Instrukcja Ojców Białych…cz.4

[33] ROZDZIAŁ II. FORMACJA INTELEKTUALNA. POTRZEBA WIEDZY SPECJALISTYCZNEJ.

Nie wystarczy misjonarzowi udoskonalić tą maszynerię, jaką jest jego natura moralna i trzymać ją pod ciśnieniem; trzeba jeszcze wiedzieć, jak nią manewrować, aby jego współpraca w dziele bosko-ludzkim przyniosła dobry i pełny skutek, jakiego Bóg od niej oczekuje. Otóż to manewrowanie wymaga wiedzy specjalistycznej, wielorakiej i rozległej. Pomimo systematycznych studiów, uważnych i stałych obserwacji oraz poważnych refleksji nad tym, co obserwuje, misjonarz nabywający doświadczenia stwierdza w miarę postępów, jak bardzo brakuje mu jeszcze wiedzy, by sprostać swojemu trudnemu i skomplikowanemu zadaniu. Wiele wiadomości jest niezbędnych; inne są bardzo użyteczne; żadna nigdy nie jest nadmiarem. Ileż to razy misjonarze żałują, że zaniedbali nabycie wiedzy, którą uważali za zbędną, a która na misji byłaby dla nich największą pomocą.

WIEDZA NIEZBĘDNA. ZNAJOMOŚĆ NAUK KOŚCIELNYCH.

Labia sacerdotis custodient scientiam (Wargi kapłana strzec będą wiedzy). Misjonarz musi być teologiem, nie transcendentnym, lecz oświeconym i praktycznym. Nie potrzebuje on tych wysokich spekulacji, które często prowadzi się na uniwersytetach i które stanowią rozkosz dla subtelnych dialektyków. Musi jednak znać z jasnością, [34] czystością i precyzją wszystkie prawdy dogmatyczne i biblijne, których ma nauczać swoją owczarnię. W przeciwnym razie będzie niezdolny do wyłożenia ich z niezbędną prostotą i wymaganą ścisłością teologiczną. Są to bowiem dwie cechy bardzo trudne do pogodzenia, do których solidne podstawy doktrynalne są niezbędne.

Musi być kapłanem oświeconym i roztropnym, gdyż będzie musiał sam rozwiązywać przypadki moralne, które się pojawią. Często zdarzają się przypadki bardzo skomplikowane, zwłaszcza w kwestiach małżeńskich. Często nie będzie mógł się skonsultować; albo dlatego, że przypadek jest pilny, albo dlatego, że nie ma do kogo się zwrócić, albo dlatego, że niebezpieczeństwo naruszenia tajemnicy spowiedzi uniemożliwia konsultację. Zresztą nie znajdzie on tych konkretnych przypadków rozwiązanych u autorów w podręcznikach. Musi więc mieć w pamięci zasady i reguły moralne oraz być w stanie mądrze stosować je do rozwiązywanych przypadków.

W tym celu musi stale studiować i powtarzać swoją teologię, gdyż pamięta się tylko to, co się powtarza. Powinien przede wszystkim znać niniejsze instrukcje, w których zapisano większość reguł do stosowania w różnych przypadkach, pojawiających się najczęściej w tym kraju. W praktyce wszyscy misjonarze powinni zarezerwować sobie codziennie pół godziny lub przynajmniej kwadrans, na uważną lekturę traktatu teologicznego. Niech nikt nie mówi, że nie ma czasu. Czas na czytanie gazety, gdy przyjdzie, znajduje się zawsze!

Po nieco przedłużonej nieobecności misjonarze powinni poświęcić na teologię znaczną część swoich godzin odpoczynku. Wszyscy powinni korzystać z dyskusji lub specjalnej okazji, która się nadarzy, aby pogłębić poruszone kwestie, które zazwyczaj są praktyczne w tym kraju. We wszystkich misjach będzie się wiernie przeprowadzać, i to rzetelnie, przepisaną konferencję teologiczną co dwa tygodnie o dogmacie i moralności lub co tydzień naprzemiennie [35] o jednym i drugim. Młodzi misjonarze, podlegający przez sześć lat dorocznemu egzaminowi, będą go zdawać pisemnie lub ustnie podczas wizytacji.

