporządzeniem planu, bez zastanowienia, bez zasięgnięcia rady i przechodząc nad lub obok wytycznych władzy. Inicjatywa, aby była dobra [106] musi być roztropna i zgodna z posłuszeństwem. Należy wystrzegać się wyobrażenia, że inicjatywa osobista i posłuszeństwo są niekompatybilne. Przełożony nowo mianowany w misji nie wprowadzi w niej żadnej zmiany przez pierwsze trzy miesiące. Postara się, aby dobrze funkcjonowało to, co istnieje; będzie starał się zdać sobie sprawę z motywów, które prowadziły tych, którzy ustanowili ten porządek rzeczy; gdyż oni również mieli swą inteligencję. Potem nie zmieni tego, co się robi, jak tylko z bardzo poważnych powodów; gdyż każda zmiana wywołuje nieład i powoduje zatrzymanie. Trzeba, aby te niedogodności zostały następnie zrekompensowane przez zalety zmiany.
Ponieważ przełożony ponosi odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się w jego misji, ma on obowiązek wszystko kontrolować. Jego podwładni nie mają prawa obrażać się na tę kontrolę, jak gdyby była to ingerencja w ich funkcje lub oznaka nieufności wobec nich. Muszą oni pamiętać, że kontrolując ich pracę, przełożony jedynie wypełnia swój obowiązek i że uchybiłby mu, nie robiąc tego. Będą oni zresztą wychodzić przed szereg, zdając mu relację z postępu swoich prac i zapraszając go, by przyszedł stwierdzić ich sukcesy.
Nie dokonają żadnej zmiany i nie przedsięwezmą niczego nowego bez jego aprobaty, i będą się stosować we wszystkim do jego wskazówek. Wszystko musi dziać się w powszechnej zgodzie, pod jednolitym kierownictwem i każdy musi umieć wyrzec się swoich osobistych idei i upodobań, aby dążyć wspólnie ku jedynemu celowi naszych wysiłków: chwale Bożej przez zbawienie dusz.
2º EKONOM. Ekonom, aby odpowiednio wywiązać się ze swych obowiązków, musi posiadać obszerną wiedzę, zwłaszcza praktyczna oraz oddanie większe niż zwyczajne. Musi on zapoznać się z prowadzeniem księgowości, z prowadzeniem magazynu, [108] z różnymi potrzebami misji, jej zasobami oraz zasobami kraju; sposobami ich pozyskiwania i ekonomicznego wykorzystywania. Musi on posiadać ducha przewidywania, aby dokonywać zamówień i zakupów w odpowiednim czasie i nie zamawiać rzeczy niepotrzebnych. Musi być uważny i staranny, aby nie pozwolić na żadne marnotrawstwo i czerpać korzyść ze wszystkiego. Musi przyzwyczaić się do zaprowadzania wszędzie ładu i czystości oraz uzupełniać zaniedbania współbraci i pracowników, którzy często pozostawiają w nieładzie rzeczy, których używali. Winien być oddany i pomocny wszystkim, szczęśliwy mogąc wyświadczyć przysługę i starając się uprzedzać pragnienia. Musi unikać owego ducha zysku, który szuka korzyści nawet u współbraci i który może skłaniać do braku słuszności wobec obcych; żadnych rachunków aptekarskich i żadnych niedbale przygotowanych dostaw; od tego zależy reputacja misji.
Koniecznym jest, aby był on obeznany z pracami, którymi kieruje, tak aby mógł je prowadzić i nadzorować z kompetencją. Musi zwłaszcza uważać, by dobrze regulować swą pracę, tak aby nie tracić czasu na nieużyteczne wyjazdy i nie pozwolić pochłonąć się przez sprawy materialne do tego stopnia, by nie móc wywiązywać się ze swych innych obowiązków. Nie może tracić z oczu faktu, że jest przede wszystkim misjonarzem i nawet w swoich relacjach jako ekonom z tubylcami musi starać się zasłużyć na ich życzliwość, okazywać im zainteresowanie i przyciągać ich poprzez swe dobre postępowanie do religii, którą reprezentuje w ich oczach. Będzie pamiętał, że zarządza swym ekonomatem z upoważnienia przełożonego lokalnego i pod jego kontrolą; będzie go prosił o radę we wszystkim, co wykracza poza zwyczajność i we wszystkim zastosuje się do jego wskazówek i zaleceń.
