Misje są dziełem miłosierdzia…

„Jezus Chrystus, najsłodszy Bóg i nasz Odkupiciel, ogłosił: ‚Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią’ (Mt 5, 7). Tym którzy pragną być szczęśliwi, wskazał miłosierdzie jako nośnik osiąganego szczęścia. Wśród nieszczęść ludzi śmiertelnych istnieje największe nieszczęście jakim jest nieznajomość Chrystusa i płynące stąd udręczenie z powodu grzechów oraz nic bardziej żałosnego jak niezliczona ilość odchodzących od Chrystusa ludzi i rzesz ginących śmiercią wieczną. Największym miłosierdziem względem bliźniego wiara która daje życie wieczne, wolność od grzechu i życie łaski. Głównie z tego powodu jednorodzony Syn Boży głośnym wołaniem i płaczem zanosił gorące prośby (por. Hbr 5, 7) oraz prowadził życie w obcej ziemi, rodzącej ciernie i osty. Trudził się i doświadczał nędzy ludzi, aby stać się miłosiernym i wiernym Arcykapłanem. Myśl o tym nie opuszczała nigdy Jego ducha, lecz pobudzała Go do głośnego wołania wśród ludów. Tak więc, mając przed oczyma godny opłakania widok przyjaciół Chrystusa, nie wiem, jaką mogą znaleźć wymówkę, aby z Apostołem nie dopełniać braków udręk Chrystusa dla wzrostu Jego Ciała, którym jest Kościół (por. Kol 1, 24), na którego barkach spoczywa tak wielu grzeszników. Przyjaciele Chrystusa na pewno mogą dać jedną z trzech odpowiedzi:

  1. Że nie chcą być misjonarzami, choćby miało zostać zerwane przymierze z Bogiem;
  2. Że nie wolno im być misjonarzami, ponieważ nie pasuje to do Zakonu karmelitańskiego, a nawet mu szkodzi;
  3. albo w końcu że w żadnym wypadku nie mogą być misjonarzami, ponieważ brakuje im wymaganej świętości i nauki.
    Pierwsza odpowiedź jest oczywiście najbardziej zawstydzająca i nieludzka, i takiej od prawdziwych przyjaciół Chrystusa nie oczekujemy. Druga zdaje się stawiać na pierwszym miejscu zakonność, a trzecia rodzaj świętości. Dlatego tych dwóch ostatnich należy się obawiać najbardziej, aby pozór wymagań cnoty nie zwiódł mężów uduchowionych. Zajmiemy się po kolei każdą z tych odpowiedzi […]
    Wymogiem Bożej miłości jest, aby ci, którzy myślą o misjach, obejmowali duchem apostolskim cały świat na wzór tego, kto będąc nieobecny, pisał: ‚Usta nasze otwarły się do was, Koryntianie, rozszerzyło się nasze serce’ (2 Kor 6, 11). Chyba nie ma na całym świecie takiego narodu, choćby był najdzikszy, którego nie poruszyłyby serca mężów apostolskich, otwarte przez ogień miłości. Na tym polega prawo miłości, abyśmy skutecznie pragnęli wspólnoty wiecznego szczęścia dla tych, którzy mogą stać się jego uczestnikami i skutecznie nad tym pracowali. Nasi bracia powinni bardzo gorąco pragnąć zbawienia wszystkich ludzi i z całych sił usilnie o nie błagać. Ci zaś, którzy do tego dzieła mają być skierowani, bardzo często i poważnie powinni o tym myśleć, pobudzać się do tego chwalebnego dzieła i powinni trudy studiów na ten cel przeznaczać. Ponieważ zaś smutek i ból na widok zguby bliźnich przyczyniają się do wzrostu miary miłości, niech opłakują nieszczęsną zgubę tak wielu ludzi i o zbawienie tych, którzy jeszcze się nie zatracili, wytrwale się starają gorącymi pragnieniami oraz dobrowolnie przyjętymi cierpieniami. Niech to będzie dla naszych braci napojem i pokarmem, aby się stali podobni do swego Wzoru, który powiedział: ‚Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który mnie posłał’ (J 4, 34). To znaczy, aby się całkowicie oddali dziełu nawracania do wiary w Chrystusa.
    Z wnętrza Bożej miłości wypływa gorliwość, jaką powinni płonąć bracia wysyłani na misje, aby sprawiało to im przykrość, że istnieje tak wielu nieprzyjaciół Najsłodszego Boga, Jezusa Chrystusa, którzy prowadzą ustawiczną walkę z Jego nieskalaną Oblubienicą, to znaczy z Kościołem Rzymskim. Należy boleć nad tym, że na całym świecie, w wielkich krajach zaledwie jedno lub drugie miasto, z łaski Bożej, znajdziemy zachowane od pogaństwa, herezji czy schizmy. Ponadto powinniśmy nad tym boleć, że w bardzo niewielu z tych krajów, których nie zalał powszechny potop, pobłyskują z rzadka niczym swoiste gwiazdy prawdziwi przyjaciele Boga. Powszechny sposób życia chrześcijan, zohydzony tak wielu zbrodniami, rodzi niewielką nadzieję na zbawienie. Bardzo szeroka jest droga, która prowadzi do zguby (por. Mt 7, 13). Skoro więc prawdziwi przyjaciele Boga wiedzą, przez jak zaciekłych wrogów jest oblegana mała trzódka Chrystusa, powinni jak najgoręcej pragnąć zwyciężać tych wrogów zbawienia nie mieczem, lecz drzewem, to jest bardzo łagodnym prawem krzyża, i sprawiać, by się przyłączali do Kościoła. Niewątpliwie częste rozważanie tych wielkich spraw wzbudzi gorliwość oraz wyczuli na tak wielką klęskę, rozlewającą się na świecie.
    Wielkoduszność, polegająca na pragnieniu rzeczy wielkich, jest nader potrzebna do pracy misyjnej, tak żeby nie poprzestawać na sprawach małych i przeciętnych cnót, lecz żeby nasi bracia dążyli do największych trudów, największej nagrody i największej chwały Bożej…”

fragmenty dzieła o. Jana od Jezusa i Maryi OCD, Pisma misyjne, Bruksela 1994 w tłumaczeniu o. dr Efrema Bieleckiego OCD