Boże Narodzenie 2005 (26)
„… nie było dla nich miejsca w gospodzie”
Łk 2,7.
| W numerze: |
- Drodzy Przyjaciele Misji
- Karmelitańskie powołania w Afryce
- Wspomnienia z Afryki
- Nowiny misyjne
Misje Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych w Afryce – w Burundi i Rwanda
"Aby Jezus był znany i kochany"
Boże Narodzenie 2005 (26)
„… nie było dla nich miejsca w gospodzie”
Łk 2,7.
| W numerze: |
Wrzesień-grudzień 2005 (25)
„Jeśli naszym pokarmem jest Ciało i Krew ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana, nie możemy zatrzymać tego daru tylko dla siebie. Przeciwnie, należy się nim dzielić.”
Jan Paweł II
| W numerze: |
Wielkanoc 2005 (24)
Pragnę jednego, by Jezus był znany i kochany.
Nie mogąc być misjonarką czynną pragnę nią być mocą miłości i pokuty.
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus
| W numerze: |
18 grudzień 2004 r.
Pięćdziesiąt dolarów, jest to na tutejsze warunki bardzo pokaźna suma (umożliwiająca przecież naukę i dużą część utrzymania przez cały rok!) i nie można dać jej dziecku naraz! Trzeba też wielu „zabiegów”, by zachować dyskrecję, gdyż zazdrość innych mogłaby być wielkim niebezpieczeństwem, i można by oddać dziecku naprawdę niedźwiedzią przysługę!
Boże Narodzenie 2004 (23)
Europa potrzebuje Afryki i Afryka potrzebuje Europy, a świat potrzebuje ich obu.
Biskupi Afryki i Europy
| W numerze: |
Musongati, 22 październik 2004 r.
W poniedziałek każdego tygodnia Br. Ryszard z ekipą pracowników wyjeżdżał do Rusunu, aby tam pracować do piątku popołudniu. Przez miesiąc pomagał mu Br. Roman Dubel, kolega Br. Ryszarda. W tym czasie ceny benzyny i cementu bardzo wzrosły. Robotnicy żądali podwyżki płac. Mimo wielu kłopotów udało się ukończyć budowę po 5 miesiącach. Brakło 5 tysięcy dachówek, aby pokryć kościół przed wyjazdem Br. Ryszarda do Polski.
Bużumbura, 31 wrzesień 2004 r.
Wiecie już, że od dawna noszę się z zamiarem napisania listu problemowego, i znacie już nawet przewidziany temat tego listu, ale i tym razem nie będzie to jeszcze to. Jest bowiem kilka spraw bieżących, które koniecznie chciałbym poruszyć, i myślę, że zajmie to dosyć dużo miejsca.
Wrzesień-grudzień 2004 (22)
Maryja, pierwsze „tabernakulum” w historii, wskazuje nam i ofiaruje Chrystusa, naszą Drogę, Prawdę i Życie.
Jan Paweł II
Sierpień 2004 r.
Misjonarz nie tylko musi pracować duchowo ale i fizycznie. Reperacja samochodu lub turbiny wodnej, zakup żywności, wożenie wody gdy jej zabraknie to częste dodatki do życia misyjnego. Oprócz tego praca w biurze parafialnym dziesiątki, setki, ludzi przychodzących i proszących o pomoc materialną wymaga od nas stalowych nerwów, które często zawodzą, wymaga to dużo cierpliwości większej niż anielskiej.
Sierpień 2004 r.
W mieście byli naocznymi świadkami zbrojnych walk i rozerwania w strzępy człowieka przez granat. Na dzień dzisiejszy, tzn. 30 sierpnia został jeszcze tylko do założenia dach, który będzie z czerwonej dachówki. Tę dachówkę znoszą ludzie na głowach. Myślimy w październiku zakończyć w stanie surowym budowę i zostanie tylko wyposażyć kościół w ławki.
Od czerwca tego roku zaczęliśmy budowę kościoła w Rusunu, na jednej z 13 placówek, które obsługujemy. Jest to chyba najbardziej opuszczona wioska, ponieważ mamy do niej 25 km i drogi prowadzące tam są w fatalnym stanie. Właściwie budowę zaczęliśmy już 2 lata temu. Kupiliśmy sterty kamieni. Na zboczu góry, 5 km od planowanej budowy, wykarczowaliśmy teren, który należał do naszej parafii. Trzeba było wycinać drzewa i krzewy, wykopywać pnie z korzeniami i przepłaszać węże i inne gady. Br. Ryszard przygotował wszystko do budowy, tzn. drzwi, okna z metalu, krokwie pod dach no i wyposażenie kościoła: ołtarz, deski na ławki. Wszystko to składowaliśmy u nas w Musongati, aby móc dowozić do Rusunu. Aby tam dojechać Toyotą transportową trzeba jechać 1,5 godziny po tamtejszej drodze.