[25] C. SZCZEGÓLNE CNOTY NIEZBĘDNE MISJONARZOM.
1.Praktyczny duch posłuszeństwa. Wśród innych obowiązków, które spoczywają na gronie apostołów, pierwszym jest praktyczny duch posłuszeństwa wobec wszystkich Przełożonych. Zauważcie, że mowa jest o „duchu posłuszeństwa”, co stanowi doskonałość tej cnoty, a nie o „posłuszeństwie” po prostu. To ostatnie bowiem rzadko będzie narzucane sumieniu. Albowiem chociaż wszyscy Przełożeni mają władzę nakazywania, będą z niej korzystać tylko bardzo rzadko. W takim przypadku ich rozkazy zresztą nigdy nie obowiązują same z siebie pod grzechem ciężkim. Lecz ci, którzy nie stosowaliby się do rozkazów, nawet czysto dyrektywnych, swoich Przełożonych, mogliby zgrzeszyć, nawet ciężko, albo z powodu motywu swojego nieposłuszeństwa, albo z powodu jego konsekwencji; gdyby na przykład działali z formalnej pogardy dla władzy lub gdyby ich nieposłuszeństwo było przyczyną znacznej szkody dla dobra dusz lub poważnego nieładu w dziele misyjnym. Formalna odmowa posłuszeństwa nie byłaby wolna od grzechu. Dzieło misyjne nie mogłoby bowiem ani istnieć, ani postępować bez jednolitego kierownictwa, do którego wszyscy współpracownicy w tym dziele muszą się chętnie dostosować, umiejąc rezygnować ze swoich osobistych pomysłów i gustów, wielkodusznie, nadprzyrodzenie, widząc zawsze w swoim przełożonym, kimkolwiek by on był, wybranego przez Boga. Nigdy podwładny nie może przeciwstawiać jednego przełożonego drugiemu ani odmawiać posłuszeństwa formalnie wydanemu rozkazowi, jeśli nakazana rzecz nie jest ewidentnym grzechem. Tak nakazuje cnota posłuszeństwa.
2.PRZEŁOŻENI. [26] Ten, kto rozkazuje, ponosi odpowiedzialność za wydany rozkaz. Jeśli uważa się, że on sam nie zachowuje posłuszeństwa lub przekracza swoje prawa, można, a nawet niekiedy należy, po wykonaniu otrzymanego rozkazu, odwołać się do wyższej władzy. Pierwszą władzą w Wikariacie jest władza Wikariusza Apostolskiego, który reprezentuje tam bezpośrednio Stolicę Apostolską. Jako Wikariusz Apostolski nie ma on władzy nad wszystkim, co dotyczy wyłącznie przestrzegania Konstytucji wyjętych wspólnot zakonnych; ale gdy tylko praktyki zakonne mają związek z jednym z dzieł misyjnych, podlegają one, przynajmniej praktycznie, jego władzy. Musi on porozumieć się w celu ich uregulowania z przełożonymi zakonnymi, a Prawo Kanoniczne ustaliło, że w razie rozbieżności w którymś z tych punktów, opinia Wikariusza Apostolskiego staje się prawem, dopóki Stolica Apostolska nie zadecyduje inaczej. To Wikariusz Apostolski dokonuje wszystkich nominacji i przeniesień w różnych misjach Wikariatu.
Do niego należy stosowanie się do przepisanych w tym względzie zasad. To on reguluje i kieruje, z mocy swej najwyższej władzy, wszystkimi dziełami misyjnymi i to w jego imieniu przydzielane są każdemu dzieła gorliwości, za które jest odpowiedzialny.
Wikariusz Apostolski nie mógłby na mocy swej osobistej władzy wymagać w sposób zwyczajny od misjonarza należącego do kongregacji wyjętej rzeczy, która byłaby sprzeczna z Konstytucjami tej Kongregacji.