Misjonarze nie będą zaniedbywać studiowania Pisma Świętego. Trzeba, aby znali je wystarczająco, by móc odpierać zarzuty, które protestanci lub wyznawcy religii tradycyjnych nie omieszkają wkładać w umysły naszych Afrykańczyków. Muszą karmić swoją pobożność lekturą świętych ksiąg, zwłaszcza Ewangelii. Niech czytają je w języku tubylczym, gdy tylko istnieje tłumaczenie. Byłoby pożądane, aby w każdej placówce raz na dwa lata przeczytano dzieło z historii kościelnej jako lekturę przy stole.

Ponieważ zasady zachowania liturgii są zbyt skomplikowane, by wszyscy mogli je znać szczegółowo, jeden Ojciec będzie wyznaczony w każdej placówce do uprzedzania, gdy pojawi się coś specjalnego; do formowania ministrantów do ich funkcji i do kierowania nabożeństwami.

ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA TUBYLCZEGO. a) Konieczność tej znajomości.

Znajomość języka ojczystego populacji, które mają być ewangelizowane, jest dla misjonarzy niezbędna. Bez tej znajomości nigdy nie zdołaliby przeniknąć duszy tubylca; poznać jego intymnych myśli i skrywanych uczuć; uchwycić jego toku rozumowania i zdać sobie sprawy z jego sposobu pojmowania rzeczy. Nieznajomość języka, którym mówią tubylcy danego miejsca, byłaby wielkim brakiem w pracy nad ich nauczaniem i edukacją. Uciekając się do wyrażeń czy idiomów znanych misjonarzowi, który jest dla nich obcy, aby ich pouczać, udałoby się być może osiągnąć jakiś wynik po długiej pracy z dziećmi, których umysł, jeszcze elastyczny, może nagiąć się do obcych pojęć. Ale pójdzie się szybciej i pewniej, nawet z nimi, [36] pouczając ich najpierw w ich języku ojczystym.

Co do dorosłych, niemal nie uda się dać im precyzyjnych pojęć i jasnych idei o prawdach, które chce się im wpoić, jeśli nie pouczy się ich w języku, którym mówią od dzieciństwa. Ich umysły są zbyt proste i zbyt mało elastyczne, by nagiąć się do obcych konceptów. Zobaczą w nich tylko otoczkę. Nie uchwycą ich dokładnego znaczenia. Nie przenikną do ich głębi i nie odróżnią niuansów. Aby mogli pojąć z precyzją ideę rzeczy, która nie podpada pod zmysły, musi ona zostać im wyłożona w terminach, które mają w ich umysłach jasny i precyzyjny sens, który czują tak samo, jak rozumieją.

Otóż jest to możliwe tylko wtedy, gdy mówi się do nich w tym języku, którego nauczyli się i którym mówią, i na którym uformował się ich umysł od dzieciństwa; który, jeśli można tak rzec, wcielił się w nich i który jest typowym wyrazem ich życia intelektualnego i uczuciowego. Aby jednak dojść do tego rezultatu, nie wystarczy mieć powierzchowną znajomość tego języka ani umieć go kaleczyć tak, by dać się zrozumieć mniej więcej, a jednocześnie ośmieszać się w oczach tubylców. Trzeba znać go doskonale i umieć mówić nim biegle i poprawnie, z właściwym mu akcentem i zgodnie z jego duchem.

