3.
Pierwszym środkiem praktycznym jest odwołanie się do władz zmysłowych i próba kierowania nimi oraz wykorzystania ich sił za pomocą obrazów pociągających lub odpychających, jak to zostało powiedziane wyżej. Należy zacząć od odwołania się do uczuć, które on posiada naturalnie: do bojaźni i interesu. Wskazane jest wręcz posługiwanie się jego wadami, jego miłością własną, jego żądzą użycia itd., aby stymulować wolę. Dobrze jest następnie przyzwyczajać go do posłuszeństwa i pewnej dyscypliny, tak aby był zmuszony do aktów woli i do wyrzeczenia się swych wygód oraz osobistych upodobań.
Szkoła jest doskonałym ćwiczeniem w tym celu. Nie tylko ozdabia ona umysł wiedzą, daje idee i rozwija inteligencję poprzez ten rodzaj gimnastyki, którą każe mu się wykonywać, lecz także — i nie jest to jej najmniejszym dobrodziejstwem — ćwiczy wolę w panowaniu nad wrażeniami chwili i w rządzeniu władzami duszy. Podobnie wszelkie stowarzyszenia, nawet te służące rozrywce, w których narzucona jest pewna dyscyplina, mogą potężnie pomagać w formowaniu woli.
4° wyrobienie w nim dobrych nawyków. A) OSOBISTE. Lecz zważywszy na ważną rolę, jaką w życiu praktycznym Afrykańczyka odgrywa nawyk, to przede wszystkim do niego należy się odwołać, aby nadać woli siłę, a zwłaszcza wytrwałość, których jej brakuje. Aby sprawić, by Afrykańczycy nabrali dobrych nawyków, należy znaleźć bodźce, które pchną ich do aktów, których powtarzanie uformuje nawyk, i sprawić, by te bodźce działały przez czas wystarczający, aby nawyk został solidnie ugruntowany. Tutaj także trzeba będzie zastosować metodę wyłożoną wyżej, zwrócić się do inteligencji i rozumu; posłużyć się obrazem pociągającym i odnawiać go często, aż zacznie on zazwyczaj poruszać władze zmysłowe i pociągać wolę. W przypadku postulantów i katechumenów, którzy mają [75] wielkie pragnienie stania się chrześcijanami, dobrze będzie wyzyskać to uczucie, które często czyni ich zdolnymi do wysiłków poważnych i podtrzymanych.
U chrześcijan należy dodać do tej metody praktykę modlitwy i przyjmowania sakramentów. Albowiem, poza łaskami, które te praktyki im zjednują i które ich nadnaturalnie umacniają, wypływają one na duszę wywołując skutek naturalny: pobudzają uczucia i pragnienia, niekiedy z wielką siłą, i dają w ten sposób woli pomoc naturalną, której nie należy lekceważyć.
Lecz aby dobre nawyki wyparły złe i wyżłobiły swą nową bruzdę na miejscu starej, dość głęboko, by służyła ona za przewodnika w postępowaniu Afrykańczyka, potrzeba dużo czasu i dużo cierpliwej wytrwałości; często też sukces będzie tylko częściowy, gdyż to, co naturalne, zbyt łatwo bierze górę.
B) NAWYKI ZBIOROWE. Należy je zastąpić lub zreformować. Co do nawyków zbiorowych, zabobonnych lub niemoralnych, które jako takie powinno się starać wyeliminować, próżno byłoby próbować je znosić, jeśli nie postawi się niczego na ich miejscu. Te nawyki są zakorzenione w duszy Afrykańczyka. Stanowią one, że tak powiem, integralną część jego natury. Porzucenie ich byłoby dla niego wyrzeczeniem się własnego oblicza, swego indywidualnego charakteru; uczynieniem z siebie obcego, pariasa pośród swoich. Te nawyki będą trwały w swej aktualnej formie, jeśli nie podstawi się innych na ich miejsce. Należy więc znaleźć w nawykach chrześcijańskich praktykę, która przypomina nawyk tubylców do zastąpienia, i zastąpić go nią, albo też, gdy można to uczynić, oczyścić ten, który istnieje, zmieniając jego sens i cel. Tak właśnie czynili pierwsi apostołowie naszych krajów chrześcijańskich. Znaczna liczba praktyk ludowych i religijnych to jedynie zmienione i zreformowane nawyki pierwotne.