Albowiem misjonarze ci zostali oddani do jego dyspozycji przez ich przełożonych tylko pod warunkiem, że będzie on szanował ich prawa w tym względzie. W szczególnym przypadku jednak i w sposób przejściowy, z powodu, który uzna za wystarczający, mógłby narzucić im coś poza ich Konstytucjami lub z nimi sprzecznego, a misjonarze ci winni są mu w takim przypadku posłuszeństwo; albowiem chociaż ich przełożeni oddają ich do jego dyspozycji, zależą oni od niego nie na mocy ich władzy, lecz na mocy wyższej władzy Rozkrzewienia Wiary, [27] której misjonarze winni są posłuszeństwo szersze, niż przewidują ich zobowiązania zakonne. Misjonarze powinni okazywać tego samego ducha posłuszeństwa wobec wszystkich przedstawicieli Wikariusza Apostolskiego: Wikariuszy generalnych, Oficjałów, Ekonoma generalnego Wikariatu, a nawet Przełożonego lokalnego – każdego w jego sferze działania. Tylko przez tę jedność umysłów i serc, podtrzymywaną duchem wiary i ożywianą prawdziwą miłością, ściągniemy na nas i na nasze dzieła błogosławieństwo Boże i zapewnimy obfite owoce w sprawowaniu gorliwości apostolskiej. (Nie jest konieczne, jak się wydaje, zaznaczanie tutaj, że misjonarze należący do zakonu lub kongregacji zakonnej winni są takie samo nadprzyrodzone posłuszeństwo swoim przełożonym we wszystkim, co dotyczy przestrzegania ich reguł i konstytucji. Materia ta należy wyłącznie do kompetencji tych ostatnich. Wikariusz Apostolski nie ma w tym żadnej władzy, chyba że z delegacji tych przełożonych. Przełożony Generalny Ojców Białych udzielił tej delegacji Wikariuszom Apostolskim należącym do Stowarzyszenia, ale mogą oni sprawować tę władzę tylko pod nieobecność Przełożonego Regionalnego …)
3.GORLIWOŚĆ O CHWAŁĘ BOGA I ZBAWIENIE DUSZ. Dusze apostolską cechuje zawsze gorliwość o chwałę Boga i uświęcenie dusz. Nie ta gorliwość egoistyczna która pod pozorem chwały Boga szuka osobistej satysfakcji, która za cel stawia sobie szkoły uczęszczane [28] a kościoły pełne wiernych, by udowodnić innym i sobie, że jest się sprawnym pracownikiem. Nie ta gorliwość porywcza i nieroztropna, która chciałaby działać szybciej niż Opatrzność i podejmować to, na co nie ma się środków wykonania lub która pcha naprzód bez dbałości o ukierunkowanie i pozwolenie władzy. Nie ta gorliwość wąska, która widzi tylko swój mały kącik oraz interesy swoich dzieł i swoich ludzi, bez poszerzania widoku poza mały krąg, w którym sprawuje się osobistą aktywność, i bez rozumienia, że gdzie indziej mogą istnieć dzieła, których interesy są być może ważniejsze.
Nie ta gorliwość marna, która interesuje się tylko tym, co robi się samemu, a okazuje się chłodna i obojętna, jeśli nie wroga, wobec każdego dzieła powierzonego komuś innemu. Nie ta gorliwość fałszywa, która rodzi zazdrość wobec sukcesów odniesionych przez innych; która umniejsza dobro, jakie oni czynią, krytykuje ich metody, a niekiedy posuwałaby się aż do cieszenia się z ich niepowodzeń.
Nie taka gorliwość, lecz gorliwość prawdziwa, pokorna, bezinteresowna, roztropna, zgodna we wszystkim z zamysłami Opatrzności, której sukcesu wyczekuje z niecierpliwością; ta gorliwość szeroka, uniwersalna, która stara się być użyteczna wszędzie, gdzie to możliwe; która wznosząc się ponad ludzkie marności, stawia sukces innych ponad swój własny i cieszy się z dobra dziejącego się gdzie indziej, przez innych, tak samo i bardziej niż z tego, które czyni się samemu. Gorliwość wreszcie, która ma na widoku jedynie wyłączną chwałę Bożą: Dummodo Christus praedicetur gaudeo sed et gaudebo (Byle tylko Chrystus był głoszony — raduję się i nadal będę się radował.”; Flp 1,18)
4.Praktyczna miłość braterska. Ta gorliwość, aby była płodna, musi być ożywiana i kierowana przez miłość: miłość ku Bogu najpierw, która sprawia, że zapominamy o sobie, aby mieć na widoku we wszystkim tylko Jego największą chwałę; miłość ku bliźniemu, która obejmuje tym samym oddanym uczuciem tych, do których jesteśmy posłani, i tych, którzy pracują z nami.
Zazwyczaj ta miłość ku Afrykańczykom jest u misjonarzy żarliwa i oddana; niekiedy nieco niecierpliwa [29] i zbyt wymagająca: chciałoby się naraz zobaczyć wszystkich tubylców nawróconych i wszystkich nawróconych żyjących jak doskonali chrześcijanie. Musimy naśladować Boską Opatrzność, która czyni wszystko… suaviter et fortiter (łagodnie i mocno).