Afrykańczycy, podobnie jak Biali, są przywiązani do swojego języka ojczystego. Jeśli znajdą się tacy, którzy dla popisu udają, że mówią obcym językiem, to ludzie rozsądni wśród nich są zachwyceni, słysząc cudzoziemca wyrażającego się biegle w ich języku. Mówcie do nich w ich języku z nienagannym akcentem, używając terminów, zwrotów i wyrażeń im właściwych, a natychmiast wszystkie czoła się rozchmurzają: „To jeden z naszych!” – mówią, i za jednym zamachem zyskuje się ich sympatię. Ta sympatia rodzi zaufanie, a to wielki krok, by ich przyciągnąć. Niech misjonarze nie zaniedbują tego środka zjednywania sobie życzliwości ludności i uczynią się zdolnymi, [37] poprzez doskonałe opanowanie ich języka, do przeniknięcia do głębi ich dusz i przelania tam, wraz z prawdami naszej świętej religii, tego ducha chrześcijańskiego, który doprowadzi ich do nawrócenia i zachowa ich później na dobrej drodze.

b) Metoda nauki.

W tym celu, gdy tylko misjonarze przybędą do plemienia, którego język nie jest jeszcze znany, będą codziennie kontaktować się z ludnością, aby nauczyć się go jak najszybciej. Jeśli nie dysponują żadnym tłumaczem, będą pytać tubylców o nazwy rzeczy, które widzą i każą im wyrażać czynności, które wykonują. Będą to notować. Gdy tylko poznają kilka zdań, użyją znanych słów do budowania innych zdań; a gdy tubylcy będą ich poprawiać, zanotują poprawki. Gdy zbiorą w ten sposób pewną liczbę zdań, przeanalizują je, by odkryć zasady gramatyczne, które tam zastosowano. Będą kontynuować tę metodę, aż uda się im zebrać słownictwo potocznych wyrazów i stworzyć tymczasową gramatykę.

Gdy będą umieli wyrażać się tak, by być rozumianymi i rozumieć to, co się do nich mówi, przyłożą się zwłaszcza do rozumienia tubylców rozmawiających między sobą i będą obserwować ich język. To tam nauczą się prawdziwego języka. Albowiem Afrykańczyk ma zwyczaj mówić do obcokrajowców językiem, którym oni sami mówią, i popełniać, zwracając się do nich, te same błędy, które oni zwykle robią.

Jeśli misjonarze dysponują tłumaczem, posłużą się nim w początkowym okresie, by kazać mu tłumaczyć pytania, które będą zadawać tubylcom, oraz ich odpowiedzi, i będą wszystko notować. Wezmą go również na stronę i każą mu tłumaczyć na język tubylczy serię zdań przygotowanych wcześniej. Najlepiej brać przykłady [38] z gramatyki znanego języka, który jest zbliżony do tego, którego chce się nauczyć. Należy kontrolować te tłumaczenia, zlecając je innemu tłumaczowi, jeśli taki jest, a w każdym razie posługując się tymi przetłumaczonymi zdaniami w rozmowie z tubylcami. Albowiem tłumacz, zwłaszcza słabo wykształcony, wielokrotnie poda tłumaczenia niedokładne.

Po sprawdzeniu należy przestudiować te zdania, by wyciągnąć z nich reguły gramatyczne i dobrze będzie nauczyć się kilku z nich na pamięć, by oswoić się ze słowami i zwrotami. Gdy będzie się już nieco obeznanym z językiem, nie należy w ogóle korzystać z tłumacza w kontaktach z tubylcami; doświadczenie uczy bowiem, że nie ma szybszego i skuteczniejszego sposobu nauki języka niż znalezienie się w konieczności mówienia nim bez żadnej pomocy.

c) Studia lingwistyczne nakazane w misjach. 

1º W początkowym okresie: codzienne spotkania. W początkach misjonarze będą spotykać się każdego wieczoru, by przekazywać sobie nawzajem językowe odkrycia dnia. Jeśli nie znajdą na to czasu przed wieczornymi ćwiczeniami, poświęcą na to część rekreacji po kolacji. Jeden misjonarz będzie specjalnie odpowiedzialny za redagowanie słownika i gramatyki. Przewielebny Ojciec Przełożony postara się wyznaczyć mu czas w ciągu dnia na tę pracę; w miarę możliwości godzinę dziennie. Gdy tylko będzie to możliwe, zrobi się tymczasowe tłumaczenie modlitw porannych i wieczornych oraz zwięzły wykład doktryny chrześcijańskiej, wzorowany na małym katechizmie Wikariatu. Należy kontrolować te tłumaczenia tak dobrze, jak to możliwe. Jeśli do ich wykonania korzysta się z tłumacza słabo [39] obeznanego z religią, należy, jeśli to możliwe, kazać sprawdzić te tłumaczenia innemu tłumaczowi i poddać je ocenie kilku inteligentniejszych młodych ludzi, aby uniknąć, na ile to możliwe, niebezpieczeństwa błędu. Definitywne tłumaczenia zostaną wykonane dopiero wtedy, gdy język będzie znany doskonale.

