Adopcja – O. Jan Kanty Stasiński

18 grudzień 2004 r.

Pięćdziesiąt dolarów, jest to na tutejsze warunki bardzo pokaźna suma (umożliwiająca przecież naukę i dużą część utrzymania przez cały rok!) i nie można dać jej dziecku naraz! Trzeba też wielu „zabiegów”, by zachować dyskrecję, gdyż zazdrość innych mogłaby być wielkim niebezpieczeństwem, i można by oddać dziecku naprawdę niedźwiedzią przysługę!

Czytaj dalej…

Budujemy Kościół – O. Eliasz Trybała

Musongati, 22 październik 2004 r.

W poniedziałek każdego tygodnia Br. Ryszard z ekipą pracowników wyjeżdżał do Rusunu, aby tam pracować do piątku popołudniu. Przez miesiąc pomagał mu Br. Roman Dubel, kolega Br. Ryszarda. W tym czasie ceny benzyny i cementu bardzo wzrosły. Robotnicy żądali podwyżki płac. Mimo wielu kłopotów udało się ukończyć budowę po 5 miesiącach. Brakło 5 tysięcy dachówek, aby pokryć kościół przed wyjazdem Br. Ryszarda do Polski.

Czytaj dalej…

Zrezygnowałem z wykładania filozofii w seminarium – O. Jan Kanty Stasiński

Bużumbura, 31 wrzesień 2004 r.

Wiecie już, że od dawna noszę się z zamiarem napisania listu problemowego, i znacie już nawet przewidziany temat tego listu, ale i tym razem nie będzie to jeszcze to. Jest bowiem kilka spraw bieżących, które koniecznie chciałbym poruszyć, i myślę, że zajmie to dosyć dużo miejsca.

Czytaj dalej…

Misjonarz w Munsogati – O. Zbigniew Nobis

Sierpień 2004 r.

Misjonarz nie tylko musi pracować duchowo ale i fizycznie. Reperacja samochodu lub turbiny wodnej, zakup żywności, wożenie wody gdy jej zabraknie to częste dodatki do życia misyjnego. Oprócz tego praca w biurze parafialnym dziesiątki, setki, ludzi przychodzących i proszących o pomoc materialną wymaga od nas stalowych nerwów, które często zawodzą, wymaga to dużo cierpliwości większej niż anielskiej.

Czytaj dalej…

Budowa w Rusunu – O. Zbigniew Nobis

Sierpień 2004 r.

W mieście byli naocznymi świadkami zbrojnych walk i rozerwania w strzępy człowieka przez granat. Na dzień dzisiejszy, tzn. 30 sierpnia został jeszcze tylko do założenia dach, który będzie z czerwonej dachówki. Tę dachówkę znoszą ludzie na głowach. Myślimy w październiku zakończyć w stanie surowym budowę i zostanie tylko wyposażyć kościół w ławki.

Od czerwca tego roku zaczęliśmy budowę kościoła w Rusunu, na jednej z 13 placówek, które obsługujemy. Jest to chyba najbardziej opuszczona wioska, ponieważ mamy do niej 25 km i drogi prowadzące tam są w fatalnym stanie. Właściwie budowę zaczęliśmy już 2 lata temu. Kupiliśmy sterty kamieni. Na zboczu góry, 5 km od planowanej budowy, wykarczowaliśmy teren, który należał do naszej parafii. Trzeba było wycinać drzewa i krzewy, wykopywać pnie z korzeniami i przepłaszać węże i inne gady. Br. Ryszard przygotował wszystko do budowy, tzn. drzwi, okna z metalu, krokwie pod dach no i wyposażenie kościoła: ołtarz, deski na ławki. Wszystko to składowaliśmy u nas w Musongati, aby móc dowozić do Rusunu. Aby tam dojechać Toyotą transportową trzeba jechać 1,5 godziny po tamtejszej drodze.

Sytuacja polityczna od roku polepszyła się w tym sensie, że tzw. rebelianci nie nękają już tak ludności, bo wszyscy czekają na wybory powiedzmy: demokratyczne, pod koniec roku. Dlatego wcześniej podczas niepokojów z poruszaniem mieliśmy wielkie trudności i dopiero w tym roku zaczęliśmy na dobre budowę. Trzeba było zwozić kamienie, cegłę i piasek. Wszystko rozrzucone 5, 10 i 25 km od budowy. Budowę można było zacząć w sezonie suchym, gdy nie pada deszcz. O. Eliasz, gdy tylko miał czas, woził kamienie, często nie wracał na noc do Musongati, tylko spał w buszu i często zapadał na malarię. Ten rejon jest wysoko położony i jest malaryczny. Po wyjeździe O. Eliasza na urlop po Wielkanocy dowóz materiału był na głowie O. Kamila, a O. Zbigniew wjeżdżał do stolicy po zakup cementu, gwoździ i wszystkiego pod budowę /168 km/ z br. Ryszardem jeszcze, gdy było niespokojnie i były walki w stolicy. W mieście byli naocznymi świadkami zbrojnych walk i rozerwania w strzępy człowieka przez granat.