Siejmy szeroko ziarno Ewangelii, nie pytając, kiedy wykiełkuje. To sprawa dobrego Boga. Umiejmy czekać na Jego godzinę z cierpliwością i ufnością. Ona przyjdzie na pewno; nie wtedy, gdy my będziemy chcieli, ale gdy Jemu się spodoba. Przyspieszajmy tę godzinę naszymi modlitwami, umartwieniem naszej woli i naszym oddaniem. Starajmy się wpajać naszym chrześcijanom jasne zasady i kształtujmy wrażliwe sumienie z poczuciem ich obowiązków. Zachęcajmy ich by dostosowali do nich swoje życie, odwołując się do zasad wiary i do ich dobrej woli. Uczmy ich modlić się i często korzystać z Sakramentów. Są to wielkie pomoce w umacnianiu woli.
Lecz umiejmy znosić ich apatię, ich niestałość, wszystkie ich wady, na które w tej chwili nie potrafilibyśmy zaradzić. Nieroztropna gorliwość, przymus moralny pod jakąkolwiek postacią, mogą niekiedy przynieść chwilowy efekt; lecz nie dadzą trwałych rezultatów. Albowiem Afrykańczyk jest wolny i bardziej niż inni trzyma się swojej wolności. Ma naturę podobną do naszej, naturę, która kocha wolność. Aby ją zreformować, trzeba stosować te same metody, które stosujemy wobec naszej własnej. Trzeba je tylko dopasować. Nie jest on niewrażliwy na rozumowe argumenty. Trzeba się odwoływać do rozumu i starać się rozwijać jego wpływ. Jego serce, choć ubogie w uczucia wysokie, może jednak łatwo skłaniać się ku dobru. Trzeba się odwoływać do serca, aby pobudzać i podtrzymywać jego wolę zbyt słabą i zmienną. Ponieważ nawyk jest u niego ultima ratio rerum (ostatecznym argumentem rzeczy), trzeba starać się wpajać dobre nawyki, które mogłyby nadać kierunek jego życiu. Nigdy jednak nie wolno tracić z oczu, że to przez wytrwałą stanowczość, łagodną i cierpliwą, a nie przez surowość, udaje się kształtować ludzi i prowadzić ich do świadomego i mądrego korzystania ze swojej wolności.
Zadziwiającym widokiem jest ten, który dają [30] niektórzy misjonarze, gotowi na wszelkie poświęcenia, gdy chodzi o Afrykańczyków, a niezdolni narzucić sobie najmniejszej ofiary na rzecz swoich współbraci. Niech współbrat poprosi ich o pomoc: „Nie są tu po to, by wykonywać pracę innych”. Niech poprosi o przedmiot, którym mogą dysponować: „Mógłby się przydać później, kto wie? Nie wolno ogołacać swojej placówki”. Rezygnowanie z wygody, by sprawić przyjemność innemu, nie wchodzi w rachubę. Nie mogą znieść najmniejszej wady u innych, ale wszyscy muszą cierpliwie znosić ich własne. A krytyka i obmowa? Ta ostatnia jest, jak mówią, wielką wadą ludzi pobożnych; czy nie można by do nich dodać… i misjonarzy? Wszystko, co się robi lub mówi, nadaje się do krytyki, jest wszędzie roznoszone i komentowane. Ileż to razy przełożeni dowiadują się o istnieniu zaniedbań i nadużyć z obmów współbraci? Wszystkich czyni się swoimi powiernikami, z wyjątkiem tych, których należałoby upomnieć. A kiedy donosi się o tym, co uważa się za nadużycie, dalekim przełożonym, nie sygnalizując tego tym, którzy są na miejscu i mogliby temu zaradzić, czy nie płynie to z motywu nie mającego nic wspólnego z pragnieniem ukrócenia nadużyć?