[76] b) W szczególności, reforma wad specjalnych. — 1° Reforma pychy. Jako że pycha jest jedną z dominujących wad Afrykańczyków, konieczne będzie wpojenie im dogłębnego poznania kim są i jaką mają wartość. Należy jednak unikać upokarzania Afrykańczyka publicznie, jeśli nie zasłużył na to publiczną winą, oraz upokarzania ich w ogóle poprzez ośmieszanie ich braków umysłowych; zbyt mocno by ich to zszokowało. Nie zrozumieliby tego i wywołałoby to wewnętrzny bunt, który przyniósłby więcej zła niż dobra.
Bardziej stosowne będzie najpierw uwydatnienie ich wad moralnych, do których się przyznają, oraz ich win, które uznają, aby wyciągnąć z tego jako wniosek wyznanie ich słabości i niskości. Można zwalczać ich drażliwość, ukazując im, że przez swoje winy pozwalają się zniewolić i mogą dojść do bycia wiecznymi niewolnikami demonów, znosić ich obelgi w piekle. Należy przyjąć za regułę, by nigdy nie kierować do nich obelgi, która by ich zszokowała, gdyż podrywają się oni natychmiast pod wpływem obelgi, której nie znoszą. Kara uraża ich mniej.
Jako że instynktownie pozostają pokorni wobec tego, co uważają za silniejsze od nich trzeba pokazywać się jako silni przed nimi; nie tą fałszywą siłą, która przejawia się przez niecierpliwość, porywczość, surowość; lecz tą prawdziwą siłą, która polega na zachowaniu zawsze panowania nad sobą; być zawsze takim samym, spokojnym lecz stanowczym, stanowczością łagodną, cierpliwą i wytrwałą, bez przesadnych wymagań, lecz dbając o to, by wydane rozkazy były wykonane, jeśli nie natychmiast, to przynajmniej później. Można od nich wymagać tylko tego, co mogą zrobić rozumnie, biorąc pod uwagę ich temperament i ich wady. Należy unikać wydawania rozkazów pospiesznych i nieprzemyślanych, które trzeba wycofać przed wykonaniem. Lecz gdy rozkaz został wydany, trzeba wymagać, by został wykonany; nie naciskać, gdy Afrykańczyk jest pod wpływem pasji; pozwolić mu dojść do odzyskania [77] spokoju; następnie przypomnieć rozkaz z wielkodusznością, lecz wytrwałością, tak aby wszyscy wiedzieli, że skoro raz rozkaz został wydany, trzeba się do niego dostosować.
Nawyk uległości jest dobrym sposobem zwalczania pychy. Roztropność chrześcijańska podsunie inne sposoby zmierzające do tego celu. Lecz jako że jest to wada mocno zakotwiczona w duszy, nie uda się jej okiełznać ani nawet zmniejszyć bez nadnaturalnych pomocy religii. Postulantom i katechumenom należy proponować praktykę pokory jako warunek konieczny do chrztu; u chrześcijan trzeba odwoływać się do wszystkich motywów, jakie podsuwa wiara, a zwłaszcza do przykładów Naszego Pana. Wszyscy muszą prosić o pokorę w swoich modlitwach.
2° Reforma żądzy bogactw: umiarkowanie jej, skanalizowanie jej. Ta nieumiarkowana żądza bogactw, która pcha Afrykańczyka do kradzieży i oszustwa, i sprawia, że porzuca on swój kraj, swą żonę i swe dzieci w poszukiwaniu miejsca, gdzie zarabia się dużo, szybko i z małym trudem, musi być miarkowana i kanalizowana. Rozważania nad kruchością dóbr ziemskich i nad ich krótkim trwaniem, zwłaszcza gdy ma się przykład przed oczyma, wywrą wrażenie na niektórych. Próżność, która pcha ich do nabywania dóbr, by odgrywać wielkiego pana, skoryguje się przez rozwój zdrowego rozsądku, pokory i ducha przewidywania.
To tego ducha należy im przede wszystkim wpajać. Trzeba ich skłaniać do myślenia o ich starości i o ich dzieciach, które kochają. I aby mieli pewność, że to ich dzieci będą dziedziczyć, należy starać się znosić cierpliwie istniejący prawie wszędzie zwyczaj, że to głowa rodziny (klanu) jest spadkobiercą. Prawo kongijskie uznaje prawo dziedziczenia dzieciom urodzonym z małżeństwa zawartego przed urzędnikiem stanu cywilnego. Można w razie potrzeby odwołać się do tego przed władzami. Należy mieć nadzieję, że prawo to zostanie rozciągnięte na wszystkie dzieci urodzone z [78] małżeństwa regularnego; trzeba będzie korzystać z praw, jakie ono nadaje. Przewidywanie bowiem, że to ndugu, członkowie rodziny niekiedy dalecy i mało sympatyczni, skorzystają z oszczędności Afrykańczyka, pcha go do tego, by nie zostawiać nic po swej śmierci. Wszędzie tam, gdzie rzecz będzie możliwa, dobrze będzie ustanowić kasę oszczędnościową. Misja może zgodzić się na poświęcenie pewnej kwoty pieniężnej, by ją zapoczątkować. Gdy suma w depozycie będzie tego warta, będzie można ją zdeponować w banku. Lecz przed uczynieniem tego, należy porozumieć się z Wikariuszem Apostolskim co do sposobu, w jaki to uczynić.