Na dzień dzisiejszy, tzn. 30 sierpnia został jeszcze tylko do założenia dach, który będzie z czerwonej dachówki. Tę dachówkę znoszą ludzie na głowach. Myślimy w październiku zakończyć w stanie surowym budowę i zostanie tylko wyposażyć kościół w ławki. Po tej budowie w Rusunu jest zaplanowana budowa kościoła w Mbuza już o wiele bliżej Musongati. Gromadzimy tylko środki na wypłaty robotnikom i surowiec. Środki te wiadomo mogą nadejść tylko od naszych Dobrodziejów i Przyjaciół misji, bo tylko wspólnie możemy coś zrobić. Z góry dziękujemy za wszelką pomoc.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich moich przyjaciół, którzy wspomagają mnie osobiście modlitwą i materialnie. Pamiętam w moich modlitwach i cieszę się każdym znakiem i listem od Was.

Szczęść Boże
o. Zbigniew Nobis
Wasz misjonarz.

Chcemy zbudować Kościół – O. Eliasz Trybała

Musongati – Kraków, lato 2004 r.

Mbuza to mała wioska należąca do parafii Gakome w Burundi. Ta parafia jest pod opieką Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Ojcowie Karmelici z Musongati przyjeżdżają tu regularnie, aby sprawować sakramenty. Obecnie w Gakome nie ma sióstr zakonnych, ponieważ opuściły parafię po dwóch napadach zbrojnych na ich dom zakonny. Parafianie czują się opuszczeni, ale spodziewają się, że siostry powrócą.

Czytaj dalej…

Powrót do Burundi – O. Eliasz Trybała

Kraków, 30 czerwca 2004 r

Gdy zbliżał się dzień mojego wyjazdu do Polski często myślałem o mojej rodzinie i znajomych, których chciałem spotkać w Polsce. Z radością wsiadłem do samolotu w Bujumbura, bo tęskniłem za Ojczyzną. Teraz jednak po dwóch miesiącach spędzonych w Polsce coraz częściej myślę o tych, których zostawiłem w Burundi i z radością czekam na mój dzień powrotu do Burundi tj. 02 lipca 04.

Czytaj dalej…

One po prostu wydają się być szczęśliwe – O. Fryderyk Jaworski

Boże Narodzenie 2003 r.

Chwytające za serce są spotkania z afrykańskimi dziećmi, które, choć pozbawione w 98 % tych dóbr, jakie posiadają dzieci w Europie, tak pięknie i chciałoby się powiedzieć, nieustannie obdarzają nas swoim szczerym i autentycznym uśmiechem. A ich wdzięczność za najmniejszy, ofiarowany im drobiazg nie ma miary. To brzmi paradoksalnie, ale one po prostu wydają się być szczęśliwe. Jest to, moim zdaniem, jedna z większych różnić między naszym europejskim światem a Afryką. Ponadto, jest to potwierdzenie, że tajemnica szczęścia ludzkiego jest wpisana w tajemnicze warstwy serca, a nie w stan materialnego posiadania.

Czytaj dalej…

Historia bractwa szkaplerznego w Kigali, Rwanda – O. Liberiusz Saruye

Bractwo Szkaplerzne w Kigali powstało w 1998r. założone przez o. Jean-François, (który gościł w Polsce w ubiegłym roku) po powrocie ze studiów we Francji. Zasadniczo na początku składało się z wierzących miasta Kigali (stolica Rwandy), którzy chcieli pogłębić pobożność do Maryi Matki Karmelu. Ale wcześniej to o. Eliasz Trybała, przyodział ich szkaplerzem św.

Czytaj dalej…

Jak uboga wdowa wrzucić wszystko – O. Fryderyk Jaworski

Listopad 2003 r.

Jeśli o. Fryderyk wyjeżdża to pamiętajcie, że jak uboga wdowa, która wrzuciła najwięcej, bo wrzuciła wszystko co miała, tak również i on powinien rzucić wszystko, co ma, czyli oddać siebie Bogu. Misjonarz wyjeżdżając nie wie, co go spotka, ale wie że gdziekolwiek będzie, to będzie w rękach Bożych

Czytaj dalej…