2º Później: co najmniej półtorej godziny tygodniowo.

Później, gdy gramatyka i słownik języka będą już zredagowane, nadal będą odbywać się spotkania lingwistyczne, podczas których będzie się pracować nad spisywaniem opowieści, legend i bajek tubylczych oraz nad tłumaczeniem książek, które mogą być użyteczne dla chrześcijan lub uczniów w klasach. Poświęci się na te spotkania co najmniej półtorej godziny tygodniowo, rozłożone na różne dni. Wszyscy misjonarze-księża z placówki muszą w nich uczestniczyć. Jeden z nich będzie specjalnie odpowiedzialny za przygotowanie i redagowanie prac. Gdy w kilku misjach mówi się tym samym językiem, misjonarze porozumieją się między sobą w celu ostatecznej redakcji gramatyki i słownika, ujednolicenia ortografii oraz tłumaczeń lub tekstów, które mają służyć w kilku miejscach.

3º Wszelka praca lingwistyczna lub etnograficzna pozostaje własnością misji.

Wszelka praca lingwistyczna lub etnograficzna oraz każde tłumaczenie lub tekst w języku tubylczym, wykonane przez misjonarza, są i pozostają własnością misji. Muszą pozostać w misji, w której zostały zredagowane, do dyspozycji Wikariusza Apostolskiego. Misjonarze mogą sporządzać ich kopie na własny użytek; zabrania się im jednak publikowania ich bez uprzedniej zgody Wikariusza Apostolskiego.

4º Nowo przybyłym zapewni się pomoc. Przejdą oni egzamin przed spowiadaniem.

[40] Po przybyciu do misji nowego misjonarza, który nie zna języka kraju, Przewielebny Ojciec Przełożony wyznaczy mu codziennie wystarczający czas na naukę i wskaże doświadczonego misjonarza ze stacji, by mu pomagał. Zanim nowo przybyły zostanie upoważniony do słuchania spowiedzi chrześcijan tubylczych, musi zdać egzamin ze znajomości ich języka przed Ojcem Przełożonym stacji lub jego delegatem. Egzamin ten musi odbyć się w ciągu sześciu miesięcy po jego przybyciu. Przewielebny Ojciec Przełożony zda z tego sprawę Wikariuszowi Apostolskiemu.

WIEDZA PSYCHOLOGICZNA I PEDAGOGICZNA.

Wszyscy misjonarze są z racji swoich funkcji wychowawcami i przewodnikami ludzi. Wszyscy są lub mogą być powołani do kierowania edukacją młodzieży. Wszyscy zatem muszą być zdolni do pouczania, wychowywania i prowadzenia dzieci, młodzieży i dorosłych tubylców. Otóż zawodu nauczyciela, wychowawcy i dyrektora nie da się improwizować. Jest to wręcz bardzo trudna sztuka. Iluż misjonarzy jednak rzuca się w wykonywanie tej sztuki bez żadnego przygotowania ani specjalnych studiów, jak gdyby rzecz nie miała znaczenia lub jak gdyby posiedli wiedzę wlaną?