Rzeczą bardzo ważną, nie tylko dla opanowania żądzy bogactw, lecz dla utrzymania Afrykańczyka na dobrej drodze, jest próba przywiązania go do jego ziemi, w jego wiosce, w jego rodzinie, starając się zapewnić mu na miejscu uczciwy zarobek i sprawić, by nabył go w swoim regionie a nie tam, gdzie ono nie istnieje, by tu miał dobra, które przywiążą go do roli.
Afrykańczyk nie może zostać wyjęty ze swego środowiska bez utraty przymiotów, które w nim nabył. Jeśli chce się zeń uczynić człowieka naprawdę poważnego i dobrego chrześcijanina, trzeba starać się zatrzymać go w swoim środowisku. Istnieją bez wątpienia wyjątki, lecz są to tylko wyjątki. Misjonarze, którym leży na sercu przyszłość ich chrześcijan i ich chrześcijaństwa, nie zaniedbają więc żadnego środka, by pomóc Afrykańczykom zapewnić sobie na miejscu uczciwy dobrobyt, który odsunie ich od pokusy szukania go w centrach przemysłowych lub handlowych. Będą się starać zwłaszcza sprawić, by znaleźli go w dobrach, które wiążą ich z ziemią: stada tam, gdzie to możliwe, a tam, gdzie ich nie ma — uprawy dochodowe, zwłaszcza uprawa drzew: bananowców, kawowców, bawełny itd. Następnie pomogą im, wszelkimi środkami będącymi w ich mocy, by korzystnie sprzedać ich produkty.
Niechaj nikt nie mówi: „To są troski materialne, które nie należą do kompetencji księdza-misjonarza”. Albowiem na co zda się nauczanie, ewangelizowanie, udzielanie sakramentów [79] jeśli owoce tej pięknej pracy mają zmarnować się na drogach lub w centrach, gdzie obyczaje, a nawet wiara, wystawione są na najsmutniejszą katastrofę. Misjonarz naprawdę gorliwy, któremu leży na sercu sukces jego dzieła, wytrwałość jego neofitów i zbawienie ich dusz, nie zaniedba żadnego użytecznego środka, który może prowadzić do tego celu. A w pewnych miejscach wskazane środki są nie tylko użyteczne, są one niezbędne. Każdy musi ocenić sytuację ludności, którą ewangelizuje i środki do zastosowania, aby ich nawrócić i utrzymać na dobrej drodze. Nie może zaniedbać żadnego z nich, jeśli chce ściągnąć na swe dzieło błogosławieństwa Boże i zapewnić mu sukces.
3° Reforma zmysłowości. Aby zwalczać nieumiarkowane i nieuporządkowane poszukiwanie tych rozkoszy, które Bóg przywiązał do aktów mających zapewnić istnienie i zachowanie człowieka na ziemi, należy najpierw starać się rozwijać u Afrykańczyka poczucie osobistej uczciwości i bojaźń Bożą. Te uczucia będą często bezsilne wobec porywów namiętności, zwłaszcza gdy ta ostatnia przerodziła się w nawyk. Należy starać się zwłaszcza zmniejszać okazje. Trzeba także starać się sprawić, by Afrykańczycy docenili rozkosze wyższego rodzaju. Natura bowiem potrzebuje wytchnienia; aby nie szukała go w zaspokajaniu swych instynktów, trzeba ją nauczyć, że istnieją inne, wyższe, które dają radości delikatniejsze, i zapewnić jej okazję do ich skosztowania.
Tam, gdzie uzna się to za rzecz możliwą, dobrze będzie wprowadzić bractwa wstrzemięźliwości. Powinno się zbadać także wszędzie, czy nie ma jakichś środków praktycznych, by zmniejszyć przynajmniej owe wspólne pijaństwa, które są okazjami do upijania się, kłótni, bójek i mają niekiedy za skutek wybuch niemoralności. [80] Będzie można wszędzie starać się uzyskać od szefów tubylczych, aby zakazywali i karali publiczne pijaństwo zgodnie z prawem.