3º KATECHISTA Nauczanie katechizmu jest sztuką trudniejszą, niż się to często wydaje. Aby odnieść w tym sukces, bardzo użyteczne jest posiadanie [109] przynajmniej kilku pojęć z psychologii i pedagogiki; w przeciwnym razie ryzykujemy działanie na ślepo. Misjonarz odpowiedzialny za nauczanie katechizmu musi przede wszystkim znać swych słuchaczy; ich mentalność; sposób myślenia; ich sposób pojmowania rzeczy; ich inteligencję i poziom wykształcenia. Nie mówi się do dorosłych tak, jak do dzieci ani do czystych tubylców tak, jak do tych, którzy mają już pewne wykształcenie. Musi on posiadać swą materię w stopniu doskonałym i mieć o niej pojęcia dokładne, precyzyjne, jasne i szczegółowe; w przeciwnym razie będzie miał trudności z wyłożeniem jej w sposób prosty i klarowny. Musi zwłaszcza uważać, by potrafić dostosować się do poziomu inteligencji swoich słuchaczy i musi umieć mówić płynnie i poprawnie w ich języku. Wszystko to zakłada staranne przygotowanie, zwłaszcza w początkach. Nawet później, jeśli się nie przygotowuje, często będzie się prowadzić katechezę mierną.
Zazwyczaj należy trzymać się porządku katechizmu. Trzeba unikać chęci zbyt szybkiego postępu. Trzy lub cztery pytania wystarczą zazwyczaj na półgodzinny katechizm; nawet mniej, jeśli materia jest ważna. Dzieciom, które muszą znać na pamięć tekst katechizmu, należy wyjaśniać sens słów i zdań; dorosłych nie powinno się zmuszać do uczenia się tekstu na pamięć, poza kilkoma nielicznymi odpowiedziami wyrażającymi główne punkty doktryny. Należy ich nauczać idei, nie słów. Po ustaleniu materii należy przewidzieć sposób jej wyłożenia, aby być zrozumianym: przygotować wyjaśnienia i przykłady do podania, pytania do zadania, jakąś anegdotę dla odpoczynku i rozbudzenia uwagi, a jeśli misjonarz nie jest jeszcze mocny w języku – słowa i wyrażenia, których należy użyć. Podczas nauczania katechizmu misjonarz będzie zazwyczaj stał przed swymi słuchaczami, aby skupiać na sobie ich wzrok. Będzie wystrzegał się perorowania (unikał długich, patetycznych, moralizatorskich przemówień), zwłaszcza przed dziećmi. Po krótkim i jasnym wyjaśnieniu punktu, będzie mnożył [110] pytania, aby podtrzymać uwagę i upewnić się, że został dobrze zrozumiany. Będzie urozmaicał formę pytań, aby zmusić tych, którzy mają odpowiadać, do refleksji, do utrwalenia w umyśle idei i nauki jasnego ich wyrażania. Wobec dzieci i ignorantów będzie odwoływał się niemal wyłącznie do wiary, nieustannie przywołując objawienie oraz autorytet Boga i Kościoła. Wobec młodzieży bardziej inteligentnej i wykształconej nie będzie mógł zaniedbać dowodów rozumowych, aby usatysfakcjonować ich umysł i uzbroić ich przeciwko zarzutom, które z pewnością usłyszą. Roztropnie jest nie przytaczać tych zarzutów, gdyż czasem uderzają one silniej niż ich odpieranie; ale trzeba położyć szczególny nacisk na racje, które zawierają w sobie ich zbicie. W przypadku wszystkich punktów wiary należy często stawiać pytania, których odpowiedź zawiera akt wiary; w przekonaniu, że to przez wiarę bardziej niż przez rozum te prawdy utrwalą się w umyśle. Wiara zaś, będąc cnotą, wzmacnia się poprzez powtarzanie aktów.