Ludzie doświadczeni w tej sztuce, trudnej i niebezpiecznej, oddali swoje doświadczenie do naszej dyspozycji, wyłożyli metody i nakreślili zasady. Ich doświadczenie musi zastąpić brak naszego. Jeśli chcielibyśmy uczyć się tych zasad na własnym doświadczeniu, ileż czasu byłoby potrzeba, o ile w ogóle byśmy je odnaleźli; a tymczasem ileż błędnych manewrów, ile błędów, których konsekwencje mogą być opłakane. Odrobina studiów mogłaby im zapobiec. [41] Ogólne zasady są wszędzie takie same, gdyż Afrykańczycy mają tę samą naturę co my. Różnice, jakkolwiek godne uwagi, są tylko różnicami szczegółów. Ich edukacja, nauczanie i prowadzenie muszą być prowadzone według tych samych metod, lecz dostosowanych do ich specjalnej mentalności. Wszyscy misjonarze powinni mieć obok swoich książek teologicznych i duchowych kilka traktatów z psychologii, edukacji i pedagogiki. Czerpaliby z nich przynajmniej pewne idee dotyczące sposobu prowadzenia katechezy, nauczania lub kierowania klasami, wychowywania dzieci i prowadzenia dorosłych. Wielu z nich nie ma niestety w tych wszystkich kwestiach innych pojęć niż te, które widzieli i których doświadczyli w miejscach, gdzie sami byli formowani. Trzeba przyznać, że to mizerne przygotowanie do tej wielkiej sztuki, którą mają tutaj sprawować, a której konsekwencje są poważne. W formacji misjonarzy jest tu wielka luka do zapełnienia.

WIEDZA MEDYCZNA. 

We wszystkich misjach opieka nad chorymi tubylcami jest jednym z głównych środków przyciągania ich i przywiązywania do misji. W wielu miejscach oddalenie od jakiegokolwiek europejskiego lekarza postawi misjonarzy w konieczności leczenia chorych współbraci. Z tych dwóch powodów wszyscy misjonarze muszą posiadać wystarczającą wiedzę medyczną, by opatrywać rany, znać symptomy najpowszechniejszych chorób Afrykańczyków i Białych w tym kraju oraz odpowiednio ich leczyć. Przełożeni Misji Katolickich w Kongu Belgijskim wyrazili na swoim zgromadzeniu w 1919 roku życzenie:

1º Aby wszyscy nowi misjonarze otrzymali specjalną formację w zakresie wiedzy i praktyki medycyny tropikalnej [42]

2º Aby misjonarze-księża zdobywali dyplom z Medycyny Kolonialnej, który wydaje Rząd belgijski. Aby opieka, jaką otacza się chorych tubylców, przynosiła swój skutek w postaci przyciągania ich, musi ona odnosić większy realny sukces niż empiryczne kuracje rodzimych szarlatanów. Afrykańczycy są już naturalnie skłonni pokładać większą ufność w swoich lekarstwach niż w naszych. Jeśli misjonarz, któremu powierzono ambulatorium, nie zna się na opiece nad chorymi, a co za tym idzie, odnosi mało sukcesów, wszyscy pobiegną do swoich szarlatanów i czarowników, i ambulatorium na nic się nie przyda. A jeśli wskutek ignorancji współbraci, misjonarz zachoruje poważnie, stanie się niezdolny do wykonywania swej pracy, musi zostać odesłany do Europy, a nawet umrze, jakaż odpowiedzialność spadnie na tych, którzy byliby tego przyczyną przez swą niewiedzę? Wszyscy muszą zatem być obeznani lub obeznać się z tematem. Ci, którzy nie odbyli studiów medycznych przed swoim przybyciem, odbędą je jak najprędzej. Wszyscy ci, którzy nie są obeznani z praktyką opieki nad chorymi, postarają się udawać na konsultacje udzielane przez Ojca infirmeriusza. Będą się starać towarzyszyć mu, gdy udaje się z wizytą do chorych i uczyć się z jego rad. Ponadto podejmą, w szczególności, studia nad chorobami tropikalnymi. Będą się starać umieszczać nowo przybyłych jako pomocników infirmeriuszy a następnie będzie można powierzyć im opiekę nad chorymi pod kierunkiem doświadczonego Ojca infirmeriusza (cdn)