Uczucia antypatii, drobne urazy, skryte zemsty, ciche opozycje zbyt często zakłócają życie tam, gdzie umysły i wszystkie serca powinny być zawsze w jedności. Czasami dochodzi do wybuchu z wielką szkodą dla pokoju i dobrego biegu dzieł. Apostołowie, pracujący wspólnie nad wspólnym dziełem, nasze motywy, nasz cel, całe nasze życie musi być miłością. Nie wystarczy nam mieć między sobą tę fundamentalną i ogólną miłość, która pragnie zbawienia wszystkich, musi ona rozciągać się na wszystkie szczegóły życia. Wzajemne znoszenie się, wzajemna pomoc, dobre porozumienie muszą być jej częściami składowymi. Chcieć, aby ludzie byli doskonali, to [31] utopia. Trzeba ich brać takimi, jakimi są i do nich się dostosować. Nie mamy ani misji, ani władzy, by poprawiać ich wady; mamy natomiast obowiązek znosić je z miłością. Dobry Bóg dobrze ich znosi, a nasze wady również! Kiedy zauważymy jakąś przywarę, odpłaćmy za nią cierpliwością, modlitwą i uśmiechem. Dlaczego mamy się tym przejmować? To nas nie dotyczy. Nasze poczucie goryczy, nasze niezadowolenie, nasza niecierpliwość zaszkodzą niemal wyłącznie nam samym. Kiedy doświadczamy przykrości lub trudności, często obwiniamy o to innych. Błąd! Przyczyna jest w nas. Gdybyśmy byli mniej przywiązani do własnych pomysłów, do naszych osobistych gustów, do naszych sposobów działania, te należące do innych by nam nie przeszkadzały. Détachons-nous de nous-mêmes (Oderwijmy się od samych siebie); przywiążmy się do Boga, a nigdy troska ani smutek nie zakłócą pokoju naszych dusz.
5.Oderwanie od samego siebie. To całkowite oderwanie od nas samych, w praktyce dotyczące małych szczegółów codziennego życia, musi być naszym sposobem, jako misjonarzy, na praktykowanie umartwienia niezbędnego dla każdego. Nisi poenitentiam egeritis, omnes similiter peribitis… „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie…” Łk 13,5). Nie wstąpiliśmy do klasztoru mnichów, aby uświęcać się przez praktykę surowości i zachowanie klauzury. Nasz sposób uświęcania się musi polegać na czerpaniu z praktyk religijnych sił, których potrzebujemy, aby wyrzekać się samych siebie, zwyciężać nasze wady i współpracować w sposób bezinteresowny i wielkoduszny we wspólnym dziele, do którego Bóg nas powołał.
Jeśli umielibyśmy wyrzekać się naszych osobistych pomysłów, naszych gustów, wszystkich naszych małych przywiązań, aby we wszystkim i zawsze mieć na widoku tylko Boga, trudności, przeszkody, przykrości, skądkolwiek by pochodziły, nie niepokoiłyby nas. Widzielibyśmy we wszystkim rękę Boskiej Opatrzności, która kieruje wszystkim, nawet złością ludzi [32] dla naszego większego dobra i większej Jego chwały. I powinniśmy za to dziękować Bogu, gdyż daje On nam przez to wszystko okazję, do ćwiczenia się w cnotach, zdobywania zasług i prowokuje nas do okazywania miłości i miłosierdzia.
6.Ufność w Bogu. Ta pokorna uległość wobec Boskiej Opatrzności i absolutna ufność w Jego dobroć muszą być cechą charakterystyczną życia misjonarza i jego wsparciem w trudach, próbach i przeciwnościach. Musi ona być źródłem, z którego należy czerpać tę niezłomną odwagę, której nie zniechęca żadna trudność i której żadna przeszkoda nie jest w stanie złamać: si Deus pro nobis quis contra nos? (jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?).
Nasza współpraca w dziele Bożym będzie być może bardzo słaba i niedoskonała. Ale Bóg jest miłosierny: Ipse cognovit figmentum nostrum (On wie, z czegośmy ulepieni). On nas o nią prosi i ona Mu wystarczy, jakkolwiek byłaby niedoskonała, byleby była bezinteresowna i wielkoduszna. Pod tym warunkiem uczyni ją skuteczną dzięki swojej wszechmocnej pomocy. Trudności, przeszkody, przeciwności nie zabraknie. Są one stałymi znakami każdego dzieła Bożego i warunkiem sukcesu. Być może zdarzą się niepowodzenia przejściowe lub pozorne. Czyż misja Naszego Pana nie zakończyła się na Kalwarii? Lecz często właśnie wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone, objawia się sukces. Po grobie następuje zmartwychwstanie. Bóg tak chce, aby nam udowodnić, że… servi inutiles sumus (sługami nieużytecznymi jesteśmy), i aby objawić swoją chwałę. Sukces pochodzi od Niego samego. Przyjdzie on pewnego dnia – czy go ujrzymy? To tajemnica Boga. Dominus est! (On jest Panem!). Ale pracując dla Pana Wszechmogącego i wraz z Nim przy Jego dziele, mamy pewność, że nasze trudy nie zostaną zmarnowane, lecz zostaną uwieńczone sukcesem w dniu i godzinie, które spodobają się Boskiej Opatrzności. Starajmy się przyspieszyć tę godzinę naszymi modlitwami i wiernością naszym obowiązkom, a przede wszystkim praktyką miłości i gorliwości, której nic nie zdoła zniechęcić (cdn)