4º DYREKTOR SZKOŁY. Misjonarze obarczeni dyrekcją szkół muszą zapoznać się z metodami obowiązującymi obecnie w Europie, aby stosować je tutaj, po uprzednim dostosowaniu ich do środowiska i okoliczności. Muszą oni nadzorować i kierować nauczycielami, aby ci stosowali się jak najlepiej do owych metod. Jest to konieczne dla zapewnienia postępów uczniów, a także po to, by ci, którzy odwiedzają nasze szkoły, nie mogli nazywać nas, z pewnym pozorem słuszności, „ignorantami”. Należy zaopatrzyć się w metody i wytyczne używane przez Braci Szkół Chrześcijańskich: są oni mistrzami w tej dziedzinie.
5º WYCHOWAWCA I DYREKTOR Wszyscy misjonarze, jak powiedziano wyżej, są z mocy swego powołania wychowawcami młodzieży. Nawet ci, którzy osobiście nie opiekują się dziećmi, muszą znać tę sztukę. Muszą bowiem nauczać jej rodziców. Nasi Afrykańczycy nie znają pierwszego słowa z zakresu wychowania i prawie wcale się nim nie zajmują. Nie wystarczy wyłożyć im i uświadomić ciążący na nich poważny obowiązek dobrego wychowania dzieci; trzeba jeszcze nauczyć ich sposobu, jak to czynić. Otóż jak uczyć innych tego, czego samemu się nie wie? Każdy misjonarz powinien wiedzieć:
1º Jak należy prowadzić wychowanie w najwcześniejszym dzieciństwie, kiedy dziecko żyje jeszcze tylko instynktami i wrażeniami. To pierwsze wychowanie nie jest pozbawione znaczenia. Naturalne instynkty same z siebie skierowane są ku złu i od najmłodszego wieku przejawiają się małe, złe namiętności. Należy zwracać uwagę na te pierwsze przejawy, aby je tłumić, łagodzić, kierować nimi tak, by wcześnie wyrobić dobre nawyki. W przeciwnym razie, gdy rozum zacznie się rozwijać, będzie on narażony na zderzenie ze złymi siłami, które już zawładnęły duszą i którym jego słabość nie zdoła się oprzeć.
2º Trzeba wiedzieć, jak należy nadzorować i kierować pierwszym przebudzeniem inteligencji i rozumu, aby wpajać obrazy prawdziwe, słuszne i dobre, oraz posługiwać się tymi rodzącymi się siłami, by kierować wolą dziecka.
3º Trzeba znać właściwy użytek, jaki należy czynić z nagród i kar, niezbędnych w tym wieku, aby wpajały one dziecku poczucie obowiązku i sprawiedliwości oraz by kierowały i stymulowały wolę, nie rozgoryczając charakteru ani nie zniechęcając.
[112] 4º Trzeba wiedzieć, jak należy wychowywać dziecko od wieku używania rozumu aż do przejawów dojrzewania. Ta część wychowania jest bardzo skomplikowana. Trzeba znać jej ogólne reguły i umieć je dostosować do dzieci, które ma się wychować. W tym wieku dziecko o wiele bardziej ulega wrażeniom niż słucha rozumu. Należy więc odwoływać się do tych pierwszych, aby rozwijać ten drugi i starać się dać mu panowanie nad wolą. Celem każdego wychowania jest nauczenie dziecka, a później młodzieńca, samokontroli i właściwego korzystania z wolności. Wskazówki, rady, nagrody, kary – wszystko musi mieć na celu stymulowanie dobrej woli dziecka, łamanie jego złej woli, gdy jest uparta, wzmacnianie jej i poddawanie we wszystkim rozumowi, który sam jest oświecony, kierowany i wspierany przez wiarę i pobożność. Jeśli po wyjściu z wczesnego dzieciństwa dziecko ma dobre podstawy religijne i praktyczną pobożność oraz jeśli ma już nawyk kierowania się rozumem i wiarą, stawi czoła bez zbyt wielkich niebezpieczeństw kryzysowi dojrzewania.