Uprawa, posiadanie, sprzedaż konopi są zabronione przez prawo, podobnie jak akt ich palenia i każdy Europejczyk może niszczyć uprawy i konfiskować konopie. Misjonarze będą ogłaszać te zakazy i sprzeciwiać się wszelkimi legalnymi środkami, jakimi mogą dysponować, nawykowi palenia konopi. Szefowie tubylczy mogą karać winnych.
4° Reforma lubieżności: czystość. Czystość jest darem Bożym Nemo continens nisi det Deus (Nikt nie jest powściągliwy, jeśli Bóg mu tego nie da). Częsta i dobrze odprawiona spowiedź, pobożna komunia, są potężnymi środkami do jej ustanowienia i zachowania. Powinno się więc doradzać je często w tym celu neofitom, a zwłaszcza młodzieży. Lecz jakkolwiek potężne by one były, te środki będą skuteczne tylko wtedy, gdy pójdą w parze z ucieczką od okazji. Należy często przypominać rodzicom o ciążącym na nich poważnym obowiązku czuwania nad tym z kim przyjaźnią się ich dzieci, a zwłaszcza nad ich nieobecnościami wieczorem i w nocy. Należy czuwać nad unikaniem rozwiązłości, zwłaszcza młodych mężczyzn i młodych dziewcząt, wszędzie tam, gdzie mogłaby ona wystąpić.
Należy nakłaniać młodych ludzi, którzy osiągnęli wiek dojrzewania, do małżeństwa jak najwcześniej. Należy pouczać neofitów o obowiązkach małżeńskich i nie zapominać o obowiązku, jaki mają małżonkowie, by mieszkać razem w tym samym domu i unikać pozostawiania swego współmałżonka wystawionego na niebezpieczeństwa izolacji, zwłaszcza wieczorem i w nocy. Należy pracować nad wpajaniem wszystkim wzniosłej idei świętości małżeństwa i starać się formować opinię publiczną tak, aby każde naruszenie czystości było uważane za hańbę. Tam, gdzie istnieją u tubylców [81] kary, które nie są sprzeczne z naturalną słusznością ani z prawem, misjonarze muszą starać się je utrzymać. Nie sposób dość mocno nalegać u ludzi żonatych i u ich rodziców, aby zasady życia małżeńskiego były przestrzegane w ognisku domowym od samego początku i aby zwyczaje przeciwne tym zasadom zostały wykorzenione. Trzeba pouczać rodziców o obowiązkach, jakie muszą wpajać swym dzieciom, które się pobierają, i uzyskiwać od wszystkich, by powstrzymywali się od swych drwin i wyrzutów, gdy młodzi małżonkowie porzucają absurdalne lub szkodliwe zwyczaje dzikich (tubylców), by spełniać swe obowiązki małżonków i ściągać na siebie błogosławieństwa Boże.
Misjonarze muszą starać się usuwać wszelkie praktyki próżne, zabobonne lub bezwstydne, które poprzedzają, towarzyszą lub następują po małżeństwie, i zastępować je praktykami chrześcijańskimi. Muszą nauczać, że młoda mężatka dłużna jest siebie swemu mężowi od dnia ślubu i że błędem jest odmawianie siebie, by podążać za nawykami dzikich (tubylców); że należy ona odtąd do niego i że winna mu jest posłuszeństwo, pomoc i wsparcie jemu samemu, a nie członkom swojej rodziny; że mąż ze swej strony winien jej pomagać i jej towarzyszyć oraz że wspólne zamieszkanie jest obowiązkiem dla jednego jak i dla drugiego. Że ani jedno, ani drugie nie może tolerować ingerencji kogokolwiek w ich rodzinę, nawet swoich rodziców. Że muszą używać małżeństwa uczciwie i w sposób taki, by mieć jak najwięcej dzieci. Należy zwalczać wszelkimi środkami ten powszechny nawyk, który zabrania matce posiadania kolejnego dziecka w ciągu trzech lat po narodzinach poprzedniego. Dobrze będzie dawać piękny prezent za każde narodziny dziecka, które nastąpią w ciągu osiemnastu miesięcy po narodzinach dziecka poprzedniego, i prezent nieco mniej piękny, jeśli narodziny nastąpią w ciągu dwóch lat, i będzie się pomagać w miarę możliwości matkom rodzin licznych w odpowiednim żywieniu ich małych dzieci.
