Pożegnanie misjonarza

W pewien wrześniowy chłodny dzień, kiedy deszcz nostalgicznie grał na szybach, postanowi-łam uporządkować szu-fladę z napisem „Misje”. Pośród różnych teczek, kopert, segregatorów odkryłam przysłane z Andrychowskiej Wspól-noty Świeckiego Karmelu, zapiski. Spomiędzy wypeł-nionych drobnym pis-mem kartek wysunęła się fotografia ze spotkania o. Bartłomieja Kurzyńca karmelity, misjonarza posługującego w Burundi i Rwandzie, z członkami wspólnoty. Wtedy w pamięci serca powróciła uroczysta Msza Święta z 31 sierpnia, sprawowana o godz. 18.00 u karmelitów bosych w Krakowie na Rakowickiej 18. Po 50 latach trudnej i nie zawsze bezpiecznej posługi misyjnej w Afryce. Po rocznym dziękczynieniu i świętowaniu tego złotego jubileuszu nadszedł czas pożegnania.

Pół godziny przed Eucharystią o. Bartłomiej prowadził Różaniec. Tajemnicę Nawiedzenia NMP wyśpiewał z ogromnym zaangażowaniem w języku kirundi. Słychać było wyraźnie, że Maryja wychodząca z pośpiechem do potrzebującej pomocy Elżbiety, jest bardzo bliska o. Bartkowi i jakoś określa jego misyjną posługę wśród najuboższych burundyjczyków. Podczas sprawowanej Mszy Świętej widać było wyraźnie jego tęsknotę i ogromne pragnienie, aby już znaleźć się wśród „swoich” potrzebujących kapłańskiej posługi i życzliwej obecności.

A św. Paweł, jakby wiedział o ponownym dzisiejszym posłaniu tego Misjonarza z pięćdziesięcioletnim stażem, do dzieła zasiewu wiary w duchu karmelitańskim i szerzenia duchowości szkaplerznej na afrykańskiej ziemi. Czytanie z jego 1 listu do Koryntian oddawało bardzo dokładnie nastrój z jakim o. Bartłomiej przez sprawowanie tej Najświętszej Ofiary żegnał się z najbliższą rodziną, z licznie zgromadzoną rodziną karmelitańską oraz z współcelebransami; delegatem prowincjała d/s misji i misjonarzami, którym stan zdrowia i wiek, już nie pozwalają na wyjazdy misyjne.

Słyszeliśmy takie słowa w 1-szym czytaniu:Bracia, przyszedłszy do was, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością, głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem.” (1Kor 2,1-3)

Krzyż misyjny na piersi, pełne zapału serce i ta jakaś nieśmiała obawa, czy podoła odpowiedzieć na oczekiwania tamtejszych chrześcijan. Czy jego świadectwo będzie czytelne i wiarygodne? To wszystko, kapłan Bartłomiej, składał na patenie i unosił w geście ofiarowania Bogu Ojcu razem z Ofiarą Syna. I dzielił się z nami wszystkimi Tym „rozłamanym” Chrystusem i staliśmy się jednym Kościołem. Wspólnotą, która jedno ze swoich dzieci wysyła na drugi kontynent. Modlitwy wstawiennicze, dziękczynne i ochraniające – składane na Szkaplerzu – trwały długo. Uroczyste błogosławieństwo i zakreślony szeroki Krzyż, obejmujący Ramionami Polskę i całą Afrykę oraz słowa rozesłania, zakończyły tę szczególną Mszę Świętą.

Podczas spotkania przy kawie i herbacie oraz przywiezionych słodkościach były ostatnie pożegnania, uściski, łzy wzruszenia. Radość i żal mieszały się ze sobą tak ściśle, że utworzyły niepowtarzalną muzykę, która wypełniła po brzegi nasze serca, a jestem pewna, że i siwowłosego o. Bartłomieja Kurzyńca z młodzieńczym sercem – także.

Uczestniczyła i opisała Wanda Bigaj OCDS