5º Trzeba wiedzieć wreszcie, jak należy prowadzić młodzieńca przez ten czas kryzysów, w którym objawia się dojrzewanie i od którego, zwłaszcza u naszych Afrykańczyków, zależy często kierunek całego życia. W tym momencie w duszy młodzieńca dzieje się coś nowego i dziwnego, będącego echem tego, co dzieje się w jego naturze fizycznej; coś, czego on nie rozumie i co go zbija z tropu. Przebudzenie nowego instynktu wzbudza w duszy nowe namiętności i nadmiernie pobudza te, które już istniały. Jeśli młodzieniec nie jest już uzbrojony w silną wolę, wyposażoną w siły nadprzyrodzone, ryzykuje on wielce, że zostanie porwany przez rozpętaną burzę i wkroczy na złą drogę. Aby go prowadzić przez ten kryzys, mętny i niejasny dla niego, w którym ryzykuje on, że nie dostrzeże swej drogi lub nie będzie miał odwagi nią podążać, potrzebowałby on rad [113] serdecznych, łagodnych lecz stanowczych, a zwłaszcza kierownika, który miałby jego zaufanie i który byłby powiernikiem tego, co się w nim dzieje. Trzeba, aby ten kierownik rozumiał młodzieńca i posiadał sztukę prowadzenia go oraz sprawiania, by jego kierownictwo było akceptowane. Jest to najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny moment wychowania. Wymaga on od wychowawcy wyraźnego i jasnego zrozumienia tego, co dzieje się w duszy młodzieńca; pewnej znajomości drogi, którą należy podążać, i delikatnego wyczucia, aby wiedzieć, jak podejść do młodego człowieka i sprawić, by przyjął jego rady.
Ile z tych wszystkich rzeczy wiemy? A jednak wszyscy możemy być powołani do ich praktykowania i wszyscy mamy obowiązek ich nauczania. Istnieje tam, jak powiedziano wyżej, luka w naszym wykształceniu, którą należy koniecznie wypełnić poprzez osobiste studia. Wiele innych specjalistycznych wiadomości byłoby bardzo użytecznych misjonarzom, aby doskonale wywiązywać się ze wszystkich swoich funkcji. Niech wystarczy zwrócenie uwagi na te główne. Jest tam już materia, która może wypełnić znaczną część wolnego czasu, jaki mogą im pozostawić zajęcia duszpasterskie i funkcyjne. Niech młodzi misjonarze nie wyobrażają sobie zatem po przyjeździe, że ich edukacja jest skończona. Ona dopiero się zaczyna. Położyli oni jedynie jej fundament. Wielorakie studia są im niezbędne, aby mogli kierować się w wypełnianiu swoich obowiązków i nabyć z czasem oświecone doświadczenie. Niech starsi nigdy nie wierzą, że wiedzą wystarczająco dużo. Im więcej nabędą doświadczenia, tym bardziej będą widzieć, jak wielu brak im wiadomości, by prowadzić się bez obawy o błąd.
Doświadczenie bez studiów teoretycznych pozostaje zawsze kulejące, niekompletne i niepewne. Operuje ono zazwyczaj w zbyt wąskim kręgu i na zbyt małej liczbie tematów, by prowadzić do odkrycia jakichkolwiek reguł ogólnych. Często takie doświadczenie prowadzi do [114] błędnych wniosków. Jesteśmy zresztą wszyscy zbyt omylni, zbyt skłonni do wyjaśniania tego, co stwierdzamy, według naszych uprzedzeń. Osobisty gust, uczucia serca i namiętności zbyt często wpływają na nasze sądy. Nasze osobiste doświadczenie będzie pewnym przewodnikiem tylko wtedy, gdy zostanie potwierdzone przez doświadczenie ludzi inteligentnych, którzy przestudiowali i praktykowali daną materię. Poznamy ją tylko studiując ich pisma i przyswajając je sobie