[82] Wszędzie tam, gdzie rzecz będzie możliwa, powinno się starać zapewniać Afrykańczykom, zwłaszcza młodzieży, uczciwe zajęcia i pociągające rozrywki, by wypełnić ich czas wolny. W tygodniu praca, jak zostanie powiedziane dalej; w niedziele i święta, poza ćwiczeniami religijnymi — gry, świętowania, różne zabawy. Aby te wytchnienia miały dla nich atrakcyjność, trzeba będzie je nieco uregulować i włożyć w nie coś, co budzi współzawodnictwo. Tworzenie stowarzyszeń gimnastycznych, muzyki instrumentalnej lub chóralnej, a później stowarzyszenia dramatycznego itd.; organizowanie gier zespołowych, piłki nożnej, berka itd. to wszystko środki przyciągania młodzieży i oddalania jej od niebezpieczeństw.
Niechaj misjonarze nie wyobrażają sobie, że to strata czasu poświęcać swe wolne chwile tym zajęciom i tym grom. Zobaczcie, jaką wagę przywiązuje się w Europie do dzieł pozaszkolnych i ile trudu i czasu poświęcą im kapłani. Ochrona młodzieży jest tak samo ważna i o wiele trudniejsza tutaj niż w naszych krajach chrześcijańskich Europy.
5° Reforma lenistwa. Lenistwo i próżniactwo są wielkimi kamieniami obrazy naszych Afrykańczyków. Tutaj, jak wszędzie i bardziej niż wszędzie, próżniactwo jest źródłem wszelkich występków. Jest ono wielką przyczyną większości nędz moralnych, którym podlegają nasi chrześcijanie i nasze chrześcijańskie wspólnoty. Nigdy nie stworzymy dzieła poważnego ani trwałego, dopóki nie uda nam się, nie mówię zniszczyć tej wady — to niemożliwe — lecz znacząco jej zmniejszyć. Misjonarze nie mogą więc zaniedbać żadnego ze środków będących w ich mocy, aby wpajać Afrykańczykom nie miłość do pracy — to byłoby zbyt wiele wymagać — lecz przynajmniej nawyk pracy. Niechaj będą przekonani, że ich dzieło duchowe będzie miało realny i trwały sukces tylko u tych, u których uda im się sprawić, by przywykli do [83] zawsze zajętego pracą sposobu życia. Nie uczyni się niczego dobrego z Afrykańczyka zazwyczaj bezczynnego. W celu formowania u Afrykańczyków nawyku pracy od ich najmłodszych lat, będzie się starać wszędzie przyciągać do pracy w misji jak najwięcej dzieci. Jeśli budżet na to pozwala, będzie można dokonać w tym celu pewnych wydatków pieniężnych. Albowiem jeśli chce się z tych dzieci uczynić dobrych chrześcijan, trzeba je przyzwyczaić do pracy w taki sposób, aby później próżniactwo im ciążyło.
Trzeba będzie pchać Afrykańczyków do pracy, ucząc ich dobrych metod uprawy i hodowli; zachęcając ich do upraw dochodowych i pomagając im w zbyciu produktów, w sposób taki, by czynić ich pracę zyskowną. Widok zysku będzie dobrym stymulantem. Duch przewidywania, o którym była mowa, powinien również zostać użyty w tym celu. Lecz głównym środkiem, jakkolwiek dziwny mógłby się wydawać, jest kreowanie u nich potrzeb. Pod jakimkolwiek niebem bowiem, żaden człowiek nie pracuje inaczej, jak tylko w miarę swych potrzeb i odpoczywa, gdy tylko te zostaną zaspokojone. Niechaj najbardziej aktywny robotnik wygra główną wygraną na loterii; natychmiast rzuci swe narzędzia i pójdzie żyć jako pan. Afrykańczycy nie są wyjątkiem. Jeśli chcemy uczynić z nich pracowników, trzeba im wykreować potrzeby szersze niż te, które mają, aby zmusić ich do pracy dla ich zaspokojenia.
Nakłaniajmy ich, by ubierali się odpowiednio i dbali o czystość; by budowali sobie domy bardziej komfortowe; by urozmaicali swe pożywienie. Nie będziemy musieli ich nakłaniać do zdobywania przedmiotów fantazyjnych i luksusowych. Są do tego aż nadto skłonni. Nasza rola musi polegać na pchaniu ich do poprawy ich warunków egzystencji, aby skłonić ich tym samym do oddania się pracy nawykowej, ciągłej i rozumnej. Inteligentny i naprawdę gorliwy misjonarz będzie dbał o to, by być na bieżąco ze wszystkim, co może być użyteczne, aby wyciągnąć [84] Afrykańczyków z ich wrodzonego lenistwa, tak aby móc dawać im rady praktyczne; i nie będzie on im szczędził swego trudu, przekonany, że jego praca w tym celu będzie miała niekwestionowaną użyteczność dla zapewnienia sukcesu jego apostolatu (cdn).